Skocz do zawartości

[KOSZ] Dzieje Rha-Ver cz. IV


Rekomendowane odpowiedzi

  • Zasłużony Fragowicz
Opublikowano

Siedziba Gildii Kenthari


 


Mistrz gildii znajdował się w małym pomieszczeniu z piątką swoich lordów. Było widać, że jest strasznie rozdrażniony, mężczyźni znajdujący się w pokoju siedzieli spokojnie na krzesłach czekając na rozwój wydarzeń. Wtem do pokoju wparowała kolejna postać. Był to dość wysoki chłopak, z wymalowanym uśmiechem na twarzy. Dość dynamicznym krokiem podążał w stronę swojego mistrza nie tracąc przy tym uśmiechu. Kiedy zobaczyli to lordowie znajdujący się w pomieszczeniu byli zniesmaczeni jego zachowaniem. Jego władca nie wyjawiał jednak takich cech wobec niego, zabrał głos, słowa swe skierował właśnie do chłopaka.


 


- Dlaczego tak długo?


 


- Wybacz mistrzu, walczyłem z oddziałami Rha-Ver przy naszych granicach, pomimo tego, że nie było ich dużo stawiali dość duży opór. Co się wydarzyło, że kazałeś mnie tak szybko wezwać? - Chłopak zachowywał się strasznie infantylnie, cały czas bawił się monetami w swojej kieszeni, jego oczy co chwilę były skierowane w innym kierunku, a z twarzy nie znikał jego uśmiech.


 


- Wystąpiły pewne komplikacje, pamiętasz jak opowiadałem Ci o czwórce największych zabójcach wielkiej wojny między Kenthari, a Rha-Ver. - Spojrzał na chłopaka, ten stał się w tym momencie niezwykle poważny.


 


- Owszem, wspominałeś o Syxtusie, Xeonie, Xayusie oraz Perseusie. - Chłopak miał w tym momencie zupełnie inne podejście do swojego mistrza, patrzył na niego z zaciekawieniem.


 


- W tamtych czasach była jeszcze jedna osoba, która dorównywała im siłą, był jeszcze młody i nikt nie traktował go jak wielki potencjał wojenny, przysporzył nam jednak dużo problemu. - Mężczyzna wypowiadając każde kolejne słowo był coraz bardziej roztrzęsiony. - Nazywał się Kathmeklos i wywodził się z rodu Windrunnerów.


 


- Windrunnerów? Nigdy nie słyszałem o tym rodzie.


 


- Windrunnerzy nigdy nie występowali wspólnie, a wielu z nich nigdy nie rozpowiadała tego, że należy do rodu, byli jednak bardzo potężni... Do dziś są.


 


- A ten Kathmeklos, co z nim?


 


- Nie chcę o nim już rozmawiać, do Ciebie należy jedynie pozbawienie go życia... Jak najszybciej. - Po tych słowach wyszedł z sali, a pozostali w niej lordowie nakreślili mu wygląd jego przyszłego rywala.


 


 


100 lat przed obecnymi wydarzeniami


 


 


Bitwa trwała, ciała padały jedno za drugim. Krew pokryła już całą ziemię, zaś krzyk nie pozwalał na chwilę spokoju. Po jednej stronie znajdowały się wojska Kenthari, po drugiej zaś Rha-Ver. Kenthari było najsilniejszą gildią obecnych czasów, do wojny z Rha-Ver doszło zaś gdy jeden z młodych lordów Kenthari zabił syna jednego z lordów Rha-Ver. Była to ostatnia bitwa między tymi gildiami, która na zawsze miała zmienić pogląd na świat.


 


- Kurwa! - Chłopak krzyczał z bólu, jego lewe oko było przebite małą drzazgą, prawdopodobnie nie nadawało się już do niczego. - Te skurwiele z Rha-Ver używają pokurwiałej magii, nie wiem już jak się przed nią bronić.


 


- Spokojnie, ta bitwa niedługo się zakończy, ja ją zakończę.


 


- Be-Beriatus? Co Ty tutaj robisz? - Mężczyzna z drzazgą w oku zapomniał o bólu, gdy tylko usłyszał owego mężczyznę.


 


- To głupie pytanie, mamy wojnę, przyszedłem więc ją zakończyć. - Po tych słowach sprawił, że wszyscy członkowie jego gildii zniknęli, on sam zaś rozpoczął samotny pojedynek.


 


 


Większość wojowników znajdująca się na polu bitwy była rozkojarzona, widzieli przed sobą tylko jednego mężczyznę. Mierzył on około 180 cm. Owa postać odziana była w drogi i wyjściowy strój, na prawej dłoni miał nałożone dwa złote pierścienie, na jego szyi dało się zauważyć piękny wisior, jego włosy opadały na ramiona. Wydawało się, że nie pasuje w ogóle do miejsca, w którym się znajdował. Było to jednak strasznie mylące wrażenie.


 


- Wybaczcie, że zrobię to sam, ale nie lubię patrzeć na śmierć... Moich ludzi.


 


Po tych słowach Beratius spojrzał w niebo, na którym pojawiły się nagle trzy ogromne smoki, które swymi płomieniami pokryły całe pole bitwy. Mężczyzna śmiał się niemiłosiernie patrząc jak ciała jego przeciwników zamieniają się w popiół. Wtem tuż przed nim pojawił się chłopak, ubrany był w poszarpany już czerwony strój. Za pomocą swojej energii przyzwał do swojej dłoni sztylet, który wbił prosto w serce Beratiusa. Ten odskoczył, nad głową chłopaka zebrały się wszystkie trzy smoki, które skierowały swoje płomienie wprost na niego. On jednak nic sobie z tego nie zrobił, wskoczył na jednego z nich po czym za pomocą magii najprawdopodobniej grawitacji rozerwał go na strzępy, poczynił to samo z drugim i trzecim smokiem. Kiedy już się z nimi uporał spojrzał na Beratiusa. Ten nie posiadał na swoim ciele żadnej rany.


 


- Chłopcze myślisz, że takie draśnięcie może sprawić, że się przed tobą ugnę? Muszę przyznać zaimponowałeś mi, władasz co najmniej dwoma rodzajami magii, pokonałeś moje smoki w mgnieniu oka, musisz jednak wiedzieć przed kim stoisz... - chłopak odpowiedział 


 


- Nazywam się Kathmeklos Windrunner, jestem przedstawicielem gildii Rha-Ver i jeśli nie opuścisz tej ziemi, będę zmuszony Cię zabić!


 


- Jesteś strasznie oficjalny, ehh wielka to strata dla całego Rha-Ver... Pozbywają się naprawdę wielkich talentów, które nawet nie zdążyły wykiełkować.


 


 


Beriatus pojawił się tuż za Kathmeklosem, odcinając jego ręce, w momencie, w którym mrugnął oczyma te znalazły się znów na swoim miejscu. Mężczyzna był rozkojarzony, wiedział, że nie można tak szybko użyć magii leczenia, nie wiedział jednak co się stało, chłopak zbyt szybko odzyskał swoje ręce. Nie przestawał jednak atakować, chłopak sprawnie unikał większości jego uderzeń, a te które go sięgały sprawiając, że na jego ciele pojawiała się rana, po prostu znikały.


 


- Cóż to za magia chłopcze, jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem.


 


- Oh nie potrafisz jej rozszyfrować, już w tym momencie wiem, że jestem od ciebie silniejszy. - Przestał być oficjalny, na jego twarzy malował się zawadiacki uśmiech.


 


- Arogant z Ciebie, cóż nie muszę tego wiedzieć, żeby cię zabić. - Zrzucił swoją szatę, gdy ta opadała, on po prostu pojawił się przed Kathmeklosem. - Dotyk Bożego palca. - Po tych słowach dotknął jego klatki piersiowej zaledwie jednym palcem, a ta po prostu eksplodowała tworząc wielką dziurę w jego ciele. - Przykre... Byłeś naprawdę silny.


 


 


Ciało Kathmeklosa powoli opadało na ziemię, jego oczy zaszły krwią. Leżał na ziemi całkowicie sam, nie mógł oddychać, resztkami sił dobył swojego zegarka, otworzył go, po czym się uśmiechnął.


 


- Mors sola... - Po tych słowach zegarek stanął...


 


 


CDN.


  • Ustrzel fraga! (+) 1
  • 4 lata później...
  • Legendarny Fragowicz
Opublikowano

fg_gun.png

 

*** Wiadomość została wygenerowana automatycznie ***

 

Ten temat został oznaczony przez Moderatora jako spam i wyrzucony do Archiwum

[!] Jeśli się z tym nie zgadzasz, raportuj ten post, a moderatorzy forum rozpatrzą go ponownie!

  • Ustrzel fraga! (+) 1
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Polityka prywatności