Skocz do zawartości
  • Postów

    176
  • Wpisów na chatbox

    0
  • Dołączył

Quater

Zasłużony Fragowicz
  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane

    8
  • Darowizny

    0.00 PLN 

Ostatnia wygrana Quater w dniu 10 Lutego 2016

Użytkownicy przyznają Quater punkty reputacji!

O Quater

  • Urodziny 16.12.1995

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Miasto
    Poznań

Ostatnie wizyty
 14492

Osiągnięcia Quater

Regularny Fragowicz

Regularny Fragowicz (8/14)

  • Popularny Unikat
  • Bardzo popularny Unikat
  • Tydzień z nami!
  • Miesiąc z nami!
  • Rok z nami!

Najnowsze odznaki

 254

Reputacja

  1. Spójrz w oczy wypełnione szaleństwem.

    1. Pokaż poprzednie komentarze  1 więcej
    2. forget-me-not

      forget-me-not

      Kiedyś przeczytałem coś takiego... Każdy ma w sobie wariata, który próbuje się wydostać. I tak powstawali ludzie tacy jak Hitler and Stalin:) Putin i Tusk:)

    3. PANORAMIXX

      PANORAMIXX

      Jak możesz porównywać Tuska do Hitlera/Stalina? ;o

    4. frez

      frez

      Jak ktoś nie ma pojęcia o poglądach to może

  2. Thorin jako ekspert, chyba trzeba oglądać bez dźwięku xD
  3. Z mocnym overeditem, zapraszam ;D
  4. Jestem głosem rozsądku, nie tego pragną ludy. Oczekuj ode mnie prawdy, nie chorej ułudy.

  5. Cholerne zaskoczenie i nawet jeśli miałoby dojść do zmian to wcześniej postawiłbym na powracającego Maniaca, niż na taką zmianę. No cóż, oby na lepsze :D
  6. "Człowiek cierpiący na bezsenność tak naprawdę nigdy nie śpi i nigdy nie jest przebudzony."

  7. Siedziba Gildii Kenthari Mistrz gildii znajdował się w małym pomieszczeniu z piątką swoich lordów. Było widać, że jest strasznie rozdrażniony, mężczyźni znajdujący się w pokoju siedzieli spokojnie na krzesłach czekając na rozwój wydarzeń. Wtem do pokoju wparowała kolejna postać. Był to dość wysoki chłopak, z wymalowanym uśmiechem na twarzy. Dość dynamicznym krokiem podążał w stronę swojego mistrza nie tracąc przy tym uśmiechu. Kiedy zobaczyli to lordowie znajdujący się w pomieszczeniu byli zniesmaczeni jego zachowaniem. Jego władca nie wyjawiał jednak takich cech wobec niego, zabrał głos, słowa swe skierował właśnie do chłopaka. - Dlaczego tak długo? - Wybacz mistrzu, walczyłem z oddziałami Rha-Ver przy naszych granicach, pomimo tego, że nie było ich dużo stawiali dość duży opór. Co się wydarzyło, że kazałeś mnie tak szybko wezwać? - Chłopak zachowywał się strasznie infantylnie, cały czas bawił się monetami w swojej kieszeni, jego oczy co chwilę były skierowane w innym kierunku, a z twarzy nie znikał jego uśmiech. - Wystąpiły pewne komplikacje, pamiętasz jak opowiadałem Ci o czwórce największych zabójcach wielkiej wojny między Kenthari, a Rha-Ver. - Spojrzał na chłopaka, ten stał się w tym momencie niezwykle poważny. - Owszem, wspominałeś o Syxtusie, Xeonie, Xayusie oraz Perseusie. - Chłopak miał w tym momencie zupełnie inne podejście do swojego mistrza, patrzył na niego z zaciekawieniem. - W tamtych czasach była jeszcze jedna osoba, która dorównywała im siłą, był jeszcze młody i nikt nie traktował go jak wielki potencjał wojenny, przysporzył nam jednak dużo problemu. - Mężczyzna wypowiadając każde kolejne słowo był coraz bardziej roztrzęsiony. - Nazywał się Kathmeklos i wywodził się z rodu Windrunnerów. - Windrunnerów? Nigdy nie słyszałem o tym rodzie. - Windrunnerzy nigdy nie występowali wspólnie, a wielu z nich nigdy nie rozpowiadała tego, że należy do rodu, byli jednak bardzo potężni... Do dziś są. - A ten Kathmeklos, co z nim? - Nie chcę o nim już rozmawiać, do Ciebie należy jedynie pozbawienie go życia... Jak najszybciej. - Po tych słowach wyszedł z sali, a pozostali w niej lordowie nakreślili mu wygląd jego przyszłego rywala. 100 lat przed obecnymi wydarzeniami Bitwa trwała, ciała padały jedno za drugim. Krew pokryła już całą ziemię, zaś krzyk nie pozwalał na chwilę spokoju. Po jednej stronie znajdowały się wojska Kenthari, po drugiej zaś Rha-Ver. Kenthari było najsilniejszą gildią obecnych czasów, do wojny z Rha-Ver doszło zaś gdy jeden z młodych lordów Kenthari zabił syna jednego z lordów Rha-Ver. Była to ostatnia bitwa między tymi gildiami, która na zawsze miała zmienić pogląd na świat. - Kurwa! - Chłopak krzyczał z bólu, jego lewe oko było przebite małą drzazgą, prawdopodobnie nie nadawało się już do niczego. - Te skurwiele z Rha-Ver używają pokurwiałej magii, nie wiem już jak się przed nią bronić. - Spokojnie, ta bitwa niedługo się zakończy, ja ją zakończę. - Be-Beriatus? Co Ty tutaj robisz? - Mężczyzna z drzazgą w oku zapomniał o bólu, gdy tylko usłyszał owego mężczyznę. - To głupie pytanie, mamy wojnę, przyszedłem więc ją zakończyć. - Po tych słowach sprawił, że wszyscy członkowie jego gildii zniknęli, on sam zaś rozpoczął samotny pojedynek. Większość wojowników znajdująca się na polu bitwy była rozkojarzona, widzieli przed sobą tylko jednego mężczyznę. Mierzył on około 180 cm. Owa postać odziana była w drogi i wyjściowy strój, na prawej dłoni miał nałożone dwa złote pierścienie, na jego szyi dało się zauważyć piękny wisior, jego włosy opadały na ramiona. Wydawało się, że nie pasuje w ogóle do miejsca, w którym się znajdował. Było to jednak strasznie mylące wrażenie. - Wybaczcie, że zrobię to sam, ale nie lubię patrzeć na śmierć... Moich ludzi. Po tych słowach Beratius spojrzał w niebo, na którym pojawiły się nagle trzy ogromne smoki, które swymi płomieniami pokryły całe pole bitwy. Mężczyzna śmiał się niemiłosiernie patrząc jak ciała jego przeciwników zamieniają się w popiół. Wtem tuż przed nim pojawił się chłopak, ubrany był w poszarpany już czerwony strój. Za pomocą swojej energii przyzwał do swojej dłoni sztylet, który wbił prosto w serce Beratiusa. Ten odskoczył, nad głową chłopaka zebrały się wszystkie trzy smoki, które skierowały swoje płomienie wprost na niego. On jednak nic sobie z tego nie zrobił, wskoczył na jednego z nich po czym za pomocą magii najprawdopodobniej grawitacji rozerwał go na strzępy, poczynił to samo z drugim i trzecim smokiem. Kiedy już się z nimi uporał spojrzał na Beratiusa. Ten nie posiadał na swoim ciele żadnej rany. - Chłopcze myślisz, że takie draśnięcie może sprawić, że się przed tobą ugnę? Muszę przyznać zaimponowałeś mi, władasz co najmniej dwoma rodzajami magii, pokonałeś moje smoki w mgnieniu oka, musisz jednak wiedzieć przed kim stoisz... - chłopak odpowiedział - Nazywam się Kathmeklos Windrunner, jestem przedstawicielem gildii Rha-Ver i jeśli nie opuścisz tej ziemi, będę zmuszony Cię zabić! - Jesteś strasznie oficjalny, ehh wielka to strata dla całego Rha-Ver... Pozbywają się naprawdę wielkich talentów, które nawet nie zdążyły wykiełkować. Beriatus pojawił się tuż za Kathmeklosem, odcinając jego ręce, w momencie, w którym mrugnął oczyma te znalazły się znów na swoim miejscu. Mężczyzna był rozkojarzony, wiedział, że nie można tak szybko użyć magii leczenia, nie wiedział jednak co się stało, chłopak zbyt szybko odzyskał swoje ręce. Nie przestawał jednak atakować, chłopak sprawnie unikał większości jego uderzeń, a te które go sięgały sprawiając, że na jego ciele pojawiała się rana, po prostu znikały. - Cóż to za magia chłopcze, jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem. - Oh nie potrafisz jej rozszyfrować, już w tym momencie wiem, że jestem od ciebie silniejszy. - Przestał być oficjalny, na jego twarzy malował się zawadiacki uśmiech. - Arogant z Ciebie, cóż nie muszę tego wiedzieć, żeby cię zabić. - Zrzucił swoją szatę, gdy ta opadała, on po prostu pojawił się przed Kathmeklosem. - Dotyk Bożego palca. - Po tych słowach dotknął jego klatki piersiowej zaledwie jednym palcem, a ta po prostu eksplodowała tworząc wielką dziurę w jego ciele. - Przykre... Byłeś naprawdę silny. Ciało Kathmeklosa powoli opadało na ziemię, jego oczy zaszły krwią. Leżał na ziemi całkowicie sam, nie mógł oddychać, resztkami sił dobył swojego zegarka, otworzył go, po czym się uśmiechnął. - Mors sola... - Po tych słowach zegarek stanął... CDN.
  8. Mors sola

    1. Pokaż poprzednie komentarze  6 więcej
    2. frez

      frez

      A kolor ci się podoba? ;>

    3. Bimbasek

      Bimbasek

      Nie będziemy rozmawiać w takim razie, tak być nie może, że nie lubi się pomidorowej, toć to hańba!

    4. Quater

      Quater

      Czerwony to najlepszy kolor, ale pomidory ble, ogólnie zupy ble, rosół ssie.

  9. Zwą mnie Bogobójcą, wszyscy kajają się przed mym obliczem.

    1. draxe
    2. frez

      frez

      Tak, tak. Wierzymy.

  10. Siedziba Gildii Rha-Ver W małym pomieszczenie, gdzie znajdował się stół z jedenastoma krzesłami zasiadało obecnie dziewięć osób. Nikt nie wyrażał szczególnego zainteresowania spotkaniem, gdy nagle jeden z siedzących zerwał się przewracając przy tym swoje krzesło. - Mistrzu! Kath, Kath... On został! - Był strasznie przerażony. - On został zabity! - Oh, zamilcz i siadaj. - Jeden z siedzących dość melancholijnym tonem rozpoczął swoją wypowiedź. - Przedstawienie jeszcze się nie skończyło. Ziemie Gildii Kenthari, zgliszcza siedziby Myrosa Kathmeklos powoli opadał, w powietrzu zaś nadal znajdował się Valras i Sylvanas. Naprzeciwko nich z szyderczym uśmiechem stał Myros, wyglądał staro, jego włosy były już siwe, a broda sięgała jego brzucha. Mimo to był dobrze zbudowany, w jego ruchach również nie dało się odczuć tego, że jest już człowiekiem w sędziwym wieku. Kobieta była szczupła i wysoka, odziana była jedynie w zieloną suknię. Pięciu mężczyzn, posiadało ten sam ubiór, który charakterystyczny był dla ich gildii, żółte spodnie oraz zieloną koszulę z wyszytą na plecach niebieską włócznią. - Matko, matko, znowu kłopoty. - Sylvanas swoim spokojnym tonem uspokoił Valrasa, po czym dobył swojego miecza. - A więc, który z was zdecyduje się zginąć jako pierwszy, a może mam zabić wszystkich od razu? - Sylvanas Windrunner, doprawdy zaszczytem spotkanie jest takiej osobistości jak Ty, słyszałem, że oprócz bycia znamienitym szermierzem posługujesz się dobrze magią ziemi, ale nie sądziłem, że aż do tego stopnia. Twoja śmierć będzie wielką stratą dla świata. - Myros był pewny swych słów. Nagle obok Sylvanasa przemknęła strzała, po chwili kolejna. Nim jednak dosięgły swojego celu, za plecami ludzi Myrosa pojawił się Valras. Dwójka z pięciu mężczyzn padła od strzału w głowę. Valras nie zastanawiając się długo przywołał swój krótki sztylet, po czym wbił go w szyję trzeciego mężczyzny. Sylvanas dokończył dzieła zabijając pozostałych dwóch. Myros nie przejął się tym zbytnio, zaś sama kobieta przyglądała się dwójce członków Rha-Ver z zaciekawieniem. - No tak, gdzież śmiałem zapomnieć o Valrasie, naprawdę sprawnie władasz magią teleportacji, jesteś niesamowicie szybki, a gdyby tego było mało... - Nie zdążył jednak dokończyć. - Gdyby tego było mało, to stoję za twoimi plecami. Kiedy miał już wykonywać cięcie, kobieta znajdująca się tuż obok Myrosa spojrzała na jego rękę, po czym ta odpadła. Valras krzyczał z bólu, zaś krew zalała jego ciało. - Ty kurwo! - Krzyczał i wył, to jednak w niczym mu nie pomagało. - Nie tak brutalnie. - Odezwała się po raz pierwszy. - Nazywam się Kyria, a ty chciałeś znieważyć mojego lorda. To niedopuszczalne. - Na jej twarzy malował się szyderczy uśmiech, spojrzała na Sylvanasa. - Chodź tutaj, teraz twoja kolej. - Wydawało się, że go kokietuje. - Valras zmywaj się stąd, zajmę się tym. - Sylvanas nie był już tak pewny siebie jak wcześniej, wiedział, że jego przeciwnicy są silni. - Ale przecież, Kath, ty nie dasz sobie rady sam. - Powiedziałem wynoś się stąd! - Valras przeniósł się w bezpieczne miejsce, on sam zaś zdjął swój płaszcz i koszulę. - Skoro zostaliśmy sami nie mam zamiaru się ograniczać. Ziemia pod nimi zaczęła się gwałtownie ruszać, olbrzymia postać zrodzona z kamienia stanęła za Sylvanasem. Miał kilkadziesiąt metrów wysokości. Nim jednak zdążył wykonać ruch, Kyria delikatnie musnęła kamiennegoolbrzyma swoją dłonią, po czym ten zamienił się w pył, który pokrył wszystko dookoła. - Naprawdę myślałeś, że coś takiego może mnie pokonać. - Kyria wydawała się rozbawiona. - To miało odwrócić waszą uwagę. - Sylvanas pojawił się za Myrosem przebijając go mieczem. - Mistrzu! - Kobieta krzyknęła, była rozwścieczona. - Ty śmieciu, zabije cię! - Uciekaj! - Myros wydobywał z siebie ostatnie tchnienia. - UCIEKAJ! Kyria obróciła się, stał za nią Kathmeklos, delikatnie się uśmiechając. - To smutne gdy muszę zabijać kobiety. - Delikatnie pochwycił jej ramie zamieniając je w popiół. Ona jednak zdążyła odskoczyć po czym za pomocą swej magii przeniosła się w nieznane miejsce. - Oh uciekła, no cóż trudno. - Kathmeklos był rozbawiony całą sytuacją. - Jakim cudem przeżyłeś, jej magia jest taka potężna. - Myros był przerażony, widział w Kathmeklosie bestię. - Owszem, jest silnia, jednak masz do czynienia z dwójką wielkich lordów Rha- Ver, myślisz, że jej magia była w stanie zranić mnie czy Sylvanasa. To dla nas zabawa. - Obok niego pojawił się Valras, który posiadał już utraconą dłoń. - Jakim, jakim prawem! Nie możecie być tak silni, nie jesteście przecież jebanymi Bogami! - Spójrz w moje oczy. - Kathmeklos zbliżył się do Myrosa, jego lewe oko przybrało dziwny nieopisany kształt, prawe było całe czerwone. - Widzisz, te oczy w połączeniu z moją magią, czynią mnie kimś więcej... - Jesteś sza... - Nie zdołał jednak dokończyć zdania, Kath spojrzał głęboko w jego oczy, a ten po prostu umarł. Główna Siedziba Gildii Kenthari - Mój ojciec, Myros. - Była przerażona, jej ramię krwawiło. - Było ich trzech, myślałam, że zabiłam jednego z nich, gdy nagle pojawił się jak gdyby nic się nie stało. Przedstawił się jako... Kathmeklos. - Co! - Mistrz gildii Kenthari był ewidentnie wyprowadzony z równowagi tą wiadomością. - On... On powinien nie żyć już 100 lat temu... CDN.
  11. Siedziba Gildii Rha-Ver Przed budynkiem gildii pojawiła się postać w czerwonym płaszczu niosąc ze sobą skrzynkę zdobytą w nocy. Budynek gildii Rha- Ver był ogromny, sama brama była wielkości małych budynków, siedziba zajmowała obszar tak ogromny, że przejście z jej początku na koniec nie odwiedzając przy tym żadnej z sal zajmowało kilka godzin. Mężczyzna w czerwonym płaszczu delikatnym muśnięciem palca otworzył wrota po czym wszedł do środka, pomimo tego, że budynek był tak ogromny wejście do jego wnętrza było tylko jedno. Trzymając w prawej dłoni skrzynkę powolnym krokiem przechodził przez wejściową salę. Była ona pusta, jedynie przez środek ciągnął się długi czerwony dywan. Wchodząc do kolejnej sali można było już zauważyć krzątających się tam ludzi, oraz bogaty wystrój, złote świeczniki rozstawione były w strategicznych miejscach tak, aby całe pomieszczenie było jednakowo oświetlone. Postać odziana w czerwony płaszcz szła jednak swoim tempem nie zwracając na nikogo i na nic uwagi. Kiedy doszedł do kolejnych drzwi wypowiedział kilka słów, po czym drzwi się otworzyły. Sala ta była o wiele mniejsza od poprzednich. Na jej środku rozstawiony był stół przy którym stało jedenaście krzeseł. Zajęte jednak były tylko trzy. Każdy z siedzących przy stole miał nałożony na głowę kaptur, nie dało się zobaczyć ich twarzy. Kiedy mężczyzna położył skrzynię na stole, jedna z obecnych przy nim postaci zabrała głos. - Musiałeś działać aż tak brutalnie, nie mogłeś po prostu zrobić tego. - W jego głosie dało się wyczuć grymas. - Delikatniej? - Zrobiłem co trzeba, mistrz powiedział, że mam dać jasny powód do wojny, myślisz, że gdybym poderżnął mu gardło, czy po prostu przebił jego serce wyglądałoby to strasznie? Moje zaklęcie anihilacyjne było tak potężne, że jego towarzysz o mało nie zmarł od samej energii emanującej ode mnie. Tak powinien wyglądać pokaz siły! - Mężczyzna zdjął swój czerwony płaszcz. Jego oczy były czarne jak noc. - Uspokójcie się nie spotkaliśmy się tutaj, żeby wylewać swój gniew za czyny już dokonane. - Drugi z siedzących przy stole mężczyzn zabrał głos. - Mistrz wyraźnie kazał mu zademonstrować naszą siłę, jego przeciwnik nie był byle magiem, słyszałem, że swego czasu Mayu należał do elitarnych jednostek Kenthari, jednak po incydencie na górze Mear jego zdolności bojowe mocno osłabły. Mamy szczęście, że Xear nie użył innej magii, bo dobrze wiemy jak to mogłoby się skończyć. - Co zrobimy ze skrzynią? - Xear, bowiem tak brzmiało imię mężczyzny w czerwonym płaszczu zabrał głos. - Mistrz nie kazał jej otwierać, póki co pozostanie tutaj. - Odpowiedział trzeci z siedzących przy stole mężczyzn. - Co dalej z gildią Kenthari? Poczyniliśmy już jakieś przygotowania? - Xear nie przestawał zadawać pytań. - Owszem mistrz poinstruował już trójkę naszych magów o tym co mają robić. - Trójkę! Chyba nie mówisz, że posłał tam... - Xear był przerażony. - Valras, Sylvanas i Kathmeklos już wyruszyli, pozostaje nam czekać na efekty. Tawerna Przy jednym ze stołów siedział Valras, Sylvanas i Kathmeklos. Każdy z nich spożywał kolację popijając przy tym ochoczo piwo. Valras był tęgim mężczyzną o bladej cerze, mierzył około 180 cm. Nosił luźne spodnie, jako jedyny nie posiadał płaszcza, jego koszula również była bardzo zwiewna, obok jego stołka położony był kołczan i łuk. Sylvanas natomiast był bardzo wysoki, na stołku powieszony miał swój długi zielony płaszcz, jego spodnie były białe, zaś na sobie miał ściśle przylegającą do ciała szarą koszulę. O stół oparty był jego miecz, był on długi na ponad 140 cm. Trzecim z siedzących przy stole był Kathmeklos. Był niższy od Valrasa, jego oczy były niejednolite, dłonie miał obandażowane, pomimo tego poruszał nimi bez problemu. Nie nosił przy sobie żadnej broni, na jego szyi zawieszony był mały zegarek. Jego ubiór był w całości czerwony. - Kathmeklosie, tak właściwie po co mamy iść z tobą? - Valras mówił z pełnymi ustami, wypluwając odrobiny mięsa na prawo i lewo. - Może najpierw byś się nażarł ty niewychowana świnio. - Sylvanas był zirytowany zachowaniem swojego towarzysza. - Gdyby coś poszło nie tak, lepiej żebyście tam byli, Kenthari tak jak i my posiada dziesięć zamków przeznaczonych dla gildyjnych lordów. Mistrz specjalnie wysłał na tą misje nas, znając możliwości naszej magii. Nikt nie podejrzewa, że możemy zaatakować siedzibę najdalej usytuowaną od naszej granicy. - Kathmeklos spokojnie dopił piwo. - Valrasie już czas. Mężczyźni zostawili na stole należytą zapłatę po czym Valras używając swojej magi przeniósł ich prosto nad siedzibę lorda Myrosa, jednego z dziesięciu wielkich lordów gildii Kenthari. - Wspaniały to widok widzieć tak potężny budynek. - Kathmeklos czuł ewidentne podekscytowanie. - Sylvanasie zaczynaj! - Ehh, zawsze musisz wyręczać się mną. - Sylvanas uniósł swoje dłonie po czym zaczął swoje przedstawienie. - Niech ziemia zbliży się ku niebu, gdyż tutaj stoi jej pan! - Ziema pod siedzibą lorda Myrhosa zaczęła się rozsuwać, ściany zaczęły pękać, ludzie krzątający się po dziedzińcu krzyczeli panicznie. - Wspaniałe przedstawienie przyjacielu, czas na mnie. - Kathmeklos ruszył tylko palcem, a wszystko co znajdowało się pod nimi zostało spopielone. Valras przyglądał się temu z zaciekawieniem, zaś dziesiątki tysięcy ludzi ginęło zamieniając się w popiół. Gdy cała trójka miała już wracać pojawiło się przed nimi pięciu mężczyzn i kobieta. Jednym z nich był sam Myros, który zabrał głos. - Wy chore śmiecie, pożałujecie dnia, w którym zdecydowaliście się przybyć na moje ziemie. - Myrosie strasznie się postarzałeś od naszego ostatniego spotkania. - Kathmeklos był bardzo rozbawiony. - Kathmeklosie, nie wiem jakich sztuczek używasz, ale gwarantuje Ci, że twoja magia nic nie znaczy przy naszej sile. Kobieta znajdująca się w towarzystwie Myrosa spojrzała na Kathmeklosa delikatnie się uśmiechając, po czym ten bezwładnie zaczął opadać w dół... CDN.
  12. Dzieje Rha-Ver to seria, która swego czasu była przeze mnie tworzona, obecnie do odnalezienia jest około 20 części, materiał, który posiadam jest na około 30~~, zaś cala seria ma trwać około 50, aczkolwiek sam nie wiem jak rozwiążę wszystkie wątki. Seria będzie dodawana póki co w częstotliwości 2 części na dzień. Zapraszam do lektury i opinii, nie jest to jakaś szczególnie chwytliwa seria, aczkolwiek mam nadzieję, że część z was zaciekawi :) Przez las spacerowała dwójka mężczyzn, pierwszy z nich był bardzo wysoki, mierzył ponad dwa metry. Drugi natomiast był przeciętnej budowy, nie był niski, aczkolwiek jego wzrost nie wyróżniał się na tle innych ludzi. Oboje odziani byli w swoje gildyjne szaty. Byli to członkowie gildii Kenthari, jednej z najpotężniejszych frakcji w całym królestwie. Ich chód był powolny, jednak dało się zauważyć, że przed nocą chcieliby zdążyć znaleźć się w mieście. - Mayu? - Wysoki mężczyzna rozpoczął dyskusje, coś ewidentnie go zaniepokoiło. - To prawda, że ten las jest przeklęty? - Oh Kyrthosie dobrze wiesz, że to brednie, co z tego, że zginęło tu kilku ludzi, mało mamy lasów gdzie ktoś zaginął lub został odnaleziony martwy, las jakich wiele, nie masz się czym przejmować. - Kompan Kyrthosa szedł uśmiechnięty, nie przejął się słowami swojego towarzysza, był wręcz nimi zażenowany. Wędrówka obu z nich trwała, las, który przysporzył tyle strachu Kyrthosowi był znany z tego, że wielu ludzi zostało tutaj odnalezionych martwych, nikt jednak nie wiedział w jakich okolicznościach zginęli, ich ciała nie posiadały żadnych ran ciętych, były idealnie zachowane, żadne zwierzę nie chciało ich tknąć. Miejscowi ludzie twierdzili, że to kara za wycinkę wielkich powierzchni lasu, a Bóg natury okazuje swój gniew poprzez zabieranie życia tym, którzy zabierali życie jego dzieciom. Wiele osób brało te słowa jako zwykły żart i bajanie miejscowych karczmarzy, którzy chcieli zmusić przyjezdnych do noclegu. Byli jednak ludzie, którzy zacięcie bronili tej teorii. - Kyrthosie. Nie zdołamy opuścić lasu przed zmrokiem, rozbijemy obóz tutaj, a do miasta zawitamy jutro. - Nie możemy! - Kyrthos był rozgniewany, ale jednocześnie przerażony. - Lord, lord, lord Arthos powiedział, że dzisiaj mamy dostarczyć skrzynkę do mistrza, je-jeśli nie zdążymy będzie zły. - Czy pytałem o to jaka będzie reakcja naszego lorda? - Mayu był zirytowany postawą swojego towarzysza. - Dobrze wiesz, że nie zdołamy dostać się do miasta przed zmrokiem, mógłbym użyć mojej magi by się tam znaleźć, ale co wtedy będzie z tobą? Chyba nie chciałbyś zostać tutaj sam? - Przepraszam. - Kyrthos był przerażony, wiedział, że rozgniewanie Mayu może się dla niego źle skończyć. - Pójdę rozbić namiot. Kiedy namiot był już rozbity, oboje rozpalili ognisko, nad którym zaczęli piec królika upolowanego przez nich poprzedniego dnia. Las był niezwykle cichy, dało się usłyszeć jedynie szelest liści i ostatnie świergoty ptaków. Niebo było bezchmurne, księżyc świecił niezwykle jasnym światłem. Oboje powoli rozpoczynali swoją kolację, jedząc ze smakiem każdy kawałek królika. Pomimo tego, że Mayu był rozluźniony, Kyrthos pozostawał spięty, jego oczy spoglądały raz w prawo, raz w lewo, jakby nie wiedział sam czego dokładnie szuka. - Mayu, powiedz mi dlaczego jesteś taki spokojny, nie boisz się, że coś mogłoby się stać, prze... - Mayu zdenerwował się już na początku tej rozmowy, nie pozwolił dokończyć zdania Kyrthosowi. - Oczywiście, że się nie boję, czego mam się bać? Posługuje się biegle magią ziemi, dźwięku i powietrza, myślisz, że jakieś leśne stwory są mi w stanie zagrozić? - Nim jego towarzysz zdążył mu odpowiedzieć ten zaczął kolejne zdanie. - Jesteśmy członkami jednej z najsilniejszych gildii w królestwie, jeśli ktoś jest nam w stanie zagrozić to na pewno nie jest leśny... - Za jego plecami pojawiła się postać odziana w czerwony płaszcz. - Witaj przyjacielu. - mężczyzna powolnym ruchem zbliżył swój palec do szyi Mayu. - KYRTHOSIE UC... - Mayu zamienił się w pył, który szybko został rozwiany przez wiatr. Mężczyzna w czerwonym płaszczu spojrzał na przerażonego Kyrthosa. - Przekaż waszemu mistrzowi, że Rha-Ver wkrótce dokona zemsty za wydarzenia sprzed 100 lat, oh a skrzynię, którą nieśliście wezmę ze sobą. - Mężczyzna miał już znikać gdy Kyrthos zaczął wrzeszczeć. - CO, CO TY MU ZROBIŁEŚ? - Co mu zrobiłem? To nie ja, a moja magia, magia anihilacji. - Mężczyzna po tych słowach rozpłynął się w powietrzu. Siedziba Gildii Kenthari - Mistrzu... Pojawił się znikąd, Mayu po jego dotyku po prostu zamienił się w pył, zabrał naszą przesyłkę, po-powiedział, że jego magia to magia anihilacji i do-dodał, że, że, że - Kyrthos był roztrzęsiony. - Że Rha-Ver... - Jego mistrz powoli powstał. - Nie musisz kończyć, to oznacza wojnę, którą Rha-Ver tak jak 100 lat temu przegra. - Po tych słowach spokojnym krokiem udał się w nieznane miejsce...
  13. "Nawet agnostycy gną kolana przed Bogiem, który przed nimi staje. Zwą mnie Kathmeklos Windrunner, jestem twym przyszłym cesarzem."

  14. Quater

    [KOSZ] Ulubiony Youtuber

    Polski kontent jutubowy troszkę słaby i ubogi, ale z lepszych kanałów to wiadomo: Markowicz, Paciorek, Polimaty, Kopyra, mietczyński, beczka i ogólnie wszystko od Gonciarza, Lechowicz, Przez świat na fazie, Autostopem na Kołyme, Brzydki Burak, Kartofilska, Daakan, no i pewnie jeszcze kilka :D
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Polityka prywatności