Skocz do zawartości

[KOSZ] Dzieje Rha-Ver cz. III


Rekomendowane odpowiedzi

  • Zasłużony Fragowicz
Opublikowano

Siedziba Gildii Rha-Ver


 


W małym pomieszczenie, gdzie znajdował się stół z jedenastoma krzesłami zasiadało obecnie dziewięć osób. Nikt nie wyrażał szczególnego zainteresowania spotkaniem, gdy nagle jeden z siedzących zerwał się przewracając przy tym swoje krzesło.


 


- Mistrzu! Kath, Kath... On został! - Był strasznie przerażony. - On został zabity!


 


- Oh, zamilcz i siadaj. - Jeden z siedzących dość melancholijnym tonem rozpoczął swoją wypowiedź. - Przedstawienie jeszcze się nie skończyło.


 


 


Ziemie Gildii Kenthari, zgliszcza siedziby Myrosa


 


Kathmeklos powoli opadał, w powietrzu zaś nadal znajdował się Valras i Sylvanas. Naprzeciwko nich z szyderczym uśmiechem stał Myros, wyglądał staro, jego włosy były już siwe, a broda sięgała jego brzucha. Mimo to był dobrze zbudowany, w jego ruchach również nie dało się odczuć tego, że jest już człowiekiem w sędziwym wieku. Kobieta była szczupła i wysoka, odziana była jedynie w zieloną suknię. Pięciu mężczyzn, posiadało ten sam ubiór, który charakterystyczny był dla ich gildii, żółte spodnie oraz zieloną koszulę z wyszytą na plecach niebieską włócznią.


 


- Matko, matko, znowu kłopoty. - Sylvanas swoim spokojnym tonem uspokoił Valrasa, po czym dobył swojego miecza. - A więc, który z was zdecyduje się zginąć jako pierwszy, a może mam zabić wszystkich od razu?


 


- Sylvanas Windrunner, doprawdy zaszczytem spotkanie jest takiej osobistości jak Ty, słyszałem, że oprócz bycia znamienitym szermierzem posługujesz się dobrze magią ziemi, ale nie sądziłem, że aż do tego stopnia. Twoja śmierć będzie wielką stratą dla świata. - Myros był pewny swych słów.


 


Nagle obok Sylvanasa przemknęła strzała, po chwili kolejna. Nim jednak dosięgły swojego celu, za plecami ludzi Myrosa pojawił się Valras. Dwójka z pięciu mężczyzn padła od strzału w głowę. Valras nie zastanawiając się długo przywołał swój krótki sztylet, po czym wbił go w szyję trzeciego mężczyzny. Sylvanas dokończył dzieła zabijając pozostałych dwóch. Myros nie przejął się tym zbytnio, zaś sama kobieta przyglądała się dwójce członków Rha-Ver z zaciekawieniem.


 


- No tak, gdzież śmiałem zapomnieć o Valrasie, naprawdę sprawnie władasz magią teleportacji, jesteś niesamowicie szybki, a gdyby tego było mało... - Nie zdążył jednak dokończyć.


 


- Gdyby tego było mało, to stoję za twoimi plecami. 


 


 


Kiedy miał już wykonywać cięcie, kobieta znajdująca się tuż obok Myrosa spojrzała na jego rękę, po czym ta odpadła. Valras krzyczał z bólu, zaś krew zalała jego ciało.


 


- Ty kurwo! - Krzyczał i wył, to jednak w niczym mu nie pomagało.


 


- Nie tak brutalnie. - Odezwała się po raz pierwszy. - Nazywam się Kyria, a ty chciałeś znieważyć mojego lorda. To niedopuszczalne. - Na jej twarzy malował się szyderczy uśmiech, spojrzała na Sylvanasa. - Chodź tutaj, teraz twoja kolej. - Wydawało się, że go kokietuje.


 


- Valras zmywaj się stąd, zajmę się tym. - Sylvanas nie był już tak pewny siebie jak wcześniej, wiedział, że jego przeciwnicy są silni.


 


- Ale przecież, Kath, ty nie dasz sobie rady sam.


 


- Powiedziałem wynoś się stąd! - Valras przeniósł się w bezpieczne miejsce, on sam zaś zdjął swój płaszcz i koszulę. - Skoro zostaliśmy sami nie mam zamiaru się ograniczać.


 


Ziemia pod nimi zaczęła się gwałtownie ruszać, olbrzymia postać zrodzona z kamienia stanęła za Sylvanasem. Miał kilkadziesiąt metrów wysokości. Nim jednak zdążył wykonać ruch, Kyria delikatnie musnęła kamiennegoolbrzyma swoją dłonią, po czym ten zamienił się w pył, który pokrył wszystko dookoła.


 


- Naprawdę myślałeś, że coś takiego może mnie pokonać. - Kyria wydawała się rozbawiona.


 


- To miało odwrócić waszą uwagę. - Sylvanas pojawił się za Myrosem przebijając go mieczem.


 


- Mistrzu! - Kobieta krzyknęła, była rozwścieczona. - Ty śmieciu, zabije cię!


 


- Uciekaj! - Myros wydobywał z siebie ostatnie tchnienia. - UCIEKAJ!


 


 


Kyria obróciła się, stał za nią Kathmeklos, delikatnie się uśmiechając.


 


- To smutne gdy muszę zabijać kobiety. - Delikatnie pochwycił jej ramie zamieniając je w popiół. Ona jednak zdążyła odskoczyć po czym za pomocą swej magii przeniosła się w nieznane miejsce.


 


- Oh uciekła, no cóż trudno. - Kathmeklos był rozbawiony całą sytuacją.


 


- Jakim cudem przeżyłeś, jej magia jest taka potężna. - Myros był przerażony, widział w Kathmeklosie bestię.


 


- Owszem, jest silnia, jednak masz do czynienia z dwójką wielkich lordów Rha- Ver, myślisz, że jej magia była w stanie zranić mnie czy Sylvanasa. To dla nas zabawa. - Obok niego pojawił się Valras, który posiadał już utraconą dłoń.


 


- Jakim, jakim prawem! Nie możecie być tak silni, nie jesteście przecież jebanymi Bogami!


 


- Spójrz w moje oczy. - Kathmeklos zbliżył się do Myrosa, jego lewe oko przybrało dziwny nieopisany kształt, prawe było całe czerwone. - Widzisz, te oczy w połączeniu z moją magią, czynią mnie kimś więcej...


 


- Jesteś sza... - Nie zdołał jednak dokończyć zdania, Kath spojrzał głęboko w jego oczy, a ten po prostu umarł.


 


 


Główna Siedziba Gildii Kenthari


 


- Mój ojciec, Myros. - Była przerażona, jej ramię krwawiło. - Było ich trzech, myślałam, że zabiłam jednego z nich, gdy nagle pojawił się jak gdyby nic się nie stało. Przedstawił się jako... Kathmeklos.


 


- Co! - Mistrz gildii Kenthari był ewidentnie wyprowadzony z równowagi tą wiadomością. - On... On powinien nie żyć już 100 lat temu...


 


CDN.

  • 4 lata później...
  • Legendarny Fragowicz
Opublikowano

fg_gun.png

 

*** Wiadomość została wygenerowana automatycznie ***

 

Ten temat został oznaczony przez Moderatora jako spam i wyrzucony do Archiwum

[!] Jeśli się z tym nie zgadzasz, raportuj ten post, a moderatorzy forum rozpatrzą go ponownie!

  • Ustrzel fraga! (+) 1
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Polityka prywatności