Jeden z moich starszych wywodów, zachęcam do dyskusji :)
Monolog egzystencjalny, sensowny w swym bezsensie.
Każdy dzień jest tylko dniem, bowiem sens dnia zostaje zatracony. Od pewnego czasu nie widzę sensu w każdym dniu, który mnie spotyka, śmieję się, ale nie wiem dlaczego, smucę się, bo tak "trzeba", dziwie się, bo nie mam czasu na zastanowienia. Im bardziej chcę się zastanawiać, tym bardziej nie widzę w tym sensu, im bardziej chcę być "inny", tym bardziej pragnę być taki jak każdy. Pragnienie to jedyny odruch, który świadczy jeszcze o moich odczuciach. Uwielbiam atencje, w sumie nie wiem czy mogę użyć tego słowa, bo czy atencja oznacza atencje? Setki osobowości, oj nie przecież ten człowiek tylko udaje. Coś w tym jest, atencja ta słuszna według mnie daje mi coś czego nie umiem wyjaśnić, problem w tym, że zaczynam jej pragnąc coraz częściej. Fenomen, ogłoszony samowolnie stał się fenomenem, który prywatnie jest kultywowany poprzez irracjonalizm. Hej hola, przecież inni tego oczekują? Negując to mają nadzieje na więcej, bo to dostarcza im rozrywki, a ich rozrywka staje się... Moim pokarmem? No nie, przecież to nieludzkie. Każdy przecież wspomina o pieprzonej atencji, o chociażby przez alkohol. Świetny powód do wybicia, w końcu pije każdy, ale każdy umie się z tym obnosić. Jest kilka metod obnoszenia się z alkoholem, ale najlepsza jest ta, która promuje Cię na tego wstydliwego kustosza ponadstanowego. Hah kuriozalna nazwa. Wstydliwy, bo nie lubi, ale wbrew wszystkiemu pragnie. Kustosz, bo rzekomo pragnie być specjalistą w czymś, czego nigdy nie zrozumie. I ponadstanowy, chociaż tak naprawdę zawsze był taki sam jak inni, tylko lepiej to wypromował. Ironia w czystej formie. Coś jak kłamstwo, które w końcu jest, ale czym jest? Jest jak ten dialog, który prowadzę teraz sam ze sobą. Słucham muzyki? Po co? Przecież rozmawiamy? Jejku, jejku, odbiegam od tematu. Jest przecież noc, gdzie w tym wszystkim sens. Jejku, ale o to chodzi w tej pieprzonej pracy, o sens, a raczej jego brak. Czym różni się noc od dnia, w teorii jest to czas na odpoczynek, odpoczynek mas. Po odpoczynku w tym rozumieniu przychodzi praca, praca mas, produktywna w swej bezproduktywności. Jejku, co za bezsens, w końcu istnienie każdej jednostki jest tak istotne, każdy z nas jest wyjątkowy! Każdy z nas jest inny! Pytanie gdzie? Czujesz się wyjątkowy? Kurcze zazdroszczę, bo ja nawet jeśli się taki czuje, to wiem, że przeciętność otaczająca mnie dookoła i tak mnie zżera. Niby uczucia czynią nas tymi nadrzędnymi stworzeniami. Ależ to brzmi trywialnie. W końcu częściej niż ten altruizm i dobroć, widzimy obojętność i złość. Hah co większy filozof powie, że na tym polega otaczający nas świat, nie trudno się nie zgodzić. Problem w tym, że ślepych altruistów jest więcej niż złych "bandziorów". Tyle, że Ci drudzy, mają większy wpływ na to wszystko co dzieje się dookoła nas. Piszę tak to wszystko, a przecież i tak nie mam na to wpływu... Oj hola, przecież każdy z nas ma wpływ na "jutro". To takie pocieszne. Przestało mi zależeć, w sumie już dawno. Nie wiem dlaczego w końcu, moje życie jest pełne zmian i dziwnych sytuacji. W sumie to jest chyba nadrzędny powód. Zmienia się wszystko, zmieniają się ludzie, zmienia się moje życie, ale nie zmieniam się ja... Bo nie widzę w tym sensu. Nie widzę już sensu...