-
Reset rankingu na wszystkich serwerach
MasjeQ dodał opinię GET dot. wydarzenie w Kalendarz Fragowiczów
Bardzo dobra wiadomość - w końcu przestanę zamykać tabelę.-
- 1
-
-
Kaymansky420! obserwuje zawartość MasjeQ
-
MasjeQ obserwuje zawartość Kaymansky420!
-
@ Kaymansky420! okazał się być dziś za mocny jak dla mnie, na szczęście @ Niusia i @ bobik8 też przegrali, dziękuję za zjednoczenie się ze mną
-
KLAUN, PEDOFIL, MORDERCA I BIZNESMEN, CZYLI WSZYSTKIE TWARZE JOHNA WAYNE GACY'EGO. Uwaga! Tekst ten jest przeznaczony dla osób powyżej 18 roku życia, zawiera on drastyczne opisy oraz treści i nie jest przeznaczony dla osób wrażliwych. John Wayne Gacy jako dziecko Rozdział 1 - Dzieciństwo i młodość Gacy'ego. John Wayne Gacy urodził się 17 marca 1942 roku w szpitalu Edgewater Hosspital w Chicago w stanie Illinois. Był synem Johna Stanleya Gacy'ego i Marion Elaine Robinson - jego ojciec był mechanikiem samochodem i weteranem I wojny światowej, natomiast matka była gospodynią domową. Odziedziczył on zarówno duńskie, jak i polskie pochodzenie, gdyż jego rodzice byli katolikami. Jego dzieciństwo nie było usłane różami, wręcz przeciwnie - mimo tego, że jego relacja z matką i dwiema siostrami były dosyć bliskie, stosunki z ojcem były bardzo szorstkie i ciężkie - John Stanley był alkoholikiem, który dodatkowo znęcał się nad rodziną i nad samym Gacym - wielokrotnie go poniżał nazywając go między innymi tępym, głupim, mięczakiem i maminsynkiem, ponadto nieprzychylnie porównywał do sióstr. W 1949 roku, wieku 7 lat został wychłostany przez swojego ojca za to, że napastował seksualnie dziewczynkę wraz z innym chłopcem. Jeszcze tego samego roku przyjaciel rodziny zaczął molestować seksualnie Gacy'ego, jednak ten nigdy nie zdecydował się, by opowiedzieć o tym swojemu ojcu, gdyż bał się, że cała wina spadnie na niego. Młody John W. Gacy miał problemy z sercem wynikające z jego nadwagi, toteż unikał jak ognia wszelkiej aktywności fizycznej, jednak mimo swojej niechęci do ruchu już w czwartej klasie zaczął doznawać omdleń, które skutkowały utratą przytomności. Jak sam przyznał, w szpitalu spędził około dwunastu miesięcy między czternastym a osiemnastym rokiem życia. Przez wzgląd na jego liczne nieobecności w szkole, oceny młodego Gacy'ego znacznie się pogorszyły, ale jego sytuacja zdrowotna nigdy nie została dokładnie wyjaśniona, co nie przeszkodziło Johnowi Stanleyowi w oskarżeniu swojego syna, że symuluje swoje choroby. Pełnoletni John Wayne w roku 1960 zaangażował się w politykę, zaczynając pracować jako asystent lidera okręgu kampanii demokratów, co nie uszło uwadze jego ojca, który wprost nazwał go frajerem. W tym samym roku John Stanley kupił swojemu synowi samochód, lecz by mógł się stać jego pełnoprawnym właścicielem, musiał go najpierw spłacić - zdarzało się, że jeśli Gacy zrobił coś, co nie spodobało się ojcu, ten zabierał mu kluczyki. Jednak w 1962 roku John Wayne dorobił sobie dodatkową parę, jego ojciec wyjął z samochodu aparat zapłonowy. Kiedy oddał go po trzech dniach, jego syn podjął decyzję - z zaledwie 136 dolarami w kieszeni postanowił wyjechać do Las Vegas, mając nadzieję, że zamieszka u swojego kuzyna w Nevadzie. W mieście tym najpierw pracował w pogotowiu, następnie w kostnicy, gdzie sporadycznie obserwował pracowników, którzy przygotowywali ciała, a sporadycznie nosił trumnę. Jedno zdarzenie wywołało u niego szok, gdy wszedł do trumny młodego chłopaka obejmując jego ciało - po tym zdarzeniu wrócił do domu. Rozdział 2 - Pierwsze małżeństwo i pobyt w Waterloo Mimo tego, że studiów nie ukończył, został przyjęty do Northwestern Business College w Ilinois, który ukończył w roku 1963. Później zaś został stażystą w Nunn-Bush Shoe Company, natomiast w 1964 roku firma przeniosła się do Springfield, gdzie Gacy'emu udało się awansować na stanowisko kierownika działu. W marcu tego samego roku zaręczył się ze swoją współpracowniczką, dołączył również niedługo później do struktur United States Junior Chamber. W tym samym czasie John Wayne Gacy miał mieć swoje drugie doświadczenie homoseksualne, gdy jeden z jaycee upił go i uprawiał z nim seks oralny; rok później został wiceprzewodniczącym USJC, został też trzecim najbardziej wyróźniającym się jaycee w Illinois. John Wayne ożenił się ze swoją narzeczoną we wrześniu 1964 roku, a jego teść niedługo po tym kupił restaurację KFC w Waterloo - Gacyewie przenieśli się do stanu Iowa, gdzie John miał zostać mianowany kierownikiem restauracji przez swojego teścia z wynagrodzeniem piętnastu tysięcy dolarów rocznie, a także miał zapewniony udział w zyskach. W piwnicy budynku zorganizował klub, gdzie pracownicy mogli spożywać alkohol i grać w bilard. Mimo tego, że John Wayne zatrudniał pracowników obojga płci, najwięcej czasu spędzał z mężczyznami, co już wtedy mogło zapalić u niektórych lampkę ostrzegawczą - chętnie częstował ich alkoholem, a następnie składał propozycje seksualne - gdy ci odmawiali, stwierdzał, że tylko żartował lub testował ich kręgosłup moralny. W lutym Gacy doczekał się potomka, Michaela, a rok później w marcu, córki Christine. W Waterloo dołączył do miejscowego oddziału USJC, w której dodatkowo udzielał się po godzinach pracy w restauracji - przynosił smażonego kurczaka, nadużywał narkotyków, oglądał pornografię a także swingował. Członkowie organizacji mimo tego mieli o nim bardzo dobre zdanie, głównie ze względu na działalność w obszarze zbiórek pieniędzy, dzięki czemu w roku 1967 otrzymał tytuł wybitnego wiceprezesa i dostał się do rady nadzorczej. Gacy wraz ze swoją narzeczoną Myers na bożonarodzeniowym spotkaniu w Waterloo Rozdział 3 - Pierwsza napaść i pobyt w więzieniu Jego ofiarą w nowym środowisku został w 1967 roku piętnastoletni Donald Voorhes Jr., syn miejscowego polityka, którego między innymi upił i puszczał filmy pornograficzne. W ciągu kilku miesięcy seksualny drapieżca zaatakował kilku innych chłopców, których przekonał, że prowadzi badania nad homoseksualizmem, płacąc im za nie po 50 dolarów. W marcu 1968 roku Donald Voorhes wyznał ojcu, że był napastowany przez Gacy'ego, przez co został aresztowany pod zarzutem pederastii - w jego obronie stanęli członkowie USJC, sądząc, że zarzuty są uwarunkowane politycznie, gdyż John Wayne miał wtedy szansę na stanowisko przewodniczącego United States Junior Chamber, lecz ich poparcie na niewiele się zdało i 10 maja areszt wobec Gacy'ego został ostatecznie zastosowany - ciążące zarzuty i widmo kary zbliżającej się nieuchronnie Johna Wayne nie przestraszyły, gdyż 30 sierpnia postanowił zapłacić 300 dolarów swojemu osiemnastoletniemu pracownikowi, Donaldowi Schroederowi, by ten skutecznie młodego Voorhesa odwiódł od złożenia obciążających zeznań. Donald Voorhes Jr. został napadnięty w parku, dostał sprayem od samoobrony w oczy, a następnie pobity, po czym sprawca uciekł. Ofierze jednak udało się uciec i zgłosić incydent na policję - krótko po tym Schroedera aresztowano pod zarzutem napaści na świadka i próby zastraszenia go. Opłacony zbir najpierw wszystkiemu zaprzeczył, po czym do wszystkiego się przyznał i wskazał swojego mocodawcę - John Wayne Gacy znów został aresztowany, tym razem oskarżono go o napaść na świadka i próbę zastraszenia go. 12 września tego samego roku Gacy został skierowany na badania psychiatryczne, podczas których dwóch doktorów orzekło u niego osobość dyssocjalną - skierowanie na terapię może nie przynieść zadowalający efektów, a jego wzorce zachowania sprawią, że w przyszłości będzie ustawicznie popadał w konflikty ze społeczeństwem, ponadto orzekli, że Gacy jest zdrowy na umyśle i może stanąć przed sądem. 7 listopada zapadł wyrok - Gacy został uznany winnym pederastii wobec młodego Voorhesa, natomiast oddalone zostały zarzuty w sprawie trzech innych nieletnich - 7 grudnia skazano go na dziesięć lat więzienia, niedługo później jego żona wniosła o rozwód i opiekę nad dziećmi oraz alimenty. Sąd do jej wniosku się przychylił, a John Wayne już nigdy nie zobaczył ani swojej żony ani dzieci. Gacy będąc w więzieniu zachowywywał się bardzo dobrze, przez co został uznany na wzorowego więźnia, który w ciągu kilku miesięcy został mianowany głównym kucharzem, doprowadził do wzrostu dniówki więźniów, a także nadzorował montaż toru do minigolfa. W lutym 1970 roku został wyróżniony nagrodą za wzorową służbę , ponadto ukończył za murami więzienia szesnaście kursów szkoły średniej, zdobywając w listopadzie 1969 roku dyplom jej ukończenia; niedługo później ojciec Gacy'ego, Stanley zmarł na marskość wątroby - na wieść o tym John Wayne miał położyć się na podłodze i szlochać, mimo swej rozpaczy przepustki na pogrzeb ojca nie uzyskał. Rozdział 4 - Powrót do Chicago Po odsiedzeniu osiemnastu miesięcy ze swojego wyroku, Gacy wychodzi na wolność dnia 18 czerwca 1970 roku, wracając do Chicago i znajdując zatrudnienie w barze szybkiej obsługi, jednak jego natura dała dość szybko o sobie znać i już w lutym 1971 został oskarżony o seksualne napastowanie chłopca, jednak sąd zarzuty oddalił, gdyż małoletni nie stawił się na rozprawie. 22 czerwca Gacy ponownie usłyszał zarzuty dotyczące napaści seksualnej i nieprzyzwoitego prowadzenia się, lecz i tym razem oskarżenie nie doszło do skutku, gdyż ofiara próbowała szantażować Gacy'ego. John Wayne dzięki pomocy finansowej swojej matki kupił dom w Norwood Park Township w Chicago - mieszkał tam aż do momentu aresztowania w 1978 roku, nieruchomość ta była cichym świadkiem wszystkich jego przerażających i okropnych zbrodni. Niedługo po wprowadzeniu się, ponownie się zaręczył z Carole Hoff znaną mu jeszcze z czasów liceum, a świeżo zaręczeni zawarli związek małżeński 1 lipca 1972 roku. John Wayne trzy lata później, w Dzień Matki 1975 oświadczył swej żonie, że po raz ostatni uprawiali ze sobą seks - Gacy już wtedy zaczął spędzać noce poza domem, a także przyprowadzać do garażu ich domu młodych chłopców. Hoff znalazła później gejowską pornografię, a także portfele oraz dowody osobiste innych mężczyzn, co skutkowało potężną kłótnią małżonków i wniesieniem pozwu o rozwód, co sąd w 1976 roku zakończyło się orzeczeniem o winie Gacy'ego z fałszywym powodem zdrady Caroline z innymi kobietami. Po dołączeniu do miejscowego oddziału organizacji Mouse International, Gacy dowiedział się o istnieniu klubu Jolly Joker, którego członkowie przebierali się za klaunów, między innymi odwiedzając dzieci przebywające w szpitalach. John Wayne dołączył do tego klubu w 1975 roku, co zaowocowało początkiem jego klaunady, gdy wymyślił postacie o ciekawie brzmiących imionach - Pogo był wesołkiem, natomiast Patches był bardziej poważny. W 1971 roku Gacy ukazał swoje oblicze przedsiębiorcy, gdy założył firmę PDM Contractors, co w wolnym tłumaczeniu oznaczało malowanie, dekorowanie i konserwacja. Do 1975 roku firma była tak prężnie prosperująca, że John Wayne musiał pracować po szesnaście godzin dziennie. Następnie w 1977 roku został nadzorcą firmy PE Systems, która specjalizowała się w remontach i przemeblowaniach aptek, w związku z tym dość często i dużo podróżował do innych stanów w ramach delegacji. Już wtedy Gacy przejawiał swoje homoseksualne skłonności, gdyż większość pracowników PDM Contractors stanowili uczniowie szkół średnich i młodzi mężczyźni, którym ich szef często składał seksualne propozycje albo czynności w zamian za między innymi pożyczkę bądź awans. W 1973 roku, podczas wyjazdu na Florydę wraz ze swoim współpracownikiem, Gacy zgwałcił swojego podwładnego w pokoju motelowym, wskutek czego ten po powrocie do Chicago ten pobił go na podjeździe. Dwa lata później próbował skuć swojego piętnastoletniego współpracownika, jednak ten sam będąc zapaśnikiem wyswobodził się, przepracowując u Gacy'ego jeszcze dziewięć miesięcy niepokojony przez nikogo. Kolejne próby drapieżcy odbyły się w 1976 roku, kiedy to zgarnął osiemnastoletniego autostopowicza Davida Crama, proponując mu od razu pracę w PDM Contractors, którą ten natychmiast przyjął, przeprowadzając się do Johna Wayne. Nazajutrz Gacy zaproponował chłopakowi celebrację jego dziewiętnastych urodzin, wspólnie spożywając alkohol; John przebrał się wtedy za klauna Pogo i próbował zgwałcić Davida, jednak ten kopnął go w twarz i oswobodził się; miesiąc później Cram znów był na celowniku Gacy'ego, jednak i tym razem się nie udało, więc John ostatecznie odpuścił - 5 października tego samego roku David Cram się wyprowadził i przestał pracować dla PDM Contractors, a jego miejsce zajął osiemnastoletni Michael Rossi, który mieszkał z Gacym do kwietnia 1977 roku, asystując mu podczas wydarzeń firmowych w strojku klauna - John Wayne przebierał się wtedy za Pogo, natomiast Michael występował jako Patches. Gacy w przebraniu klauna - tak zyskał przydomek Killer Clown Nie sposób jest tu pominąć działalności społecznej i politycznej Gacy'ego, który od razu po powrocie do Chicago zaangażował się w pracę na rzecz miejscowej społeczności - od 1974 do 1978 organizował imprezy tematyczne, gdzie pojawiało się około czterystu osób, wśród których znajdowali się miejscowi politycy oraz biznesmeni. Gacy związał się również ze strukturami chicagowskiej Partii Demokratycznej, gdzie jego zaangażowanie nie uszło uwadze, gdyż najpierw dołączył do komitedu do spraw oświetlenia ulicznego regionu Norwood Park Township, a ostatecznie otrzymał on tytuł kapitana okręgu. John Wayne działał także na rzecz amerykańskiej Polonii, został wybrany jako główny organizator corocznej, polonijnej parady z okazji uchwalenia Konstytucji 3 Maja - podczas imprezy w 1978 roku został uchwycony na zdjęciu z przypinką "S", (co oznacza zweryfikowanie przez Secret Service) razem z Rosalyn Carter (żona 39. prezydenta Stanów Zjednoczonych Jimmy'ego Cartera - przyp.red) - pół roku później został aresztowany, co w obliczu dopuszczenia prawomocnie skazanego przestępcy seksualnego w pobliże pierwszej damy zostało uznane za jedną z największych kompromitacji w historii amerykańskich tajnych służb. Gacy z Rosalynn Carter z przypinką "S" oznaczającą weryfikację przez Secret Service Rozdział 5 - Zabójstwa i modus operandi John Wayne Gacy zamordował co najmniej 33 nastolatków i młodych mężczyzn - ciała 26 z nich zakopał w podpiwniczeniu swojego domu. Zabijał tych, których znał i tych, których nie znał, zwabiając ich między innymi parku Washingtona lub dworca autobusowego Greyhound. Niczego nieświadomym ofiarom proponował alkohol, narkotyki bądź pieniądze w zamian za seks. Niektórych uprowadził, lecz część jechała z nim dobrowolnie, gdyż na dachu swojego samochodu miał zamontowanego koguta i posiadał fałszywą odznakę. Miał własną regułę - zazwyczaj zwabiał do swojego domu jedną ofiarę, lecz po aresztowaniu przyznał, że jednego wieczoru udało mu się zaliczyć tzw. "dubla" - dwie ofiary jednego wieczora. Jego modus operandi, czyli sposobem działania było zwabianie młodych mężczyzn do swojego domu, których próbował zdobyć zaufanie, a gdy to nie działało, odurzał alkoholem lub narkotykami - następnie proponował zaprezentowanie magicznej sztuczki z kajdankami, po czym wykonywał prezentację - krępował sobie ręce za plecami i oswabadzał się za pomocą ukrytego klucza, proponując niczego nieświadomym ofiarom, by spróbowały tego same, po czym je gwałcił i torturował, stosując różnego rodzaju upokorzenia, na przykład przypalanie cygarami lub zmuszanie do udawania konia. Ciała zaś zakopywał w podpiwniczeniu, którego ziemię od czasu do czasu polewał tlenkiem wapnia, by przyspieszyć rozkład. Rozdział 6 - Śledztwo Ostatnią znaną ofiarą Gacy'ego był Robert Priest, który sam zgłosił się po pracę do Gacy'ego odwiedzającego aptekę Nisson w Des Plaines - oferował 5 dolarów za godzinę pracy; ostatnią osobą, która widziała Roberta była jego matka, którą zapewnił, że chce zamienić parę słów z budowlańcem, wychodząc z apteki o godzinie 21. Kiedy piętnastolatek z rozmowy jednak nie wrócił, rodzina zgłosiła zaginięcie, a sprawę przekazano porucznikowi Josephowi Kozenczakowi, który analizując kryminalną przeszłość Johna Wayne ujawnił, że ten w Chicago wielokrotnie był w kręgu podejrzanych o przestępstwa na tle seksualnym. Nazajutrz porucznik wraz z dwoma funkcjonariuszami odwiedzili Gacy'ego, który zeznał, że spotkał w aptece "jakiegoś nastolatka, który mógł być Priestem" ale zaprzeczył stanowczo, by zaproponował mu pracę, a także stwierdził, że później się pojawi na komisariacie by złożyć zeznania. Około godziny 3.20 John Wayne pojawia się na policji cały ubrudzony błotem, twierdząc, że miał wypadek samochodowy. Składa zeznania, że nie proponował pracy Priestowi. To jednak śledczym nie wystarczyło i wystąpili o nakaz przeszukania domu Johna Wayne, który przyniósł zaskakujące znaleziska. 13 grudnia nakaz wydano, podczas którego znaleziono różne podejrzane przedmioty, między innymi odznaki policyjne, pistolet sygnałowy, strzykawki, igły, kajdanki a także książki o homoseksualizmie i pederastii, ale co najważniejsze i najciekawsze - kilka praw jazdy, niebieską bluzę z kapturem i bieliznę, która była zbyt mała na Gacy'ego. Skonfiskowano także samochód należący do Johna Wayne oraz pojazdy należące do firmy PDM. Wyznaczono dwa zespoły śledczych do obserwacji Gacy'ego, a dzień po przeszukaniu jeden z funkcjonariuszy, Rossi poinformował o zaginięciu Gregoryego Godzika i wyłowieniu z rzeki w Illinois ciała zaginionego pracownika PDM Charlesa Hattuli. Dnia 15 grudnia śledczy dotarli do szczegółów pozwu, z którego wynikało, że znaleziony podczas przeszukania sygnet należał do Johna Alana Szyca, którego matka zeznała, że zginął również jego telewizor marki Motorola. Jeden z współpracowników Gacy'ego, Cram zeznał dzień później, iż Gacy ze względu na swoje spóźnienia podarował mu zegarek, który dostał od nieboszczyka, pozwolił mu także zatrzymać prawo jazdy należące do studenta DeVry University, by Cram mógł legalnie kupować alkohol, ponadto John Wayne nadmienił, że dokument ten należy do nieżyjącej już osoby. 17 grudnia tego samego roku przeprowadzono przesłuchanie z kolejnym współpracownikiem Gacy'ego, który zeznał, że kupił plymoutha Szyca od Gacy'ego, gdyż ten potrzebował pieniędzy na wyjazd - śledczy postanowili zbadać samochód, znajdując w nim kępkę włókien, które to mogły być ludzkimi włosami; w trakcie czynności przeszukano wszystkie samochody podejrzanego, a w jednym z nich usiadł policyjny pies na miejscu pasażera komunikując, że przewożono nim ciało poszukiwanego. 18 grudnia przesłuchano po raz drugi Rossiego, który będąc bardziej skory do współpracy, zeznał między innymi, iż w 1978 roku rozsypywał wapno w podpiwniczeniu domu Gacy'ego; policjanci składający wizytę 19 grudnia u Johna Wayne, będąc koło toalety wyczuli silny fetor dochodzący z nawiewu gorącego powietrza, który ocenili jako pochodzący z rozkładających się zwłok, a 20 grudnia ponownie przesłuchano Crama i Rossiego; Rossi zeznał wtedy, że zwłoki zaginionego Priesta Gacy mógł zakopać w podpiwniczeniu, a podczas badania wariografem zeznał, że nie ma żadnego związku z zaginięciem nastolatka oraz odmówił dalszych zeznań. Cram natomiast opowiedział policjantom o próbie gwałtu przez Gacy'ego w 1976 roku oraz o wykopaniu dołów w podpiwniczeniu jego domu, które miały rzekomo służyć do położenia rur drenażowych. 20 grudnia tego samego roku, Gacy będąc na spotkaniu ze swoim prawnikiem, Samem Amirantem, nie żałował sobie alkoholu, co doprowadziło do zeznań, iż był „sędzią, przysięgłym i katem wielu ludzi”, a teraz chce być nimi wszystkimi dla samego siebie. Przyznał, że zamordował „co najmniej trzydzieści” osób, ciała większości z nich zakopując w podpiwniczeniu swojego domu, a pięć wrzucił do rzeki Des Plaines River. Bardzo negatywnie wypowiedział się o swoich ofiarach, stwierdzając, że były "męskimi prostytutkami, dziwkami i kłamcami". Stwierdził też między innymi, że po obudzeniu znajdował "uduszone dzieciaki z rękami skrępowanymi na plecach", które uznawał za swoją własność, więc je zakopywał w podpiwniczeniu - niedługo później Gacy zasnął, a jego prawnik zorganizował spotkanie z psychiatrą - John Wayne dowiedziawszy się, że przyznał się do wielu potwornych zbrodni, stwierdził, że ma coś do zrobienia i opuścił swego prawnika. Krótki czas przed aresztowaniem zdążył jeszcze odwiedzić swojego partnera biznesowego, Ronalda Rhode'a, któremu wyznał, że "był niegrzeczny i zabił plus minus trzydziestu ludzi", następnie spotykając się z Cramem i Rossim, którym nakazał zawieźć się na spotkanie z prawnikami - Cram później powiedział funkcjonariuszom, iż dzień wcześniej Gacy przyznał mu się do zamordowania trzydziestu osób. Rozdział 7 - Aresztowanie Kiedy Gacy odwiedzał swoich znajomych, śleczy, nie poddając się, złożyli wniosek o ponowne przeszukanie jego domu, a dowiedziawszy się, że John Wayne zaczął się zachowywać nieprzewidywalnie, aresztowali go pod zarzutem posiadania i rozprowadzania marihuany. Gacy, który został poinformowany przez policjantów o postanowieniu przeszukania jego posiadłości, celowo uszkodził pompę ściekową, która to zalała podpiwniczenie, jednak ten incydent nie przeszkodził w odkryciu prawdy - technik policyjny znalazł tam rozkładające się mięso i kość ludzkiego przedramienia, a fotograf dokumentujący miejsce rzepkę w północno-zachodnim krańcu podpiwniczenia - po dokładniejszym przekopaniu miejsca odkryto dwie kości podudzia, a także ludzką czaszkę, a po wydobyciu kolejnych kości znaleziono drugą - pogłębiając miejsce tego wykopu, natrafiono na klatkę piersiową czwartej ofiary; śledczy stwierdzili jednak, że odnalezione ludzkie szczątki są w zbyt złym stanie, by mogły należeć do zaginionego Roberta Priesta. 22 grudnia rano w obecności prawników Gacy złożył oświadczenie, pisząc w nim, iż przyznaje się do zamordowania trzydziestu młodych mężczyzn, którzy to mieli dobrowolnie wejść do jego domu, stwierdzając, że wszyscy byli męskimi prostytutkami albo uciekli z domów, większość z ich zakopał w podwpiwniczeniu swojej posiadłości - wykopaniem grobów dla swych przyszłych ofiar zbytnio się nie przemęczał, ponieważ sam wykopał tylko pięć z nich, natomiast całą resztę zrobili za niego jego współpracownicy. Przyznał również, że planował w styczniu zalać całe podpiwniczenie betonem - ten zabieg sprawiłby, że ciała byłyby trudniejsze do znalezienia. Śleczy dowiedzieli się też w końcu o losie zaginionego Roberta Priesta, którego Gacy zamordował 11 grudnia 1978 roku, wrzucając następnie jego ciało do rzeki dwa dni później. Dzień przed Wigilią John Wayne został zaprowadzony na most nad autostradą miedzystanową 55, by pokazał, gdzie pozbył się zwłok nastoletniego Roberta, a także czterech innych ofiar. John Wayne naszkicował również rysunek odzwierciedlający miejsca, w których zakopywał zwłoki, dzięki czemu w ciągu tygodnia w podpiwniczeniu znaleziono aż 26 sześć ciał, natomiast kolejne trzy na terenie jego posesji; podczas usuwania ścian i podłogi śledczy natrafili na kolejne obciążające dowody Gacy'ego, między innymi dowody osobiste oraz książki o dewiacjach seksualnych. W 1984 roku Sam Amirante, były prawnik Gacy'ego, napisał procedury, które zostały włączone przez Zgromadzenie Generalne Illinois do ustawy o zaginionych dzieciach - nie trzeba było już czekać 72 godzin, by móc rozpocząć poszukiwania małoletniego, podobne procedury wprowadzono w innych stanach, co pozwoliło na powstanie tzw. AMBER ALERT. Zdjęcie policyjne z aresztowania Gacy'ego, tzw. mugshot Szkic domu i posesji Gacy'ego Rozdział 8 - Proces Proces Johna Wayne Gacy'ego nie był zbyt długi z uwagi na bardzo mocne i obciążające dowody i rozpoczął się 6 lutego 1979 roku, był sądzony w hrabstwie Cook, sędzią został Luis Garipoo, a ławę przysięgłych wybrano z Rockford ze względu na wysokie koszty. W ciągu poprzedzającego roku proces, na wniosek obrony, psycholodzy z Menard Correctional Center przeprowadzili z oskarżonym ponad trzy tysiące rozmów, które miały ocenić, czy Gacy może stanąć przed sądem, natomiast John Wayne próbował przekonać doktorów badających go, że ma dyssocjalne zaburzenia tożsamości objawiające się pod czterema postaciami, którymi były: ciężko pracujący i dbający o społeczność budowlaniec, klaun, polityk oraz policjant Jack Hanley, który był nazywany przez niego złym Jackiem - właśnie ten zły Jack miał popełniać zbrodnie, ponieważ brzydził się homoseksualizmem i uważał męskie prostytutki za "słabe, głupie i zdegenerowane szumowiny", co pokazywało według obrony niepoczytalność Gacy'ego. Podczas pierwszej rozprawy obrona próbowała przedstawić Gacy'ego jako Jekylla i Hyde'a, na poparcie czego powołali kilku psychiatrów badających Johna Wayne, według których cierpiał on na schizofrenię o kilku osobowościach, natomiast oskarżenie dążyło do dowiedzenia, że Gacy był poczytalny i świadomy swych czynów - ku temu miał świadczyć fakt, iż kilku świadków zeznało, że Gacy działał z premedytacją, a także próbował uniknąć osadzenia w więzieniu. 18 lutego patolog sądowy z Cook, Robert Stein zeznał, że wszystkie ciała ekshumowane na posesji Gacy'ego były w znacznym stopniu rozkładu bądź zostały z nich tylko szkielety - jako przyczynę śmierci uznał między innymi uduszenie i udławienie garotą. Gdy obrona próbowała podważyć te ustalenia, sugerując, że mogły powstać w wyniku afiksjofilii, czyli odczuwania seksualnego zaspokojenia poprzez skutek duszenia partnera bądź bycia duszonym, Stein uznał je za wielce nieprawdopodobne. 21 lutego na temat wydarzeń z marca 1978 zeznawał Jeffrey Rignall, który został zwabiony przez Gacy'ego do swojego domu, a następnie poddany licznym torturom, a następnie porzucony w parku Lincolna - przy opisie swoich tortur zwymiotował, wtedy to został zwolniony z dalszych zeznań; dziewięć dni później został powołany jako świadek Donald Voorhes Jr., który nie był zdolny do składania zeznań, w związku z czym został zwolniony, tydzień później, tj 8 marca swoją historię opowiedział student Robert Donnelly, który był wyraźnie poruszony podczas opisywania tego, co doznał z rąk Gacy'ego. Podczas piątego tygodnia rozprawy John Wayne napisał list do sędziego, w którym nie zgodził się z obrońcami, którzy przedstawiają go jako niepoczytalnego, nie pozwolili mu także wystąpić w roli świadka a także, że nie powołali wystarczającej liczby lekarzy na świadków, na koniec stwierdzając, iż policja kłamała na temat ustnych zeznań, które złożył tuż po aresztowaniu, a które następnie „do własnych celów” wykorzystało oskarżenie. Dniem 11 marca swoje mowy końcowe wygłosili obrońcy i oskarżyciele. Prokurator okręgowy, Terry Sulivan określil Gacy'ego jako "najgorszy spośród wszystkich morderców", wskazał także na wielokrotne wykorzystywanie seksualne małoletnich, próbę uniknięcia odpowiedzialności przez Johna Wayne oraz fakt, że te ofiary, które przeżyły spotkanie z nim, są teraz "żywymi trupami". Obrońca Gacy'ego wskazywał natomiast niechęć prokuratora do oskarżonego, a także o nieodnoszenie się do dowodów, zaś jego klient był "napędzany przez impulsy, których nie potrafił kontrolować" a także, że nie udało się do końca dowieść jego poczytalności; na koniec zaapelował do przysięgłych o uznanie jego klienta za niewinnego jako niepoczytalnego - jego analiza psychologiczna może przysłużyć się nauce. 12 marca mowę końcową kontynuował William Kunkle, który nazwał "grandą" próbę przedstawienia oskarżonego jako niepoczytalnego, dowodząc, że ten potrafił myśleć i działać logicznie. Opinia wydana w 1968 roku, podczas pobytu Gacy'ego w szpitalu psychiatrycznym, stwierdza, że Gacy od dawna przejawiał zachowania antyspołeczne i powinien zostać odizolowany od społeczeństwa. Na zakończenie swojej przemowy zdjął z tablicy zdjęcia dwudziestu zidentyfikowanych ofiar, apelując do przysięgłych, by ci nie okazali współczucia, lecz kierowali się sprawiedliwością. Przysięgli wysłuchali prośby Kunkle'a, obradując sto pięć minut - uznali Johna Wayne Gacy'ego winnym trzydziestu trzech mordestw oraz napaści na tle seksualnym oraz czynów lubieżnych wobec małoletniego. Sąd, zanim podjął ostateczną decyzję, obradował przez ponad dwie godziny, zanim ostatecznie skazał Gacy'ego za każde popełnione morderstwo na karę śmierci, która została wprowadzona w Illinois w czerwcu 1977 roku - datę egzekucji wyznaczono na 2 czerwca 1980 roku. Rozdział 9 - Cela śmierci Gacy po skazaniu został umieszczony w Menard Correctional Center, gdzie przebywał aż do 1994 roku. Nie próżnował tam, gdyż aktywnie zajął się malarstwem, inspirując się wieloma stylami, malując między innymi klaunów, na przykład Pogo i Patchesa oraz Jezusa Chrystusa. Korzystając ze swojej wątpliwej "sławy" wraz z dziennikarzem Russem Ewingiem udzielił serii wywiadów, napisał także książkę pod tytułem Buried Dreams: Inside the Mind of Serial Killer - w wolnym tłumaczeniu Pogrzebane Sny - W środku umysłu seryjnego zabójcy. Gacy pisał również w więzieniu wspomnienia, które miały za zadanie wybielenie go, które to po jego śmierci zostały wydane w roku 1995 pod tytułem A Question of Doubt: John Wayne Gacy Story. 15 lutego inny morderca, Henry Brisbon dźgnął Gacy'ego w ramię zaostrzonym dłutem, przez co ten trafił do szpitala. John Wayne zaczął także czytać w odosobnieniu książki prawnicze, dzięki czemu składał liczne odwołania i apelacje, lecz bez większego skutku - próbował udowodnić, że nieważność pierwszego nakazu przeszukania lub przeciwstawiał się przedstawieniu obrony jako niepoczytalnego. Stwierdził również, że mimo posiadania pewnej wiedzy na temat pięciu zabójstw, między innymi Godzika, Szyca i Piesta, to pozostałe 28 zabójstw dokonali jego współpracownicy posiadający klucze do jego domu. Połowa roku 1984 przyniosła kolejną, złą wiadomość dla Johna Wayne, gdy to Sąd Najwyższy Illinois utrzymał wyrok skazujący, wyznaczając na wykonanie egzekucji poprzez wstrzyknięcie trucizny dnia 14 listopada - złożył wtedy apelację, która została odrzucona 5 marca 1985; kolejną odrzucono w 1989 roku, ostatecznie Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych odrzucił ostatnie odwołanie przysługujące Gacy'emu, wyznaczając ostateczną datę wykonania egzekucji - 10 maj 1994 roku. Gacy został przewieziony do więzienia Stateville, gdzie John Wayne zorganizował piknik, na którym pożegnał się ze swoimi bliskimi, a także spożył swój ostatni posiłek, na który złożył się kubełek kurczaka z KFC, frytki, smażone krewetki, świeże truskawki oraz coca-colę light. Wieczorem tego samego dnia otrzymał od księdza ostatnie namaszczenie, po czym zaprowadzono go do komory egzekucyjnej. Dzień, w którym miał zostać stracony John Wayne Gacy przyniósł ponadtysięczny tłum pod więzieniem, którego tylko część stanowiły osoby sprzeciwiające się karze śmierci. 40 minut po północy zaczęto wstrzykiwanie trucizny, po małych problemach już o 0:58 stwierdzono zgon Gacy'ego. Po zakończonej egzekucji usunięto Gacy'emu mózg, który został przekazany do psychiatry sądowej Helen Morrison, która chciała sprawdzić, czy mózg seryjnego zabójcy różni się od mózgu zwykłego człowieka - przeprowadzone badania nie wykazały jednak żadnych różnic. Po egzekucji ciało Johna Wayne skremowano i przekazano rodzinie prochy, która nie ujawniła, gdzie spoczęły. Jeden z obrazów namalowanych przez Gacy'ego w celi śmierci Akt zgonu Gacy'ego Rozdział 10 - Ofiary Gacy'ego Najmłodsza z ofiar miała zaledwie czternaście lat, najstarsza zaś 21, natomiast znalezione ciała przez policję były w tak znacznym stanie rozkładu, że ich identyfikacja była możliwa jedynie dzięki dokumentacji stomatologicznej oraz znalezionych przedmiotach w domu Gacy'ego, które to zabierał jako trofea. Dom Johna Wayne, który został ochrzczony przez media "Domem Grozy" został zburzony w kwietniu 1979 roku, natomiast cała posesja została przekopana, by upewnić się, że nie znajduje się tam więcej ciał. Ze względu na drastyczne okoliczności śmierci niewinnych osób, podam jedynie ich imiona i nazwiska oraz wiek: Timothy Jack McCoy, 16 John Butkovich, 18 Darrell Julius Samson, 18 Randall Wayne Reffett, 15 Samuel G. Dodd Stapleton, 14 Michael Lawrence Bonnin, 17 William Huey Carroll Jr., 16 James Byron Haakenson, 16 Rick Louis Johnston, 17 Kenneth Ray Parker, 16 Michael M. Marino, 14 William George Bundy, 19 Francis Wayne Alexander, 21 Gregory John Godzik, 17 John Alan Szyc, 19 Jon Steven Prestidge, 20 Matthew Walter Bowman, 19 Robert Edward Gilroy Jr., 18 John Antheney Mowery, 19 Russell Lloyd Nelson, 21 Robert David Winch, 16 Tommy Joe Boling, 20 David Paul Talsma, 19 William Wayne Kindred, 19 Timothy David O’Rourke, 20 Frank William Landingin, 19 James Mazzara, 20 Robert Jerome Piest, 15 Niestety pięciu ofiar nie udało się zidentyfikować, prawdopodobnie ze względu na słabo rozwinięte badania DNA; w 2011 szeryf hrabstwa Cook zlecił próbę ustalenia tożsamości niezidentyfikowanych ofiar Gacy'ego - poprosił o przekazanie próbek genetycznych krewnych mężczyzn zaginionych w całych Stanach Zjednoczonych pomiędzy 1970 a 1979 rokiem, co zaowocowało identyfikacją w 2011 roku Williama Bundy'ego, w 2017 Jamesa Haakensona, natomiast w w październiku 2021 dzięki genealogii genetycznej - Francisa Wayne Alexandra. Rozdział 11 - Potencjalne ofiary Gacy'ego oraz potencjalni wspólnicy Szacowania Gacy'ego po aresztowaniu wyniosły 45 zamordowanych osób, jednak powiązano z nim jedynie 33 ofiary, a znaleziono 29 ciał. John Wayne przyznał, że po ataku w 1978 roku ciała zaczął wrzucać do rzeki - w ten sposób pozbył się pięciu zamordowanych przez siebie mężczyzn. Spornym faktem jest też znalezienie we wspólnym grobie w 1980 roku ciał Kennetha Parkera i Michaela Marina, którego to zwłoki miały nie należeć do niego - jego matka uważała, że był inaczej ubrany niż wtedy, gdy widziała go po raz ostatni. 23 maja 1978 został odnaleziony Charles Antoni Hattula w rzece Pecatonica w okolicach Freeport, który miał zostać zamordowany przez Gacy'ego, jednak mimo motywu(Hattula miał konflikt z Gacym) nie zostało udowodnione i oficjalną przyczyną śmierci było utonięcie. Ostatnim miejscem, gdzie John Wayne mógł ukrywać ciałą swoich ofiar, oprócz wspomnianej rzeki była okolica chicagowskiego apartamentowca przy West Miami Avenue, gdzie Gacy pracował jako dozorca przez kilka lat - tam też miał zostać nakryty z łopatą przez funkcjonariusza policji Billa Dorscha - zapytany co robi, odpowiedział, że ma robotę, której nie zdążył zrobić w ciągu dnia. W 2012 biuro szeryfa hrabstwa Cook wniosło o pozwolenie na przeprowadzenie prac wykopaliskowych wokół apartamentowca, jednak wniosek ten odrzucono argumentując między innymi brakiem uzasadnionej przyczyny; wniosek ten ponowiono w styczniu 2013 roku, jednak wtedy nie odkryto tam żadnych ciał. Potencjalni wspólnicy Gacy'ego to przede wszystkim pracownicy PDM Contractors - Cram i Rossi, których sam Gacy obciążył winą przy kilku morderstwach, jednak twardych dowodów na ich udział nie znaleziono. Kolejnym podejrzanym o współpracę był pracujący z nim dawniej Philip Paske, który pod koniec lat 70. przewodził siatce handlarzy żywym towarem w Stanach Zjednoczonych, znanej jako Delta Project - co najmniej dwie osoby, które siatka porwała - Parker i Marino mogły być ofiarami Gacy'ego. W 2012 roku, po przeanalizowaniu podróży Johna Wayne przez dwóch chicagowskich prawników, dokonali stwierdzenia, że nie było go w mieście, kiedy dokonano co najmniej trzech zabójstw, co rodzi podejrzenia, że mógł mieć chociaż jednego wspólnika. Rozdział 12 - John Wayne Gacy w mediach Mimo swojej złej sławy, bycia pedofilem i okrutnym mordercą bez wyrzutów sumienia, Gacy zapisał się na stałe w mediach głównego nurtu: W 1992 powstał film telewizyjny Złapać mordercę, w którym w Gacy’ego wcielił się Brian Dennehy. Opierał się on głównie na śledztwie, jakie wszczęła policja z Des Plaines po zaginięciu Roberta Piesta. Okładkę albumu When the Kite String Pops zespołu Acid Bath zdobi obraz Johna Wayne'a Gacy'ego zatytułowany „Skull Clown”. Mark Holton zagrał zabójcę w filmie Gacy z 2003. Film przedstawia życie Gacy’ego od przeprowadzki do Norwood Park w 1971 do momentu jego aresztowania. W filmie telewizyjnym Szanowny panie Gacy w Gacy’ego wcielił się William Forsythe. Powstał na podstawie książki The Last Victim Jasona Mossa, który korespondował listownie z mordercą, kiedy ten przebywał w więzieniu; ostatecznie Gacy zaprosił Mossa na rozmowę osobistą w celi śmierci. Amerykański filmowy horror 8213: Gacy House opowiada o badaczach zjawisk nadprzyrodzonych, którzy spędzają noc w domu zbudowanym na miejscu domu Gacy’ego. Discovery Channel poświęcił Gacy’emu odcinek serialu The New Detectives: Case Studies in Forensic Science, w którym przedstawiono rozmowę zabójcy z Resslerem. Biography Channel wyemitował czterdziestopięciominutowy film dokumentalny o zbrodniach Gacy’ego. Gacy’emu poświęcono jeden z odcinków programu Psychic Investigators. Przedstawia on konsultacje Kozenczaka z medium Carol Broman odnośnie do miejsca ukrycia ciała Piesta. Stacja telewizyjna Lifetime Movies w sierpniu 2015 wyemitowała odcinek serialu Potwór w rodzinie zatytułowany John Wayne Gacy. Pojawiają się w nim siostra Gacy’ego i jej córka, a całość skupia się na wydarzeniach, które mogły doprowadzić do tego, że Gacy zaczął zabijać. W marcu 2021 na platformie strumieniowej Peacock opublikowano miniserialu dokumentalny John Wayne Gacy: Devil in Disguise, przedstawiające wywiady z Gacym, śledczymi, którzy doprowadzili do jego zatrzymania, i szeryfem Dartem. W czerwcu 2024 platforma zapowiedziała realizację miniserialu fabularnego pod tym samym tytułem, w którym w Gacy’ego wcieli się Michael Chernus. 20 kwietnia 2022 na Netflixie udostępniono trzyodcinkowy miniserial dokumentalny Rozmowy z mordercą: Taśmy Johna Wayne’a Gacy’ego w reżyserii Joego Berlingera. Zawarto w nim niepublikowane wcześniej nagrane na taśmach magnetofonowych rozmowy Gacy’ego z jego adwokatem. Gacy, grany przez Dominica Burgessa, i jedno z dokonanych przez niego morderstw przedstawione zostaje w ostatnim odcinku miniserialu Netflixa Dahmer – Potwór: Historia Jeffreya Dahmera z 2022. W 1994 bohaterowie oglądają wiadomości telewizyjne, których tematem jest zbliżający się termin wykonania wyroku śmierci. Robert Motta, syn jednego z obrońców Gacy’ego, opublikował podcast Defense Diaries, w którym przedstawiono niepublikowane wcześniej nagrania wywiadów przedprocesowych Gacy’ego z obrońcami. Rozdział 13 - Zakończenie - czy naprawdę musiało do tego dojść? John Wayne Gacy urodził się jako zdrowe dziecko w rodzinie katolików, lecz tylko jego matka była dla niego dobra. Ojciec, jako weteran I wojny światowej, często zaglądał do kieliszka, a także znęcał się psychicznie i fizycznie nad swoją rodziną, co na pewno wpłynęło na rozwój młodego Gacy'ego - mógł rozwinąć się u niego syndrom sztokholmski, przez co bardzo pokochał swego oprawcę i próbował mu zaimponować, zyskając jego szacunek; w późniejszych latach John Wayne próbował desperacko zaimponować swemu ojcu, między innymi próbując swoich sił w polityce został nazwany przez Stanleya Gacy'ego frajerem. Jako dziecko z nadwagą unikał aktywności fizycznej, przez co mógł być łatwym celem do wyśmiewania przez inne dzieci. Gdy już dorósł, zaczął coraz bardziej się interesować polityką i prowadzeniem biznesu - wykreował swój wizerunek jako społecznika i przedsiębiorcę działającego na rzecz lokalnej społeczności oraz klauna, który rozbawiał dzieci na imprezach charytatywnych, przy okazji zbierając pieniądze na szczytne cele. Wizerunek ten pomógł mu w jego późniejszych "dokonaniach" - mógł porywać, torturować, gwałcić i zabijać przez dłuższy czas całkowicie bezkarnie, ponieważ jako tak szanowany obywatel był poza kręgami podejrzeń. Działanie policji i służb w tamtym czasie także pozostawiało wiele do życzenia - dopiero weryfikacja przez Josepha Kozenczaka wykazała, że Gacy miał wyrok za pederastię, a w Chicago był w kręgu podejrzanych o przestępstwa seksualne; Secret Service, który ma za zadanie strzec najważniejszych osób w państwie, najpierw zweryfikował, a potem dopuścił do Pierwszej Damy, Rosalynn Carter, pedofila i seryjnego mordercę skazanego za przestępstwa seksualne - to pokazuje, że w drugiej połowie XXI wieku służby Stanów Zjednoczonych były mocno niedoszkolone, niedoinformowane i niedoinwestowane. Najmniej w tym wszystkim było winne społeczeństwo, które uwierzyło i kupiło wizerunek Gacy'ego jako ciężko pracującego przedsiębiorcy i uśmiechniętego klauna, który zabawiał dzieci - któż by podejrzewał tak szanownego obywatela o tak ciężkie zbrodnie? Najwięcej natomiast zawiedli przede wszystkim rodzice Johna Wayne - zarówno ojciec, który znęcał się nad synem, jak i matka, która nie potrafiła go obronić przed swoim despotycznym mężem; następnie brak współpracy między służbami, które po pierwsze wypuściły Gacy'ego zaledwie po półtora roku więzienia, gdy miał do odbycia aż 9 lat - służba więzienna nie poinformowała chicagowskiej policji, że człowiek skazany za pederastię wraca do miasta, a po drugie nie przejęły się zbytnio serią zabójstw młodych chłopców i mężczyzn - panowało wtedy przekonanie części społeczeństwa, że mężczyźni parający się prostytucją są nisko w hierarchii społecznej, więc nie warto zbytnio przykładać uwagi do ich krzywd. Na całe szczęście, ten niebezpieczny sadysta-pedofil został ujęty, następnie osądzony, a na końcu stracony 10 maja 1994 roku. Jego ostatnie słowa do strażnika więziennego miały brzmieć: "Pocałuj mnie w dupę". Gdy wydawał z siebie ostatnie tchnienia, ludzie na demonstracji przed więzieniem wiwatowali. Źródła:
- 4 odpowiedzi
-
- 10
-
-
-
-
@ WOJT4NKZ gratulacje!
-
Gratki Panie Były Opiekunie @ Gruszi i powodzenia życzę
-
Bardzo ciekawie napisany artykuł, lekko się go czyta! Brawo @ BREN dobra robota
-
@ hr. gratulacje i powodzenia
-
SPRAWA SEBASTIANA K. - KRÓTKIE ŻYCIE ZAWODOWEGO ŻOŁNIERZA. Uwaga! Tekst ten jest przeznaczony dla osób powyżej 18 roku życia, zawiera on drastyczne opisy oraz treści i nie jest przeznaczony dla osób wrażliwych. Rozdział 1 - Sebastian Kulik Sebastian Kulik urodził się w 1984 roku w Opocznie. Nie za wiele jest wiadomo o jego młodzieńczych latach, za to pewnym jest, że chciał już jako młodzieniec być komandosem i służyć w jednostkach specjalnych. Swoje marzenie spełnił - wstąpił on do wojska i przeszedł on szkolenie wojskowe, następnie służył w 25. Brygadzie Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim. Niedługo później ożenił się ze swoją wybranką, Moniką, z którą wiódł dość burzliwe życie. Sebastian miał zamiłowanie do alkoholu, dlatego często przychodził do domu pijany i wtedy stawał się agresywny - opowiadała żona komandosa w jednym z wywiadów. To właśnie z powodu jego nadmiernej agresji miały przyjść wkrótce kolejne kłopoty pary. Pewnego dnia do Sebastiana zadzwoniła jego żona z informacją, iż jeden mężczyzna naprzykrza jej się. Żołnierz, który bardzo kochał swoją żonę postanowił załatwić sprawę po swojemu - pobił on natręta, za co został skazany na osiem miesięcy pozbawienia wolności. Jego wybryki nie uszły mu płazem - wojsko, dowiedziawszy się o jego wyroku, postanowiły zakończyć z nim współpracę, niewiele potem rozpadło się jego małżeństwo. Sebastian Kulik, były żołnierz tomaszowskiej jednostki Rozdział 2 - Kiedy Sebastian spotkał Włodzimierza Kilka miesięcy po opuszczeniu murów więzienia, w 2011 roku były komandos spotkał na swojej drodze swojego przyszłego kata - siedemdziesięcioletniego Włodzimierza B., który wyszedł mu z propozycją - wynajmie Sebastianowi przybudówkę przylegającą do jego domu przy ulicy Słonecznej wraz z wyżywieniem, w zamian za drobne prace gospodarcze. Niczego nieświadomy Kulik przyjął z chęcią tę propozycję, nie wiedząc, co go później czeka... Włodzimierz B. był dobrze znany w opoczyńskiej społeczności, posiadał opinię człowieka chorego psychicznie, który lubił sobie wypić. Lista jego grzechów jest długa - rzucał kamieniami w sąsiadów, chodził z dubeltówką, psa sąsiada zastrzelił z wiatrówki - opowiadała w jednym z wywiadów Dorota Kucharska - Krajewska, ciotka zamordowanego Sebastiana. Co innego twierdzi była żona Włodzimierza B. - gdy brał leki to był spokojny, nie było nawet takiej opcji, by ich nie brał. Były żołnierz, który zamieszkał wraz ze swoim nowym znajomym, często urządzał libacje alkoholowe, które kończyły się awanturami. Po jednej suto zakrapianej imprezie - 22 stycznia 2012 roku Sebastian Kulik miał po prostu rozpłynąć się w powietrzu. Nagłe zaginięcie byłego komandosa wcale nie zaniepokoiło rodziny Sebastiana. Często wyjeżdżał do pracy dorywczej, tym razem miał się udać do Warszawy. Mówił, że da nam znać czy dojechał, gdzie się zatrzymał i gdzie pracuje. Więcej się nie odezwał - mówili Małgorzata i Jerzy, rodzice Sebastiana. Małgorzata i Jerzy Kulik wraz ze swoim drugim synem i zdjęciem zaginionego Sebastiana Rozdział 3 - Zaginięcie Zaginięcie byłego komandosa wpłynęło do opoczyńskiej komendy, jednak poszukiwania rozpoczęły się dopiero 8 dni później. Jak twierdziła matka zaginionego, w mieszkaniu jednego ze sprawców znajdowały się jego komórka, portfel oraz ubranie. Nie zostało to jednak zweryfikowane przez śledczych ani w żaden sposób zabezpieczone. Policjanci działali w tej sprawie bardzo opieszale, gdyż dzień po wpłynięciu zawiadomienia o zaginięciu, podjechali pod posesję przy ulicy Słonecznej w Opocznie, ale nie zadali sobie trudu, by sprawdzić, czy jej właściciel jest w domu. Miały bowiem znajdować się tam psy, które pilnowały domu, więc policjanci odpuścili. Nie wiedzieli, że są tak blisko Sebastiana. Jakiś czas później rodzina zamordowanego żołnierza poinformowała stróżów, że do domu powrócił Włodzimierz B. i mogą go teraz przesłuchać, jednak aż 5 godzin zajęło policjantom przyjechanie na Słonecznej z oddalonego o zaledwie kilometr od miejsca zdarzenia posterunku. Bliscy Sebastiana mają żal do policji, że przeszukanie domu trwało zbyt krótko i było przeprowadzone niedbale - nie było na miejscu technika, śledczy nie wzięli ze sobą również lampy UV. Niedługo później matce zaginionego udało się skontaktować z byłą żoną właściciela posesji na ulicy Słonecznej w Opocznie, która stwierdziła, że podczas jej ostatniej wizyty u byłego męża w domu zauważyła bardzo niepokojące ślady. Tam musiało się stać coś bardzo złego, było widać krew - powiedziała matka Sebastiana w jednym z wywiadów na antenie Telewizji Polskiej. Pomimo apeli rodziny o sprowadzenie psa tropiącego z Komendy Wojewódzkiej w Łodzi, policjanci stwierdzili, że nie ma sensu szukać czegokolwiek, gdyż... jest za zimno i panuje mróz. Bliscy Sebastiana zarzucają również opoczyńskim policjantom, że nie przesłuchali sąsiadów Włodzimierza B. Po nieudolnym przeszukaniu posesji sprawa zaginięcia byłego żołnierza utknęła w martwym punkcie na kilka tygodni. Posesja przy ulicy Słonecznej w Opocznie, gdzie po raz ostatni widziano zaginionego Rodzina ofiary po sześciu tygodniach bezowocnych poszukiwaniach i biernej postawie opoczyńskich śledczych postanowiła wystąpić z pismem do Komendanta Wojewódzkiego w Łodzi oraz Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o interwencję w ich sprawie. Pomoc miała przyjść niedługo i odkryć przerażającą prawdę... Początek akcji poszukiwawczej śledczych w domu Włodzmierza B. Rozdział 4 - Sprawcy zbrodni Zachowanie sprawców natomiast tuż po zbrodni budzi duży niesmak - cała trójka wspólnie i w porozumieniu ustaliła jedną wersję zdarzenia, trzymała jej się przez całe śledztwo wiodąc za nos nie tylko policjantów, ale i także rodzinę byłego żołnierza. Jeden ze sprawców, właściciel posesji przy ulicy Słonecznej w Opocznie, miał podczas trwania dochodzenia śledczych zrobić generalny remont domu, w którym mieszkał, skutecznie zacierając ślady niedawnej zbrodni. O drugim sprawcy, 42-letnim Romanie B. nie wiadomo zbyt wiele - według anonimowego źródła miał on zachowywać się dosyć normalnie, wiodąc swoje codzienne życie - mieszkał w zrujnowanej kamienicy w jednej z dzielnic Opoczna, nie podejmując się żadnej pracy, utrzymując się jedynie ze zbieractwa i niewielkiej renty. Natomiast najmłodszy oskarżony w tej sprawie, niespełna 17-letni Michał L. mataczył od początku, rozpowiadając znajomym, że Sebastian Kulik miał wyjechać w bliżej nieznanym kierunku, potem zaś zmieniał zdanie - widział u Włodzimierza B. rzeczy zaginionego - komórkę, portfel oraz buty. Ani sprawcy, ani policja nie spodziewali się, że najmłodszy sprawca wkrótce pęknie i opowie całą historię wraz ze szczegółami... Akcja policjantów na terenie posesji Włodzimierza B. Rozdział 5 - Poszukiwanie, odnalezienie zaginionego i proces Pismo rodziny zaginionego Sebastiana nie przeszło bez echa i już w marcu 2012 roku pod posesją na ulicy Słonecznej w Opocznie pojawili się opoczyńscy i łódzcy policjanci wraz z technikiem i psem tropiącym do poszukiwania zwłok. Na ciało Sebastiana śledczy natrafili już po kilku minutach poszukiwań terenu działki - znajdowały się one w przydomowej studzience pozbawione nóg, które sprawcy odrąbali z racji tego, że nie mieściły się całe. Co ciekawe, w piecu znaleziono spopielone kości, które jak się potem okazało, należały do zaginionego. Całą akcję przeszukiwania obserwowała rodzina byłego komandosa, którzy o odnalezieniu ciała ich syna mieli się dowiedzieć nie od policji, tylko z lokalnej gazety, która szczegółowo opisała całą akcję. Po tych wszystkich wydarzeniach rozpoczęto śledztwo w sprawie pozbawienia życia Sebastiana Kulika oraz odnalezienie ich sprawców. Studzienka na posesji przy ulicy Słonecznej w Opocznie, skąd wydobyto ciało zaginionego żołnierza Prowadząca śledztwo w sprawie morderstwa byłego komandosa w Opocznie Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim już w sierpniu 2013 roku sporządziła akt oskarżenia, natomiast proces rozpoczął się dopiero 9 października przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim. Na początek swoje zeznania ze śledztwa podtrzymała 33-letnia wtedy Anna Ch., była dziewczyna Sebastiana Kulika. Siedzieliśmy i piliśmy nielegalny spirytus u Romana J. i to wtedy się dowiedziałam, że Sebastian nie żyje. Zaczęłam dopytywać, co, gdzie, jak i dlaczego. J. zaczął wyjaśniać, że u Włodzimierza B. doszło do kłótni, miał najpierw uderzyć Sebastiana, później wspólnie go udusili - zeznała przed sądem kobieta. Zeznania te potwierdzają wersję zabójstwa byłego żołnierza z Opoczna zaprezentowaną przez 18-letniego Michała L., jedynego oskarżonego w sprawie przyznającego się do udziału w zabójstwie. Według relacji Anny Ch., feralnego dnia na posesji przy ulicy Słonecznej w Opocznie mieli znajdować się Włodzimierz B., Roman J., Michał L. wraz ze swoim ojcem Andrzejem L., który nie jest oskarżony o współudział - gdy zobaczył, co tam się dzieje, od razu stamtąd uciekł. Główną rolę miał tam odgrywać Roman J., który nie tylko ustalił wspólną wersję zdarzeń, ale także miał zagrozić innym, że jeśli ktokolwiek się wyłamie, skończy jak Sebastian. J. Już raz naprzykrzył się Sebastianowi i jego dziewczynie, gdy miał zabrać komórkę kobiety i zastawić ją w jednym z lombardów w zamian za wódkę - został wtedy pobity przez byłego żołnierza. Biegli lekarze złożyli swoje zeznania w sprawie powstania obrażeń Sebastiana Kulika - ich ustalenia nie wykluczają zdarzeń przedstawionych przez Michała L. - wyniki z sekcji nie wykluczają ani nie potwierdzają ich. Natomiast biegli psychiatrzy stwierdzili jednoznacznie, że oskarżeni są poczytalni, jedynie Roman J. posiada skłonności do konfabulacji. Obrońcy Włodzimierza B. dopytywali jednego z biegłych o opinię psychiatryczną dotyczącą najmłodszego z oskarżonych, wyniki jej są następujące - Michał L. nie ma tendencji do konfabulacji, a jego procesy poznawcze i myślenia są prawidłowe. Sąd przyjrzał się także ojcu L., którego to rola miała być niejasna - według zeznań Anny Ch. miał on być świadkiem zbrodni, choć sam wielokrotnie o tym zaprzeczał, został przyłapany na konfabulowaniu w swoich zeznaniach. Według Andrzeja L., Roman J. miał się jedynie poszarpać z Sebastianem Kulikiem - po tym zdarzeniu L. opuścił posesję, jednak zostawiając swojego syna w domu, który wrócił do domu później. O morderstwie dowiedział się następnego dnia od Roman J. - uparcie twierdził, że nie dowierzał jego słowom. Najmłodszy oskarżony, 16-letni Michał L. Podczas kolejnej z rozpraw główny oskarżony zanegował wyjaśnienia najmłodszego sprawców twierdząc, że śmierć Sebastiana Kulika była wynikiem nieszczęśliwego wypadku - były żołnierz będąc w stanie upojenia alkoholowego miał poczuć się gorzej, w wyniku czego dostał krwotoku z nosa. Włodzimierz B. będąc świadkiem zaistniałej sytuacji, kazał położyć się byłemu komandosowi, sam zaś poszedł spać, gdyż od dawna cierpiał on na bezsenność i depresję. Znalazłem Sebastiana w garażu, przy jednym z filarów, był zimny - tłumaczył Włodzimierz B. przed sądem. Gdy ciało żołnierza zaczęło "pachnieć", główny oskarżony wpadł na pomysł, by umieścić ciało w świeżym grobowcu na cmentarzu, skąd miał niedaleko ze swojego domu. Z racji tego, że Włodzimierz B. miał chory kręgosłup, postanowił wyciągnąć za szyję Sebastiana i załadować na wózek, niestety został spłoszony przez zapalające się światło na pierwszym piętrze w bloku. Skonfundowany właściciel posesji postanowił ukryć ciało byłego żołnierza w studzience, jednak nie mieściło się ono całe, gdyż wystawały mu nogi. Poszedłem do garażu, wziąłem piłkę albo siekierkę, obciąłem mu nogi i rozpaliłem nimi w piecu, to wszystko. Przepraszam, ale nie wiedziałem jak mam się zachować - zeznał Włodzimierz B. Podczas tej rozprawy zeznawała także biegła Barbara Majchrzak, która stwierdziła, że ślady krwi znalezione w domu, gdzie zamordowano Sebastiana Kulika, nie mogły pochodzić od osoby chodzącej, ponieważ wyraźnie widać ślady skapywania, tym samym obalając teorię głównego oskarżonego. Na kolejnej rozprawie doszło do dwóch skandalicznych zachowań oskarżonych - Roman J. najpierw obrzucił świadków wulgaryzmami, potem natomiast Włodzimierz B. pokazał ojcu ofiary środkowy palec. To nie pierwsze wybryki Romana J. na sali sądowej - wpatrywał się w bezczelnie w świadków, kręcił głową z niedowierzaniem i komentował, gdy zeznania nie były po jego myśli. Żaden z oskarżonych nie okazał skruchy - jedyne, co było, to buta, chamstwo oraz arogancja. Prokurator dla dwójki oskarżonych zażądał kar dożywotniego pozbawienia wolności, gdyż nie znalazł dla nich żadnych okoliczności łagodzących - mieli oni za wszelką cenę próbować ukryć swą zbrodnię, wspólnie ustalać jedną wersję zdarzeń a także mataczyć i wodzić za nos śledczych i rodzinę ofiary. Kolejna rozprawa w marcu 2014 roku rozciąga się, gdyż obrońcy oskarżonych składają nowe dowody, a dwaj świadkowie nie stawiają się na rozprawie - ojciec najmłodszego oskarżonego, Andrzej L. ponownie się nie pojawił. Sąd czekał także na opinię biegłych dotyczącą lokalizacji telefonów komórkowych całej oskarżonej trójki w czasie, gdy doszło do morderstwa. Obrońcy Włodzimierza B. przedstawili kolejne wnioski dowodowe, sąd jednak prawie wszystkie je odrzucił zostawiając tylko jeden - rozmowę telefoniczną między 18-letnim Michałem L. a jego kolegą z pracy, Karolem S. - mieli oni rozmawiać przez telefon w dniu zabójstwa. Kwestią sporną między prokuratorem a obrońcą właściciela posesji przy ulicy Słonecznej w Opocznie był fakt, że głównemu oskarżonemu kończył się areszt - adwokat Marcin Hilarowicz skierował wniosek o nieprzedłużanie aresztu swojemu klientowi, gdyż kończył się on 28 marca 2014 roku, a zgodnie z prawem tymczasowy areszt nie może trwać dłużej niż 2 lata. Sędzia Sławomir Cyniak odrzucił argumentację obrońcy, twierdząc iż zachodzi duże prawdopodobieństwo uniknięcia odpowiedzialności i zakłócenie toku postępowania. Zebrane dowody w czasie śledztwa wskazują, że oskarżeni popełnili zarzucane im zbrodnie - zakończył Cyniak. Od lewej: Michał L. i Włodzimierz B. czyli główny prowodyr całej zbrodni Rozdział 6 - Koniec procesu i wyroki W kwietniu 2014 roku proces chylił się ku końcowi - zaplanowano wtedy mowy końcowe obrońców całej trójki i oskarżyciela. Zdaniem prokuratora, kara dożywotniego pozbawienia wolności dla Włodzimierza B. i Romana J. będzie adekwatna, gdyż za wszelką cenę chcieli ukryć zbrodnię, a ich postępowanie to obraz najwyższego zwierzęcenia - wskazywał Mirosław Wróbel z Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim. Podobnego zdania była mecenas Katarzyna Dyrdowska, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych - są to bardzo okrutni i źli ludzie, którzy zniszczyli życie państwa Kulików, jedynym z całej trójki, zasługującym na danie szansy jest 18-letni Michał L., gdyż został sprowadzony na złą drogę przez własnego ojca i trafił tym samym na niewłaściwych ludzi - zaapelowała o karę dla najmłodszego oskarżonego więcej niż 5 lat z racji na jego czynny udział w śledztwie. Na koniec Dyrdowska zażądała dożywocia dla dwójki oskarżonych, którzy są jej zdaniem wyjątkowo perfidnymi zbrodniarzami. Pod koniec kwietnia 2014 roku zapadły w końcu wyroki - po 25 lat dla Włodzimierza B. i Romana J., 6 lat pozbawienia wolności dla 18-letniego Michała L. - ten ostatni nie dość, że przyznał się do współudziału w zabójstwie, to jeszcze opisał szczegóły okoliczności zbrodni i rolę każdego z oskarżonych. Prokurator wystąpił o nadzwyczajne złagodzenie kary, gdyż był on niepełnoletni w czasie popełniania zabronionego czynu, ponadto nie miał powodu, by pomawiać pozostałą dwójkę i brać na siebie ciężar współudziału. Na koniec sędzia Cyniak ocenił - odezwało się sumienie młodego człowieka. Niedługo po ogłoszeniu wyroku, obrońcy najciężej oskarżonych wnieśli o apelację. 5 listopada 2014 roku Sąd Apelacyjny w Łodzi podtrzymał jednak wyrok 25 lat pozbawienia wolności dla Włodzimierza B. i Romana J., argumentując, że polemika obrony z dotychczasową interpretacją dowodów jest bezzasadna, a apelacja obrońców to próba zasiania niepewności i wprowadzenie chaosu. Cieszymy się z podtrzymania wyroku i oceniamy go jako sprawiedliwy - podsumował Sebastian Kulik, brat zamordowanego żołnierza. Ponad rok wcześniej, bo w 2013 roku zapadła decyzja w sprawie zaniedbania obowiązków służbowych przez policjantów z Opoczna - zostało ono umorzone dlatego, że policjanci rzetelnie prowadzili poszukiwania Sebastiana Kulika. Rodzina ofiary i jej pełnomocnik, adwokat Katarzyna Dyrdowska nie zgadza się z tą opinia. Oskarża śledczych o opieszałość i próbę zamiecenia sprawy pod dywan, wskazywała również na zażyłości rodzinne Włodzimierza B. z byłym i obecnym pracownikiem Komendy Powiatowej Policji w Opocznie. Witold Błaszczyk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie, wylicza - poszukiwania były prowadzone prawidłowo, sprawę zaginięcia byłego żołnierza zakwalifikowana jako kategorię drugą, którą zatwierdził sam komendant opoczyńskiej policji. Policja miała rozpytywać osoby z kręgu znajomych i rodziny zaginionego, monitorowała jego telefon i logowania do sieci, a także miała przeczesywać pustostany, weryfikować informacje i wydać komunikat do mediów. Żalu do policji nie kryje matka Sebastiana, Małgorzata Kulik - nie zaufam już więcej ani policji ani prokuraturze, przestałam już wierzyć w sprawiedliwość. Zrobiłam, co tylko mogłam dla mojego dziecka - chciałam je odnaleźć i odnalazłam. Od policji chciałam usłyszeć tylko jedno słowo: "przepraszam" - kwituje matka zamordowanego Sebastiana. Rozdział 7 - Dalsze losy oskarżonych Dalsze losy oskarżonej trójki nie są zbyt dobrze znane. Najstarszy z oskarżonych, Włodzimierz B. prawdopodobnie ciągle odbywa swą karę 25 lat pozbawienia wolności, dziś ma 86 lat, a w wieku prawie 100 będzie mógł opuścić mury więzienia. Natomiast Roman J. od 12 lat nie żyje, a okoliczności jego śmierci są co najmniej zagadkowe - w 2014 roku, niedługo po zaczęciu odbywania kary, zmarł w dziwnych okolicznościach. Najmłodszy zaś, niespełna 17-letni Michał L. według anonimowych źródeł w 2016 roku opuścił więzienie po spędzeniu tam połowy z zasądzonej kary - nie do końca wiadomo, gdzie obecnie przebywa najmłodszy z trójki oskarżonych. Zbrodnia ta jest bez wątpienia jedną z najgłośniejszych i najbrutalniejszych w Opocznie, niespełna dwudziestotysięcznym miasteczku w województwie łódzkim, która była szeroko opisywana w mediach głównego nurtu, między innymi w Fakcie, Interwencji Polsatu News czy Dzienniku Łódzkim. Jest ona również bezsensowna, gdyż Sebastian Kulik zginął przez kłótnię o swoją byłą dziewczynę, również fakt, że wszyscy uczestnicy imprezy byli pijani nie pomógł w jej rozwiązaniu - wręcz przeciwnie, to jedynie "przyspieszyło" eskalację konfliktu między współbiesiadnikami, która zakończyła się tragedią - tragedią, która wcale nie musiała się wydarzyć. Najbardziej żal jest w tym wszystkim złamanego młodego życia byłego komandosa, a także niespełna 17-letniego Michała L., który poprzez swoje życiowe wybory znalazł się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie - gdyby jego ojciec zabrał go ze sobą, gdy wychodził, młody człowiek prawdopodobnie nie wziąłby udziału w brutalnym morderstwie, nie zacierał śladów, nie mataczył w śledztwie i na koniec nie znalazł się w więzieniu. Sebastian Kulik w chwili śmierci miał 28 lat, został pochowany na cmentarzu przy ulicy Granicznej w Opocznie. Źródła z których korzystałem:
- 7 odpowiedzi
-
- 19
-
-
-
Gratulacje Turek
-
Gratulacje i powodzenia!
-
Gratulacje i powodzenia!
-
Postów
1 371 -
Wpisów na chatbox
301 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
nigdy -
Wygrane
9 -
Darowizny
100.00 PLN
Redaktor
Użytkownik jest redaktorem naszego projektu!
Ostatnia wygrana MasjeQ w dniu 1 Czerwca
Użytkownicy przyznają MasjeQ punkty reputacji!
Donator
Użytkownik wpłacił 100.00 PLN
Osiągnięcia MasjeQ
-
@ Kaymansky420! okazał się być dziś za mocny jak dla mnie, na szczęście @ Niusia i @ bobik8 też przegrali, dziękuję za zjednoczenie się ze mną
- Pokaż poprzednie komentarze 2 więcej
-
Fory Wam daliśmy i tyle
a @ MasjeQ to oszust #tajniacy
-
-
-
