Kocham siebie i to nie jest egoizm!
Patrzysz na mnie i co widzisz, altruizm?
Pozorne dobro, terror światopoglądowy...
Pomagam? I myślisz, że jesteś wartościowy?
Zwykły pyłek, przelotne zainteresowanie.
Aż tak wielkie masz o sobie mniemanie?
To ja jestem królem, panem, Bogiem!
Cieszysz się leżąc już odłogiem?
A może masz jakieś złe o mnie zdanie?
Skąd więc to cholerne zainteresowanie?
Czym sobie zasłużyłem, brakiem poszanowania?
Uwaga i pogłos? Myślisz, że chcę poklaskiwania?
Do obiadu, do zabawy, do pogrzebu?
Unikat nie potrzebuje nawet twego gniewu.
Stoję przecież tylko zapatrzony w siebie
Trywialny tron ustawiony na samym niebie.
Mam zacząć się zmieniać, stygmat śmierci?
W końcu bliżej mi do tego, w głowie się nie mieści?
Te rozważania, królewskie słowa, boska mowa
Głupstwo, arogancja, ogarnia cię już trwoga?
Nie potrzebuję ciebie, kogokolwiek, mnie...
Pragnę, potrzebuję, powiesz mi teraz nie?
Gdyby mnie to obchodziło, byłbym dzisiaj tam...
Wolę jednak siedzieć zapatrzony w ideał... Sam!