-
Postów
2 376 -
Wpisów na chatbox
0 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane
23 -
Darowizny
0.00 PLN
Treść opublikowana przez MaRiaN
-
"Przed wschodem słońca"... czyli o niezwykłym spotkaniu dwojga zwykłych ludzi. Pociąg do Wiednia. Studentka Celine, zirytowana głośną kłótnią małżeństwa obok siebie, przesiada się pare miejsc dalej. Tam siedzi chłopak – Jesse, („tak właściwie James, ale wszyscy mówią mi Jesse”). Rozpoczynają rozmowę, która będzie się toczyć w pociągu, a niedługo potem na ulicach Wiednia, przez całą noc... Powiem krótko – film wybitny. Wybitny w swej prostocie, zarówno pod względem scenariusza, aktorstwa i zabiegów technicznych. Jeśli ktokolwiek z Was, podobnie jak ja, tęskni za odrobiną romantyzmu, który jest nieco naiwny, ale zarazem ujmujący i magiczny, pokocha ten film całym sercem. Trudno mi nawet zacząć pisać o tym filmie – można o nim tak wiele powiedzieć, choć w bardzo krótki, bezpośredni i PROSTY (skoro już o prostocie mowa) sposób. Nie znajdziecie tu wartkiej akcji, nie będzie wybuchów, ani szybkich ruchów kamerą, dzięki którym nie będziecie się nudzić. Nie będzie też seksu w toalecie na dobry początek znajomości (co jest ostatnio bardzo popularnym wątkiem w kinie. Daleko nie trzeba szukać - „Sex Story” czy „To tylko seks”). Jeśli chodzi o akcję, jest ona banalna. Dwoje ludzi zaczyna rozmowę w pociągu, kontynuuje ją na ulicach Wiednia. I tyle. Cały kunszt tego filmu, jego magia nie polega nawet na tych wszystkich słowach, które padają między nimi. A pada ich wiele, na różne tematy – śmierci, feminizmu, marzeń, lęku, miłości, byłych partnerów, seksie. Najistotniejsze są te drobne gesty, którymi obdarzają się główni bohaterowie; ich ukradkowe spojrzenia (scena w budce z płytami), gdy myślą, że to drugie nie patrzy (w moim odczuciu najpiękniejszą sceną filmu jest próba odgarnięcia włosów Celine przez Jessego w tramwaju). Właśnie te gesty i spojrzenia, sprawiają, że nie nudzisz się ani przez chwilę w trakcie oglądania tego półtoragodzinnego filmu. Myślę, że nie przesadzę, jeśli napiszę, że rozwijające się, w ten sposób, między nimi uczucie zapiera dech w piersiach. Przynajmniej w kilku scenach, jeśli nie w całym filmie. Ethan Hawke i July Delpy stworzyli absolutnie fantastyczny duet. Szczególnie dobrze patrzy się na Ethana, który gra raczej nieśmiałego, mocno zadurzonego chłopaka w nowo poznanej dziewczynie, który wpada na szalony pomysł. Jego postać ewoluuje. Na początku jest zawstydzony, nieco „nieogarnięty”, bardzo gadatliwy. Poznajemy go coraz bardziej, wiemy, że jest romantykiem, nawet jeśli sam nie chce się do tego przyznać. Z opisu, może wynikać, że to bajkowa postać, nierealna w dzisiejszym świecie. Ale, w miarę rozwoju filmu, widzimy też jego uprzedzenia czy nawet brak tolerancji, jego dziecinność. Dlatego uważam,że to postać nietuzinkowa – Ethan Hawke stworzył bohatera pozytywnego, dającego się lubić ale nie bez drobnej rysy wad, dzięki czemu postać nie wydaje się być nierealna. Oglądając ten film (zwracam się tutaj szczególnie do Pań) nie pomyślicie „takich facetów już nie ma”. Jest całkiem normalny i zwyczajny. Jesse to po prostu chłopak z pociągu, który ma swoje zalety, wady i historię... Mam problem z Julie Delpy, której aktorski dorobek nie jest mi dobrze znany, ale widziałam ją w filmie „Dwa dni w Paryżu” i jej postać wydaje mi się być niemalże identyczna z ta graną w „Przed zachodem słońca”. Co nie zmienia faktu,że uroczo jest patrzeć,jak Celine zakochuje się w Jesse. Należy tez zwrócić uwagę na plenery. Wiedeń, jedna z najpiękniejszych stolic europy, jest tutaj odpowiednio wyeksponowana, ale nie przytłacza. Kamera jest tak poprowadzona, żeby pokazać,że jesteśmy w wyjątkowym miejscu, ale nie zbacza z najważniejszego toru, jakim są główni bohaterowie i ich wędrówka. Oglądając film Richarda Linklatera, podświadomie czuje się ,że jest to wędrówka bardziej w głąb wzajemnego poznania się dwojga bohaterów, niż miasta samego w sobie. Pomimo urody Wiednia, jest on tylko ozdobnikiem. Dla potwierdzenia mojego zachwytu dodam jeszcze, że jest to film, który zdobył Srebrnego Niedźwiedzia i nominację do Złotego Niedźwiedzia na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym W Berlinie (Berlinale). Raz jeszcze, gorąco polecam, wszystkim romantykom i nie romantykom. Tym, co są w związku i tym, co o takim marzą, a nawet tym, którzy jakiś niedawno zakończyli. Nic tak nie dodaje otuchy, jak odrobina nadziei i magii, która płynie do nas prosto z ekranu:) Autor: Czarna1310 Źródło: hitosfera.com
-
"A czy Ty ożywiłeś swoją kobietę?" - Tak, jak nową koncepcją w ukraińskich sklepach papierniczych są zeszyty z okładkami, na których widnieje żołnierz Armii Czerwonej, który patrząc znacząco, pyta: „A czy Ty odrobiłeś zadanie domowe?”, tak nową koncepcją filmową jest zombie romans Scotta Davida Russella zatytułowany „Świeże zwłoki”. Sam tytuł i koncepcja zachęcają do obejrzenia filmu. A co po naciśnięciu guzika „play”? Przez pierwszą część filmu na wszystkie sposoby starają się nas nie uśpić Steve Sandvoss (jako Nicholas), Nicole Vicius (jako Sophia), Guillermo Diaz (jako Henry) i Tessa Thompson (jako Liz). Przyznam, że ich początkowe ekranowe wyczyny nie zachęcały mnie do dalszego oglądania filmu, a raczej skłaniały do obawy, że oto przed moimi oczami jawi się kolejny „Zmierzch” bądź „Pakt milczenia”. Jednak do czasu… Nasi czterej bohaterowie to studenci medycyny (Nicholas i Henry) i sztuk pięknych (Sophia i Liz). Naukowiec Nicholas ugania się za surrealistką Sophią. Nijaki medyk Henry dobrał się już do tyłka Liz. Pewnej pięknej nocy słodka czwórka wybiera się na wypoczynek do domu nad jeziorem. Na szczęście kierownikiem imprezy nie będzie maczeta w rękach czubka. Film dłuży się nadal. Dłuży się do momentu gdy Sophia pełna satysfakcji z tego, że Nicholas jest jej drugą połówką, postanawia się przespacerować. Na jej nieszczęście przekracza ona granicę życia i śmierci w bliskim spotkaniu z jeziorem. Jednak Nicholas opracował specyfik dający nieśmiertelność. Jest tylko jeden szkopuł, specyfik działa przez 8 minut… „A co Ty byś zrobił, gdyby najdroższa Ci osoba potrzebowała pomocy” – pyta wielokrotnie Nicholas kolejne ofiary, z których hormonu może stworzyć następną dawkę leku dla Sophie, kolejną, nieskuteczną dawkę działającą 8 minut. Fatalizmu dodaje to, że aby wszczepić ukochanej hormon, Nick musi ją zabijać. Ot taka kryzysowa narzeczona. Ile jednak można wytrzymać takie działanie? Ile razy można zabić najbliższą sobie osobę, by móc ją ożywić za pomocą hormonu pobranego od zabijanych kobiet (przecież kiedyś te kobiety się skończą)? Nicholas po drugim morderstwie wydaje się być personifikacją samochodu brnącego 200 km/h, nie widząc niczego prócz celu, niczego prócz ożywienia narzeczonej. Czasem jednak przy takiej prędkości można się wykoleić robiąc ze swego mózgu surrealistyczną wizję. Nie lubię romansów w żadnym wykonaniu. Romanse uznaję za marnowanie taśmy filmowej, a oglądanie tych hybryd za stratę czasu. Russel sięgając po inną koncepcję przetrzymał mnie przy ekranie do ostatniej minuty. Niestety czułem się jak koń w munsztuku. Nie ruszyła mnie romantyczna nekrofilia, ani przysłowiowa walka z wiatrakami. Jednak wolałbym by napalone gimnazjalistki oglądały „Świeże zwłoki” aniżeli „Zmierzch”. Dlaczego? Ponieważ „Świeże zwłoki” przedstawiają nam jakieś dylematy, co prawda nie na sposób wybitny (spowodować wymuszony poród u przyjaciółki czy palnąć jej w łeb?), ale lepsze już to niż udawana lewitacja i rzucanie zaklęć. Co dały mi „Świeże zwłoki”? Mimo tytułu, nie zostałem wybitnie obrzydzony, dlatego też tytuł uznaję za chwyt reklamowy. Choć tytuł przynajmniej pasuje do treści a nie tak jak w filmie „Za ścianą” Paula Schneidera. Nowa, odważna koncepcja, którą nazwałbym zombie romansem, jeszcze może się sprawdzić. Może u Russella, może u kogoś innego. W każdym bądź razie reżyser i scenarzysta „Exquisite Corpse” nie będzie przeze mnie szybko zapomniany. Artystyczne ukazanie skazania na porażkę człowieka walczącego ze śmiercią zasługuję na ocenę 6,5 na 10. Autor: Michał Kucal Źródło: hitosfera.com
-
Marzeniem każdego mężczyzny jest, by jego dziewczyna była super laską. Ale nie każdy facet jest umięśnionym macho, bogatym biznesmenem, znawcą win, czy nawet wybitnym naukowcem. Grono płci męskiej to tzw. przeciętniacy, którzy nieraz przytłoczeni własnymi kompleksami, nie wierzą w swoje szanse u kobiet. Nie biorą pod uwagę, że za każdą, nawet najpiękniejszą fasadą, kryje się zwykle również przeciętna dziewczyna. O tym jak zmierzyć się z własnymi niedoskonałościami i przeistoczyć się z szaraka „na 5” w prawdziwego mężczyznę na „mocne 10” przede wszystkim w swoich oczach jest komedia Jima Smitha "Dziewczyna z ekstraklasy". Kirk (Jay Baruchel) – nad wyraz grzeczny i uprzejmy w stosunku do wszystkich chłopak – pragnie wrócić do swojej byłej dziewczyny, Marnie. Zerwał z nią dwa lata wcześniej. Aktualnie Marnie jest niemal adoptowana przez jego mało rozgarniętą rodzinę oraz jest już zajęta. Kirk, oprócz ponownego zejścia się z Marnie, ma jeszcze jedno marzenie: chce zostać pilotem. Niestety, choć pracuje na lotnisku jako ochroniarz przy odprawach, to brak mu na tyle wiary w siebie, by dążyć do upragnionego celu. I wtedy na jego drodze pojawia się pewna siebie i niezwykle seksowna Molly (Alice Eve), która od pierwszego spotkania sprawia, że Kirk przestaje zachowywać się jak godny pożałowania idiota. W filmie takim jak "Dziewczyna z ekstraklasy" spore znaczenie ma na pewno dobór głównych bohaterów, szczególnie od strony wizualnej. Myślę, że zdecydowana większość mężczyzn oglądając Alice Eve w sukienkach podkreślających jej kształty czy wręcz w samej bieliźnie uzna ją za atrakcyjną kobietę. Natomiast Jay Baruchel jest faktycznie przeciętny: spory nos, odstające uszy oraz sylwetka patyczaka sprawiają, że aktorowi daleko choćby do takiego Brada Pitta. Udało się zatem podkreślić niedopasowanie tej dwójki tworząc w efekcie wiele scen komicznych. Ponadto Baruchel ma już za sobą drugoplanowe role w takich komediach jak "Jaja w tropikach" czy "Wpadka". Jednakże główne powody do śmiechu przysparzają postacie drugoplanowe. Szczególnie zapadli mi w pamięć poczciwy, i na pozór mało rozgarnięty, Devon, przyjaciółka Molly – Patty, oraz przyjaciel Kirka – dawca „złotych rad”, czyli Stainer. W tych bohaterów wcielili się wielce wiarygodnie Nate Torrence ("Dziewczyna mojego kumpla"), Krysten Ritter ("Wyznania zakupoholiczki", "27 sukienek"), T. J. Miller ("Idol z piekła rodem"). "Dziewczyna z ekstraklasy" zapowiada się na głupawą komedię w stylu "American Pie": przez pierwsze 15-20 minut filmu nie brak tu idiotycznych dialogów, sytuacji, odgłosów wydawanych przez samych aktorów, a także odwołań czysto seksualnych. Wszystko to w celu rozbawienia widza. Nie jest to jednakże typ poczucia humoru, który mi odpowiada. Na szczęście, od sceny meczu hokejowego, film zmierza lekko w stronę komedii romantycznej, nie gubiąc jednocześnie pierwotnego humoru. Nie wszystkim przypadnie on do gustu, dla niektórych pewne sceny mogą się okazać nawet niesmaczne. Mimo to dzięki temu "Dziewczyna z ekstraklasy" zachowuje równowagę między romantyzmem a dość przaśnym dowcipem. To właśnie przez ten zabieg film nadaje się do oglądania z chłopakiem czy kumplem, bez konieczności późniejszego wysłuchiwania narzekań typu: „Kobieto, do czego Ty mnie zmusiłaś!”. Powiem więcej: zapewne niejeden facet, nawet jeżeli nie przyzna tego głośno, uzna tę komedię za pokrzepiającą męskie serca i podbudowującą męskie ego. Podsumowując, "Dziewczyna z ekstraklasy" to taka komedia romantyczna, która wbrew potocznym regułom gatunku, podnosi na duchu bardziej mężczyzn niż kobiety, gdyż to ku nim jest skierowana. Autor: Magdalena Idzik Źródło: hitosfera.com
-
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych i na początku następnej dekady w polskim kinie królowały gangsterskie komedie: Kiler, Chłopaki nie płaczą, Poranek kojota. Potem przyszła kolej na komedie romantyczne, a gangsterzy trochę spadli z piedestału. Jednakże w 2007 roku udało się wyprodukować obraz, który trafił do kin, a mający na celu ukazanie kulisy mafii pruszkowskiej. Efekty można podziwiać w filmie Świadek koronny. Niestety, mimo że hasła reklamowe obwieszczają, iż opowiedziana historia została zainspirowana faktami, to właśnie najbardziej brak temu obrazowi autentyczności. Marcin – przystojny i znany dziennikarz śledczy – poszukuje prawdy o eksplozji bombowej na wyścigach konnych sprzed trzech lat. Niewinną ofiarą wybuchu została kobieta w zaawansowanej ciąży. Nigdy nikomu nie postawiono zarzutów o zabójstwo w tej sprawie. Według najnowszych ustaleń Marcina za tymże czynem stoi Jan Blaszkowski „Blacha” – wtedy gangster mafii pruszkowskiej, a teraz najważniejszy i najpilniej strzeżony świadek koronny w Polsce. Marcin, wraz ze swoją operatorką – Iwoną, wyrusza nowoodkrytym tropem. Jego celem wydaje się być przeprowadzenie wywiadu z Blachą, który miałby być spowiedzią wielkiego gangstera. Tak naprawdę intencje Marcina są bardziej osobiste niż to się komukolwiek wydaje. Główny problem Świadka koronnego leży w tym, że film ani trochę nie należy do aktorów promowanych przez producenta: Pawła Małaszyńskiego i Urszuli Grabowskiej. Po pierwsze nie mają prawie nic do zagrania. Po drugie, w większości scen, jak już pojawiają się na ekranie, stosują się do słów filmowego Marcina z jednej z początkowych scen: „Jest jedna zasada: nie okazuj uczuć”. Świadek koronny w całości należy do Roberta Więckiewicza, wcielającego się w nawróconego gangstera, i towarzyszących mu aktorów grających również warszawski półświatek: Szymona Bobrowskiego, Andrzeja Zielińskiego, Andrzeja Grabowskiego, Alicji Dąbrowskiej. Niestety, producenci filmu, zamiast iść w stronę bezkompromisowego i brutalnego obrazu polskiej mafii, woleli dodać romansowe wątki mające chyba na celu przyciągnięcie damskiej widowni rozpływającej się nad przystojnym Małaszyńskim. Ale nawet najwierniejsze fanki będą rozczarowane brakiem głębi postaci w jaką przyszło wcielić się aktorowi. Dwie, nieprzystające do siebie, rzeczywistości filmowe w Świadku koronnym powodują, że tam, gdzie obraz powinien wzruszać, widz zaczyna zadawać sobie pytanie: o co właściwie w tym chodzi? A chodzi o to, że twórcy obrazu nie mogli się zdecydować, czy film puszczony na wielkim ekranie ma być kryminalno-sensacyjny czy melodramatyczny z mafią w tle. Osobiście radzę po prostu pominąć tę produkcję i od razu przejść do dobrego serialu "Odwróceni" z tymi samymi bohaterami i aktorami, ale bez bonusu dla fanek Magdy M. Autor: Magdalena Idzik Źródło: hitosfera.com
-
Nie wiemy, w jakim mieście toczy się akcja. Nie wiemy, jaki jest dzień tygodnia czy miesiąc. Nie wiemy, jakie są imiona dwóch głównych (i jedynych) bohaterów tego filmu. Wiemy tylko, że rozmowa toczy się w mieszkaniu w biednej dzielnicy między Czarnym, który jest byłym więźniem - chrześcijaninem, a Białym - profesorem, ateistą. Mimo iż wszystko ich dzieli - wykształcenie, historia, podejście do życia - od samego początku jest to dyskusja między dwoma szanującymi się ludźmi. Gdyby spotkali się w bardziej dogodnych okolicznościach, mogliby się zaprzyjaźnić. Można powiedzieć, że Czarny reprezentuje Światło. Wiarę w Boga, która jest otoczona przez brud, nałogi, biedę. Jednakże, pomimo notorycznego wystawiania jej na próbę przez okrucieństwa tego świata, jest ona stała i niezachwiana. Sam jej wyznawca, nie jest wzorem do naśladowania. Dokonał czynów, które według religii chrześcijańskiej są traktowane jako grzech, czyny potępione. Sam Czarny mówi, że słyszał Boga (dzięki temu się nawrócił). Stąd jego pewność, że jest On wszędzie i zawsze. Bez przerwy. Całkowicie odmienne podejście do wiary reprezentuje Biały. To człowiek wykształcony, elokwentny, nie odnajdujący pociechy w religii. Jest on zmęczony, czuje się osaczony, chce zakończyć swoje życie, ponieważ tęskni za nicością. Za świętym spokojem. Bóg to dla niego byt, który przy całych swoich możliwościach, stworzył świat takim, jaki on jest. Ohydnym, brudnym i złym. Film nakręcony na podstawie sztuki teatralnej Cormaca McCarthy (którego można kojarzyć dzięki adaptacjom takich jego książek jak np. "To nie jest kraj dla starych ludzi"), jest dziełem wybitnym. Cała akcja filmu toczy się w jednym pokoju, a jednak jest ona bardzo wciągająca. Ogląda się ją z zapartym tchem. Dzieje się tak przede wszystkim ze względu na fantastyczne kreacje aktorskie Tommy Lee Jonesa i Samuela L. Jacksona. Choć można ich kojarzyć z ról w bardziej efektownych i kasowych produkcjach hollywoodzkich, świetnie poradzili sobie w oddaniu charakterów swoich postaci w tak skromnej i minimalistycznej produkcji. Szczególny zachwyt może wzbudzać monolog Białego pod koniec filmu, w którym Tommy Lee Jones pokazuje cały mrok swojej postaci. Co bardziej interesujące i na co należy zwrócić uwagę to to, że sytuacja między bohaterami nie jest tylko i wyłącznie rozmową dwóch osób. Czasem, przeradza się ona w coś bardziej metafizycznego - można odnieść wrażenie, że to co mówi Czarny do Białego to tak naprawdę wewnętrzny dialog jednego człowieka - między tym co w nim depresyjne i mroczne a tym, co w nim "jasne". Należy tutaj wspomnieć o pracy kamery i montażu, które eksponują aktorskie popisy. Gdy dialog jest dynamiczny, a wymiana zdań szybka - Tommy Lee Jones (będący reżyserem i producentem tego filmu) zastosował montaż twardy, ukazując na przemian ujęcia Czarnego z ujęciami Białego, aby podkreślić tempo rozmowy. Podczas monologu Białego, kamera robi panoramę, wodzi za postacią, gdy Czarny siedzi w centralnym miejscu pokoju. Taki sposób prowadzenia kamery podkreśla osaczenie, w jakim znalazł się człowiek wierzący, słuchający pozbawionego nadziei ateisty. Czarny kuli się na krześle, słuchając ponurych słów człowieka, dla którego jedynym ukojeniem jest śmierć. Podsumuję to, co wyżej napisane bardzo krótko. Polecam ten film, ponieważ dawno nie nakręcono tak skromnego w formie, a tak bogatego w treść dramatu. Autor: Czarna1310 Źródło: hitosfera.com
-
Uwielbiasz filmy fantasy, gdzie można znaleźć dużo magii? Nie? To może czarne komedie? A może po prostu filmy o miłości? Jeżeli chociaż raz na któreś z powyższych pytań odpowiedziałaś tak i jeszcze do tej pory nie obejrzałaś Totalnej magii to sięgnij po nią natychmiast! Zbliżające się wielkimi krokami Andrzejki to świetna okazja, by za pomocą tej produkcji wprowadzić się w odpowiedni nastrój. Sally i Gillian są siostrami, ale dość niezwykłymi, gdyż obie są również czarownicami. Sally nigdy nie chce się zakochać. Gillian nie może się doczekać chwili, w której zakocha się po raz pierwszy. Po śmierci rodziców, dorastając w domu zwariowanych ciotek, zgłębiają tajniki magii, a także poznają historię rodu Owenów, do którego należą. Ciocie przekazują im opowieść o pierwszej wiedźmie w ich rodzinie – Marii, która w chwili rozpaczy wypowiedziała życzenie, aby już nigdy żaden mężczyzna nie złamał serca kobiecie, w której żyłach płynie jej krew. Nie przewidziała, że to, co miało przynieść szczęście, stanie się przekleństwem. Odtąd każdy mężczyzna zakochujący się w kobiecie z rodu Owen musi umrzeć. Tylko śmierć daje pewność, że nie popełni on czynu, który zrani uczucia kochającej go kobiety. Jak widać, Sally i Gillian mają powody, by wypowiadać życzenia o miłości. Czy, już jako dorosłym kobietom, uda im się pokonać ciążącą nad ich rodem klątwę? Jedno jest pewne – nikt nie powiedział, że będzie to łatwe. Przede wszystkim muszę podkreślić rzecz najważniejszą: w tym filmie nie ma słabych ról. Każda postać, nawet taka, która na ekranie pojawia się jedynie na minutę, odegrana jest znakomicie. Oczywiście wszystko zawdzięczamy gwiazdorskiej obsadzie oraz doskonałemu scenariuszowi opartemu na powieści Alice Hoffman o tym samym tytule. Niezwykle seksowna w tym filmie Nicole Kidman wcieliła się w mniej odpowiedzialną Gillian. Sandra Bullock zagrała pragnącą normalności Sally. Obie wypadły w swych kreacjach perfekcyjnie. Również aktorzy drugoplanowi zapadają na długo widzowi w pamięć: Dianne Wiest (Strzały na Broadwayu; Spokojnie, tatuśku) i Stockard Channing (Szósty stopień oddalenia) w rolach ukochanych, choć zdziwaczałych, ciotek-wiedźm; Goran Višnjić (Na samym dnie; Spartakus) jako brutalny i demoniczny kochanek Gillian; przystojny Aidan Quinn (Pochowaj me serce w Wounded Knee) grający chodzący ideał Sally. Warto również nadmienić, że w jednej z pierwszych w swoim życiu ról wystąpiła tu Evan Rachel Wood (Co nas kręci, co nas podnieca) – świetnie się spisała jako jedna z córek Sally: mała czarownica rzucająca urok bez mrugnięcia okiem czy wyczuwająca zło siódmym zmysłem. Nie ukrywam, że Totalna magia to film przede wszystkim dla kobiet o kobietach, z kobietami w rolach głównych. Doskonała pozycja na babski wieczór, który czasem zyskuje miano… sabatu czarownic. Początkowo was rozmarzy i wzruszy. Potem nastąpi zwrot o 180 stopni i można się skryć pod kocem, by finalnie wybuchnąć gromkim śmiechem i wypić margaritę o północy. Autor: Magdalena Idzik Źródło: hitosfera.com
-
2005-2007: Original Doll & Blackout Wokalistka w 2005 roku rozpoczęła pracę nad albumem Original Doll, który nigdy nie ujrzał oficjalnie światła dziennego (mimo to znamy około 10 utworów pochodzących z tej płyty). Britney, wbrew wytwórni, zaprezentowała pierwszy singiel z owej płyty pt. "Mona Lisa" w radiu KISS.FM w Los Angeles. Później prace nad nim zostały przerwane, ponieważ Spears dowiedziała się, że jest w ciąży. Wokalistka wówczas zawiesiła swą karierę muzyczną oddając się macierzyństwu. 14 września 2005 roku urodziła swojego pierwszego syna, Seana Prestona Federline. W listopadzie 2005 pojawiła się pierwsza składanka remiksowych wersji piosenek Britney, B in the Mix: The Remixes. Wystąpiła również w roli sekretarki Amber-Louise, w serialu Will & Grace. Dwa miesiące później pozowała nago w ciąży dla Harper's Bazaar. 12 września 2006 piosenkarka urodziła drugiego syna – Jaydena Jamesa Federline. 7 listopada 2006 złożyła pozew rozwodowy, podając za powód "różnice nie do pogodzenia" między małżonkami[8]. Rozwód został orzeczony w lipcu 2007. Britney w międzyczasie przeżywała różne problemy osobiste, np. ogolenie głowy i atakowanie paparazzi z parasolką. W maju odbyła mini-trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych pod nazwą The House of Blues – The M+M's Tour. Pomimo że występy trwały zaledwie około dwudziestu minut, ceny biletów sięgały nawet 500 USD. 30 sierpnia 2007 roku amerykańskie stacje radiowe wyemitowały singel "Gimme More" – zwiastował on nadchodzący album – "Blackout". Singiel "Gimme More" wkrótce stał się najczęściej pobieranym utworem muzycznym w sieci. 9 września wystąpiła na gali MTV Video Music Awards 2007. Występ na tej gali miał być powrotem Britney na scenę i wzbudził ogromne zainteresowanie, przez co oglądalność gali była największa w jej historii – ponad 7 milionów widzów. 30 października 2007 roku Jive Records wydał piąty studyjny album Britney Spears – "Blackout". Album promowały single "Gimme More", "Piece of Me" i "Break the Ice". Krążek pomimo braku promocji sprzedał się w ponad trzech milionach egzemplarzy (stan na 2008 rok). Billboard (USA) oraz NRJ (Francja) uznały "Blackout" albumem roku 2007. Ponadto na gali MTV Europe Music Awards 2008 Britney otrzymała statuetkę m.in. w kategorii "Album of the year" za płytę Blackout. W grudniu 2007 zaczęła się spotykać z dziennikarzem, Adnanem Ghalibem. 2008-2009: Problemy osobiste, kuratela – Circus & The Singles Collection 3 stycznia 2008 Spears odmówiła oddania dzieci ich ojcu. Została hospitalizowana w Cedars-Sinai Medical Center po tym, jak przybyła do jej domu policja zauważyła, jakoby artystka była pod wpływem nielegalnej substancji. Następnego dnia zawieszono prawa rodzicielskie i przekazano wyłączną opiekę byłemu mężowi. 31 stycznia 2008 Spears trafiła na oddział psychiatryczny Ronald Reagan UCLA Medical Center i zatrzymana w celu rozpoznania psychiatrycznego. Sąd orzekł o ubezwłasnowolnieniu i tym samym tymczasowej kurateli nad piosenkarką. Kuratorami zostali ojciec Britney – Jamie Spears i prawnik Andrew Wallete[6]. W wyniku mają oni prawa do rozporządzania majątkiem artystki. Spears została wypuszczona z oddziału psychiatrycznego 6 lutego 2008; jej rodzice wyrazili zaniepokojenie w związku z tym. W następnym miesiącu Spears wystąpiła gościnnie w znanym amerykańskim serialu "Jak poznałem waszą matkę", w roli sekretarki Abby. Otrzymała pozytywne recenzje, a jej występ w serialu sprawił, że osiągnął on najwyższy wynik oglądalności. W lipcu 2008 piosenkarka odzyskała część praw do opieki nad dziećmi, w porozumieniu z prawnikami[. Prace nad szóstym studyjnym albumem Britney rozpoczęła w marcu, pół roku po wydaniu poprzedniego krążka. 7 września 2008 roku wygrała trzy statuetki MTV Video Music Awards w kategoriach: "Najlepszy żeński wideoklip" (Best Female Video), "Najlepszy wideoklip pop" (Best Pop Video) oraz w najważniejszej kategorii "Najlepszy wideoklip roku" (Video Of The Year) za teledysk do piosenki "Piece of Me". Ten spektakularny triumf często określany jest jako wielki powrót Spears do show-biznesu. 15 września wytwórnia Jive zapowiedziała, że szósty studyjny album piosenkarki będzie nosił nazwę "Circus". 26 września odbyła się premiera singla "Womanizer". Singiel niespełna kilka dni po premierze stał się numerem jeden m.in. w Australii, Kanadzie, Norwegii, Szwecji, Turcji oraz Polsce. Singiel ten jest pierwszym numerem jeden Britney w Polsce od 2000 roku. 15 października 2008 roku "Womanizer" ustanowił nowy rekord na amerykańskiej liście przebojów Billboard Hot 100 – piosenka awansowała z 96. pozycji na miejsce 1., gdzie utrzymała się przez tydzień. 6 listopada Britney zdobyła dwie statuetki na gali MTV Europe Music Awards 2008 w kategoriach Best Act 2008 (Najlepszy artysta roku 2008) oraz Album of the Year (Album roku) za płytę "Blackout". Na przełomie listopada i grudnia Britney dała serię występów w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Japonii w celu promocji swego najnowszego dzieła. 2 grudnia 2008 roku odbyła się premiera szóstego studyjnego albumu "Circus", który w pierwszym tygodniu w samych Stanach Zjednoczonych rozszedł się w nakładzie 505 tys. kopii, dzięki czemu płyta zadebiutowała na 1. miejscu na Billboard 200. Łączna sprzedaż albumu przekroczyła 6 mln egzemplarzy. Płytę promowały single Womanizer, Circus, If U Seek Amy, Radar, Unusual You i Out From Under. 3 marca 2009 r. rozpoczęła się trasa koncertowa The Circus Starring: Britney Spears. Objęła ona 97 występów na terenie Stanów Zjednoczonych, Kanady, Europy oraz Australii. Trasa zarobiła ponad 130 mln USD. 29 września 2009 r. został wydany singiel 3, który promuje płytę The Singles Collection. Piosenka zadebiutowała na szczycie amerykańskiej listy Billboard Hot 100. "The Singles Collection" sprzedało się w milionowym nakładzie. 2011: Femme Fatale Prace nad siódmym studyjnym albumem pt. Femme Fatale rozpoczęły się jeszcze w trakcie trwania promocji poprzedniego albumu Circus. Podczas europejskiej części trasy The Circus Starring: Britney Spears latem 2009 roku, artystka zawitała do studia nagraniowego w Szwecji, gdzie nagrała 4 utwory ("3", który możemy znaleźć na płycie The Singles Collection oraz "Criminal", "Up'n Down" i "He About To Lose Me", które znajdują się na płycie Femme Fatale). Początkowo, według pomysłu Britney, płyta miała posiadać brzmienie pop-rockowe. Britney nagrała płytę w owej wersji, chciano ją wydać w sierpniu 2010 roku, jednakże wytwórnia płytowa Jive Records nie wyraziła zgody na wydanie płyty w owej formie. Britney musiała zawitać do studia ponownie, aby nagrać płytę zgodną z wizją wytwórni. Nad jej ostatecznym brzmieniem pracowali m.in. Dr. Luke, Max Martin, The Outsyders oraz Xenomania. Premierę albumu poprzedziło wydanie pierwszego singla- "Hold It Against Me", który zadebiutował na pierwszym miejscu listy Billboard Hot 100 stając się tym samym czwartym "numerem jeden" artystki w Stanach Zjednoczonych i czyniąc ją drugim w historii artystą (po Mariah Carey), którego dwa kolejne single zdobyły szczyt tej listy[14]. Album Femme Fatale miał swoją premierę 29 marca 2011 roku[15]. Zdobył on szczyt listy sprzedaży w Stanach Zjednoczonych[16], Kanadzie i Australii oraz znalazł się w pierwszej dziesiątce nalepiej sprzedających się albumów w pozostałych krajach, z wyjątkiem Polski, gdzie został sklasyfikowany na 17 miejscu OLiS. W kwietniu 2011 roku Britney nagrała wraz z Rihanną remix piosenki S&M, który zdobył szczyt listy Billboard Hot 100, będąc tym samym piątym "numerem jeden" artystki w Stanach Zjednoczonych[17]. W maju został wydany drugi singel z albumu Femme Fatale- "Till The World Ends". Został on sklasyfikowany na 3 miejscu listy Billboard Hot 100. Utwór w ciągu tygodnia został odtworzony na stronie Billboard ponad 87 milionów razy, ustanawiając rekord liczby odtworzeń w całej 12-letniej karierze piosenkarki[18]. W czerwcu miał swoją premierę trzeci singel z albumu- "I Wanna Go". 4 marca 2011 roku Britney Spears potwierdziła, że latem zamierza odbyć pierwszą od dwóch lat trasę koncertową, promującą album Femme Fatale w Stanach Zjednoczonych[19]. Początkowo poinformowano, że ma być to wspólna trasa artystki i Enrique'a Iglesiasa, infromacja ta została jednak anulowana kilka godzin po jej opublikowaniu[20]. Trasa rozpoczęła się 16 czerwca występem w Sacramento i zyskała pozytywne opinie. Kryrtycy docenili, że podczas trwającej trasy artystka ograniczyła używanie playback'u na rzecz śpiewania na żywo, podkreślono także, że poziom tańca piosenkarki jest porównywalny do tego z lat jej świetności[21]. W ramach trasy koncertowej Femme Fatale Tour zaplanowanych jest prawie 70 występów w Ameryce Północnej, Europie oraz Azji. 15 czerwca 2011 roku magazyn Billboard podał informację o zamknięciu wytwórni Jive Records, dla której Britney nagrywała przez cały okres jej kariery. związku z tym faktem zdecydowana, że artystka przejdzie pod opiekę wytwórni RCA Records[22]. Single Hold It Against Me i Till the World Ends są kolejnymi numerami jeden w Polsce po sukcesie singla Womanizer z 2008 roku, a singel I Wanna Go dotarł do pierwszej piątki (miejsce 2). 11 października został wydany drugi album Britney zawierający remixy B In The Mixes: The Remixes Vol.2. 4 singlem z płyty Femme Fatale został utwór Criminal, do którego teledysk wzbudził wiele kontrowersji za sprawą aktów przemocy oraz erotycznych.
-
Britney Jean Spears (ur. 2 grudnia 1981 w McComb) – amerykańska wokalistka muzyki pop i dance, tancerka,aktorka i projektant mody. W lipcu 2011 roku wytwórnia Sony BMG ogłosiła, że sprzedała na całym świecie ponad 200 milionów płyt (albumy+single+dvd) i jest jedną z najlepiej sprzedających sie artystów w historii muzyki. Jest ósmą najlepiej sprzedającą się artystką w Stanach Zjednoczonych, piątą najlepiej sprzedającą się artystką muzyczną na świecie oraz najmłodszym artystą w historii muzyki, który osiągnął próg ponad 100 milionów albumów na calym świecie, w związku z tym wydarzeniem w 2010 roku otrzymała nagrodę Chopard Diamond Award za najlepiej sprzedającego się artystę muzycznego pierwszej dekady XXI wieku. Od początku muzycznej kariery została przez amerykańskie i światowe media ochrzczona mianem "księżniczki popu". Od 2003 roku posiada swoja gwiazdę w "Alei Gwiazd" w Hollywood. Wokalistka podczas ciągu 13 lat kariery muzycznej zdobyła ponad 350 prestiżowych nagród muzycznych, z czego 83 zdobyła w ciągu jednego roku. Wśród jej nagród najważniejsze z nich to: Grammy, Emmy, MTV Video Music Awards, MTV Europe Music Awards, American Music Awards, Billboard Music Awards, NRJ Music Awards oraz World Music Awards. Według strony internetowej MSN jest najbogatszą gwiazdą na świecie poniżej 30 roku życia oraz 5. najbogatszą piosenkarką wszech czasów, z majątkiem wynoszącym ponad 500 milionów dolarów. W 1993 roku Spears pojawiła się w telewizyjnym programie dla dzieci The Mickey Mouse Club. Po krótkim czasie Spears podpisała kontrakt z wytwórnią płytową Jive Records, która wydała jej debiutancki album "...Baby One More Time" w roku 1999. Olbrzymi sukces krążka uczynił ją ikoną muzyki oraz wpłynął na odrodzenie się popu w późnych latach 90. Życie prywatne Britney Spears urodziła się w McComb w Missisippi, a wychowywała w Kentwood w stanie Luizjana. Jej matka Lynne Irene była nauczycielką, a ojciec, Jamie Parnell budowniczym. Brat Britney, Bryan, pracuje jako manager i zarządza interesami rodziny Spears, natomiast jej młodsza siostra Jamie Lynn jest aktorką. Od roku 1999 Spears była związana z Justinem Timberlakiem. Związek zakończył się nagle w 2002 roku. Piosenkarka ma za sobą 2 małżeństwa: pierwsze ze swoim kolegą z dzieciństwa (zostało ono anulowane po 55 godzinach), drugie z Kevinem Federline'em (zakończone rozwodem), z którym ma dwójkę dzieci – Seana Prestona i Jaydena Jamesa. Po rozwodzie z Federline'em Britney postanowiła poświęcić się karierze muzycznej. Obecnie (od 2009 roku do teraz) jest związana ze swoim byłym managerem Jasonem Trawickiem. Kariera 1998-1999: ...Baby One More Time Pod koniec 1998 roku pojawił się pierwszy singiel Spears – "...Baby One More Time", dwa tygodnie później stacja MTV wyemitowała teledysk do utworu. Utwór jest największym sukcesem Britney w historii jej kariery, wspiął się na szczyty list przebojów m.in. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii i Japonii i Europie. Singiel znalazł się na liście najlepiej sprzedających się singli wszech czasów. Kilka miesięcy później w sklepach pojawiła się debiutancka płyta "...Baby One More Time", która zajęła 1. miejsce listy Billboard 200 w styczniu 1999. Krążek zdobył status diamentowej płyty w Stanach Zjednoczonych. Na całym świecie sprzedało się 37 mln kopii albumu. Album promowały światowe single nr 1: "...Baby One More Time", "(You Drive Me) Crazy" "Born to Make You Happy" oraz "Sometimes" i "From the Bottom of My Broken Heart". Britney promowała album na koncertach z cyklu Hair Zone Mall Tour, ...Baby One More Time Tour i Crazy 2K Tour. W kwietniu 1999 Spears pojawiła się w magazynie Rolling Stone. Fotografem był David LaChapelle. Okładka przedstawiała leżącą Britney, która rozmawia przez telefon i trzyma Tinky Winky. 2000: Oops!... I Did It Again[edytuj] W maju 2000 roku pojawiła się druga płyta Spears: "Oops!... I Did It Again". Album zadebiutował na 1. miejscu Billboard 200, w pierwszym tygodniu sprzedano aż 1.319.193 kopii zaś na całym świecie ponad 4.000.000 egzemplarzy. RIAA przyznała "Oops!... I Did It Again" diamentowy certyfikat dzięki osiągnięciu sprzedaży w Stanach Zjednoczonych na poziomie 10 mln egzemplarzy. By promować album Britney wyruszyła w światową trasę Oops!... I Did It Again World Tour. W czasie jej trwania artystka zatrzymała się w Nowym Jorku, by wystąpić na MTV Video Music Awards 2000. Podczas występu Spears zerwała czarny garnitur, aby odsłonić prowokacyjny strój w kolorze skóry z kryształkami, który spowodował sporo kontrowersji. Britney zdobyła dwie nagrody Billboard Music Awards za płytę Oops!... I Did It Again. Album promowały single Oops!... I Did It Again, Lucky, Stronger i Don't Let Me Be the Last to Know. Do utworu "When Your Eyes Say It" nakręcono teledysk, jednak ostatecznie zdecydowano się nie wydawać owej piosenki na singlu i zdecydowano o zakończeniu promocji krążka. Do tej pory sprzedano ponad 27 milionów egzemplarzy albumu "Oops!... I Did It Again"! 2001-2002: Britney, Crossroads Trzeci studyjny album wokalistki pt. "Britney" trafił na półki sklepowe w listopadzie 2001 roku. Album zadebiutował na pierwszym miejscu Billboard 200 sprzedając się w nakładzie 745 744 kopii podczas pierwszego tygodnia w samych Stanach Zjednoczonych. Sukces ten sprawił, że Spears jako pierwsza artystka w historii muzyki osiągnęła sukces trzech albumów, które debiutowały na pierwszym miejscu listy Billboard 200. By promować nowy album Spears wyruszyła w światową trasę Dream Within a Dream Tour w listopadzie 2001. Pierwszym singlem z płyty była utrzymana w klimacie R&B piosenka "I'm a Slave 4 U", która znacznie różniła się od dotychczasowych nagrań Britney. Krążek promowały również takie utwory jak: "Overprotected", "I'm Not a Girl, Not Yet a Woman", I Love Rock 'n' Roll', "Anticipating", "Boys" i "That's Where You Take Me". Album sprzedał się w ponad 15 mln egzemplarzy. W 2002 roku Spears zagrała główną rolę w filmie Crossroads, w którym wcieliła się w postać absolwentki szkoły średniej, która postanawia odnaleźć zaginioną matkę. Za grę w filmie Britney otrzymała Złotą Malinę, niemniej film zarobił ponad 60 mln USD. Dotychczasowy sukces zawodowy Spears został doceniony przez magazyn Forbes, który umieścił Britney na pierwszym miejscu w rankingu najpotężniejszych sław świata. 2003-2004: In the Zone & Greatest Hits: My Prerogative Britney razem z Christiną Aguilerą otworzyły galę MTV Video Music Awards 2003 piosenką "Like a Virgin". Podczas występu doszło do pocałunku wokalistek z Madonną, co wywołało ogromny skandal. Wydarzenie to zaliczane jest do najważniejszych momentów w historii VMA. 18 listopada 2003 roku pojawił się czwarty album piosenkarki – "In the Zone". Album promowany był singlem "Me Against the Music", który Britney wykonywała wspólnie z Madonną. Piosenka pozwoliła powrócić Spears na szczyty list przebojów po umiarkowanym sukcesie singli z jej poprzedniego krążka. Album znacznie różni się od wcześniejszych nagrań Britney, określany jest jako bardziej dojrzały, przesiąknięty erotyzmem. Spears w "In the Zone" zrezygnowała ze "słodkiego popu" na rzecz dance-popu, elektroniki i R&B. Drugim utworem promującym krążek był "Toxic", za który Britney otrzymała nagrodę Grammy. Trzecim singlem została ballada "Everytime", będąca odpowiedzią na utwór "Cry Me a River" Justina Timberlake'a. Teledysk wzbudził kontrowersje jeszcze przed emisją w telewizji, gdyż piosenkarka na końcu klipu odbiera sobie życie. Ze względu na fale krytyki, klip zmontowano ponownie. Czwartym singlem promującym "In the Zone" miała zostać piosenka "Outrageous", jednak podczas kręcenia teledysku Britney doznała kontuzji kolana. W związku z zaistniałą sytuacją Britney zmuszona była również przerwać światowe tournée The Onyx Hotel Tour promujące czwarty studyjny album piosenkarki. Odbyło się 55 koncertów na terenie Stanów Zjednoczonych, Kanady i Europy a 55 zostało odwołane. Zrezygnowano też z wydania kolejnych zaplanowanych singli – "Breathe on Me" i "(I Got That) Boom Boom". Sprzedano ponad 16 mln egzemplarzy "In the Zone". We wrześniu 2004 Britney wyszła za Kevina Federline'a. W listopadzie 2004 na rynku pojawiła się pierwsza składanka największych hitów Spears – "Greatest Hits: My Prerogative". Krążek promowały single "My Prerogative" i "Do Somethin'. Album okazał się ogromnym sukcesem – sprzedano ponad 10 mln egzemplarzy składanki.
-
Inna, właśc. Elena Alexandra Apostoleanu (ur. 16 października 1986 w Mangalii) – rumuńska piosenkarka muzyki dance. Życiorys Zachęcona przez rodziców zaczęła śpiewać już w dzieciństwie. Od 8. roku życia rozwijała swoje możliwości wokalne regularnymi lekcjami. Ukończyła Wyższą Szkołę Ekonomii w Konstancy, a następnie Wydział Nauk Politycznych na tamtejszym uniwersytecie. Jej pierwszy singel "Hot" został wyprodukowany w 2008 roku, przy współpracy z trzema producentami z grupy Play & Win: Radu Bolfeą, Sebastianem Barakiem i Marcelem Botezanem. Na Sopot Hit Festiwal w 2009 piosenka zajęła drugie miejsce w konkursie na zagraniczny hit lata. Pod koniec listopada 2009 Inna wydała świąteczny singel "I Need You for Christmas". Drugim singlem promującym album wokalistki Hot jest "Déjà Vu", z kolei trzecim "Love". Dwukrotnie otrzymała nagrodę w kategorii najlepszy artysta Rumunii i Mołdawii podczas gali European Music Awards kanału MTV. Nagrody Sopot Hit Festiwal 2009: II miejsce z piosenką Hot, XX miejsce z piosenką Love i LVI miejsce z piosenką Deja vu MYV European Music Awards 2009: I miejsce w kategorii najlepszy artysta rumuński i mołdawski Eska Music Awards 2010: I miejsce w kategorii artysta roku – świat MTV European Music Awards 2010: I miejsce w kategorii najlepszy artysta rumuński i mołdawski VIVA Comet Awards 2011: nagroda specjalna za całokształt twórczości
-
Hahaha, kartony rządzą :D
-
Jurij Kariakin, jeden z ideologów gorbaczowowskiej pieriestrojki i współtwórca stowarzyszenia Memoriał, zmarł w piątek w Moskwie po długiej i ciężkiej chorobie - poinformowała w sobotę jego rodzina. Miał 81 lat. Kariakin był filozofem, krytykiem literackim i publicystą. Szczególnie ceniono go za prace na temat twórczości Fiodora Dostojewskiego. Pisał też o Aleksandrze Sołżenicynie i Włodzimierzu Wysockim. Szerokim rzeszom czytelników znany jest jednak przede wszystkim z odważnych publikacji w pismach "Znamia" i "Ogoniok" w schyłkowym okresie ZSRR. Wielki szacunek zdobył sobie także wystąpieniami w obronie praw człowieka. Był bliskim współpracownikiem Andrieja Sacharowa, z którym w 1989 roku założył Memoriał, organizację pozarządową broniącą praw człowieka i dokumentującą stalinowskie zbrodnie. W najnowszej historii Rosji zapisał się również wieloma emocjonalnym wypowiedziami. Komentując zwycięstwo nacjonalistycznej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR) Władimira Żyrinowskiego w wyborach do Dumy Państwowej, niższej izby rosyjskiego parlamentu, w 1993 roku (zdobyła wtedy 24 proc. głosów), Kariakin zawołał przed kamerami państwowej telewizji Ostankino (dzisiejszy Kanał Pierwszy): "Rosjo! Ty oszalałaś!". Przy innej okazji zauważył, że "wchodzenie na grabie jest sportem narodowym Rosji". Kariakin zostanie pochowany we wtorek na cmentarzu w Pieriediełkinie, słynnym osiedlu pisarzy koło Moskwy. Źródło: onet.pl
-
W wydanej właśnie we Francji książce popularny filozof i publicysta Bernard-Henri Levy twierdzi, że to właśnie on przekonał prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego do dyplomatycznego i militarnego zaangażowania się Francji w konflikt libijski. Książka pt. "La Guerre sans l'aimer" zaangażowanego intelektualisty, nad Sekwaną nazywanego w skrócie od inicjałów BHL, opowiada o kulisach podjęcia przez Francję i jej koalicjantów decyzji o interwencji przeciw Muammarowi Kaddafiemu. Według relacji francuskich mediów, Levy, w nieoficjalnej roli dyplomaty, odegrał kluczową rolę w wystąpieniu Paryża przeciw libijskiemu dyktatorowi. Namawiał prezydenta Sarkozy'ego, aby ten uznał w marcu br. Narodową Radę Libijską za jedynego prawomocnego przedstawiciela tego państwa. Francja była pierwszym krajem, który podjął taką decyzję, co wywołało operację dyplomatyczną, a potem militarną państw zachodnich przeciw dyktatorowi. W nowej książce, opublikowanej w tym miesiącu, Levy opowiada szczegółowo o swoich podróżach do Libii i o tym, jak był nieoficjalnym pośrednikiem w rozmowach między opozycją libijską a prezydentem Francji. Cytuje też swoje wielokrotne rozmowy z Sarkozym w gorącym okresie "arabskiej wiosny". Levy twierdzi, że po pierwszych rozmowach na własną rękę z przeciwnikami Kaddafiego zadzwonił do Sarkozy'ego, proponując mu "przywiezienie" do Francji delegacji Narodowej Rady Libijskiej. Według BHL, szef państwa zgodził się przyjąć tych wysłanników bez wahania, a następnie - także - za namową filozofa uznał oficjalnie Narodową Radę Libijską. Autor książki opowiada też, jak Francja dostarczała powstańcom uzbrojenie, m.in. wyrzutnie pocisków rakietowych i kałasznikowy. Levy tłumaczy, dlaczego powstańcy libijscy obdarzyli go od razu zaufaniem, choć wcześniej zupełnie go nie znali. Jeden z nich miał powiedzieć autorowi: "Ma Pan oczy szlachetnego człowieka (...). I coś mi powiedziało, że jeśli Pan tu jest, to znaczy że chce tego Bóg". Filozof nie ukrywa braku zaufania do szefa francuskiej dyplomacji Alaina Juppego. Przyznaje, że w trakcie swojej rozmowy z Sarkozym 7 marca zalecał mu, aby trzymał ministra spraw zagranicznych daleko od wpływu na kwestię libijską. Intelektualista twierdzi, że jeszcze na początku marca Juppe sprzeciwiał się interwencji w Libii i że stał się jej gorącym obrońcą dopiero po przyjęciu przez ONZ rezolucji w tej kwestii. Juppe dość ironicznie skomentował zawarte w książce zarzuty znanego filozofa. - Jeśli on myśli, że zbawił Libię, to dlaczego nie miałby teraz ocalić Syrii? - powiedział Juppe w wywiadzie dla radia RTL. Dodał, że "jest bardzo użyteczne mieć intelektualistów, którzy poświęcają się dla szlachetnej sprawy". Książkę niezwykle popularnego za sprawą występów w mediach intelektualisty przyjęto z ogromnym zaciekawieniem. Nawet niezbyt przyjazne mu nadsekwańskie media zgadzają się, że lektura jest pasjonująca i przypomina thriller połączony z powieścią szpiegowską. Nie brak jednak zastrzeżeń wobec autora. Przychylnego książce recenzenta dziennika "Les Echos" irytuje pisarska maniera Levy'ego, polegająca na egzaltacji i ciągłym eksponowaniu swojej osoby w relacjach z opisywanych zdarzeń. Gazeta nazywa filozofa "asem autoreklamy" i ironizuje: "Jeszcze raz ten człowiek idzie samotnie w białej rozpiętej koszuli pod artyleryjskim obstrzałem niczym św. Sebastian (męczennik) ds. prawa do międzynarodowej ingerencji". Gazety nie podważają wprawdzie ważnej roli dyplomatycznej filozofa, ale wyrażają wątpliwości, czy nie "podkoloryzował" on opisu wydarzeń. Prasa zastanawia się także, jak to się stało, że w demokratycznej Francji dyplomacją w tym kluczowym momencie nie kierował szef MSZ, ale bardzo medialny intelektualista. Ze względu na swoje wpływy i koneksje w środowisku politycznym, medialnym i biznesowym 63-letni Bernard-Henri Levy jest uważany jest za jednego z najbardziej wpływowych ludzi we Francji. Jednocześnie uznaje się go od dawna za postać bardzo kontrowersyjną, która ma wielbicieli, ale i zaciętych przeciwników. Zaangażowany w obronę praw człowieka na świecie Levy od lat przemierza odległe zakątki globu, publikując książkowe relacje z tych podróży. Wielu specjalistów i naukowców zgłasza jednak wątpliwości co do przedstawianych tam faktów, zarzucając nawet autorowi świadome zmyślanie niektórych zdarzeń. Źródło: onet.pl
-
Jako przewodniczący kościelnej komisji konkordatowej deklaruję wolę dialogu z rządem na temat przekształcenia Funduszu Kościelnego - podkreślił metropolita lubelski i były sekretarz Episkopatu abp Stanisław Budzik. Premier Donald Tusk oświadczył w piątkowym exposé, że potrzebna jest dyskusja nad emerytalnym zabezpieczeniem duchownych, którzy powinni być objęci powszechnym systemem ubezpieczeń społecznych. Dodał, że chodzi o świadczenia, obecnie finansowane przez państwo za pomocą Funduszu Kościelnego. - Ustały przesłanki dla tego dzisiejszego rozwiązania i duchowni powinni uczestniczyć w powszechnym systemie ubezpieczeń społecznych - powiedział premier. - Mówiąc o powrocie duchownych do powszechnego systemu emerytalnego, pan premier miał zapewne na myśli tych księży, zakonników, siostry zakonne, którzy nie mają umowy o pracę, a których ubezpieczenie jest wspierane przez Fundusz Kościelny. Korzystają z tego duchowni wszystkich związków wyznaniowych, mimo że fundusz powstał w związku z przejęciem przez komunistyczne państwo dóbr należących do Kościoła katolickiego - powiedział abp Budzik. Przypomniał, że Fundusz Kościelny został powołany na mocy ustawy z 20 marca 1950 roku o przejęciu przez państwo tzw. dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego. Ustawę, która - jak podkreślił metropolita lubelski - nadal obowiązuje, podpisali: Bolesław Bierut i Józef Cyrankiewicz. - Fundusz Kościelny jest instytucją anachroniczną. Dlatego Episkopat postuluje jego przekształcenie. Nie będzie do tego potrzebna zmiana konkordatu. Nie reguluje on spraw ubezpieczeń i finansów Kościoła. Konkordat w artykule 22 zapowiada powołanie zespołu do uregulowania tych kwestii. Jako przewodniczący kościelnej komisji konkordatowej deklaruję wolę dialogu na temat Funduszu Kościelnego z państwową komisją konkordatową w duchu zawartej w konkordacie woli współpracy Kościoła i państwa dla dobra społecznego - dodał hierarcha. Abp Budzik zaznaczył, że Episkopatowi nie chodzi o likwidację Funduszu Kościelnego, ale o jego przekształcenie. - Państwa europejskie rozwiązły ten problem na różne sposoby. W niektórych krajach jest podatek kościelny. Polski Kościół nie chce iść tą drogą. Natomiast wydaje się, że najbardziej rozsądna jest praktykowana w wielu krajach możliwość odpisu części podatku na jeden ze związków wyznaniowych. Przy zachowaniu pełnej wolności decyzji obywatel mógłby wesprzeć związek, którego jest członkiem, w ten sposób byłyby realizowane te cele, które dotąd finansował Fundusz Kościelny - powiedział metropolita lubelski. Podkreślił także, iż wiele państw wspiera finansowo inicjatywy społeczne Kościoła katolickiego. - Działalność charytatywna i edukacyjna Kościoła na całym świecie jest bardzo ceniona. Dlatego państwa demokratyczne chętnie wspierają Kościół w tych działaniach społecznych. To się państwom po prostu opłaca - dodał abp Budzik. Duchowni, którzy są zatrudnieni na podstawie umowy o pracę (np. jako katecheci, kapelani np. więzienni, szpitalni, wojskowi, dziennikarze), sami opłacają składki emerytalne. W przepadku innych opłaty te pokrywane są z Funduszu Kościelnego. W 2011 r. na fundusz przekazano 89 mln zł, czyli 0,03 proc. budżetu państwa. Całość tej sumy otrzymuje w miesięcznych transzach ZUS. Fundusz Kościelny powstał jako rekompensata za bezprawne zagarnięcie przez państwo dóbr kościelnych na rzecz Skarbu Państwa. Z funduszu, finansowanego z budżetu państwa, pokrywane są ubezpieczenia duchownych, którzy nie mają umów o pracę, m.in. misjonarzy i zakonników zakonów kontemplacyjnych. Fundusz finansuje też działalność charytatywną, oświatowo-wychowawczą, remonty i konserwacje zabytków sakralnych oraz utrzymanie wydziałów teologicznych na wyższych uczelniach. Działa na rzecz wszystkich Kościołów i związków wyznaniowych. Do Funduszu Kościelnego miały wpływać dochody uzyskiwane z przejętego przez państwo majątku kościelnego, a następnie miał on być dzielony między kościoły proporcjonalnie do zabranych nieruchomości. Nigdy tak się nie stało, fundusz jest zasilany z budżetu - w ostatnich 20 latach najczęściej sumą ok. 100 mln zł rocznie. Zdaniem ekspertów były to kwoty kilkakrotnie niższe od tych, jakie można by uzyskać z użytkowania zabranej ziemi. Źródło: onet.pl
-
- W dalszym ciągu zamierza pan "używać krzyża jako maczugi do łomotania przeciwnika politycznego"? Z Romanem Kotlińskim - posłem Ruchu Palikota, który podobno zatrudnia w dalszym ciągu Grzegorza Piotrowskiego - zabójcę Ks. Jerzego Popiełuszki, będzie pan ściągał w nocy krzyż w Sejmie? - Kotliński nie zatrudnia Piotrowskiego, a Piotrowski nie zabił Ks. Popiełuszki. Roman Kotliński chciał pozwać "Rzeczpospolitą" za zniesławiający go artykuł, ale odradzam mu walkę z mediami. Kotliński popełnił błąd mieszając w spór rodzinę Moniki Olejnik. Nie mieszajmy się w niczyje prywatne życie, a spory rozgrywajmy między sobą bez wchodzenia z butami w czyjeś życie. Mam nadzieję, że nie będę musiał ściągać krzyża własnoręcznie. Dlaczego on tam wisi? Na jakiej podstawie prawnej? Krzyż w Sejmie wisi nielegalnie. Donald Tusk blefował mówiąc, że nie będzie klękał przed Kościołem. Szef rządu, który uważa się za centowego, staje zdecydowanie po stronie prawicy. Niech premier się wytłumaczy przed Polakami dlaczego trzech funkcjonariuszy Opus Dei, czyli wywiadu katolickiego, znajduje się w polskim rządzie. Autor: Jacek Nizinkiewicz Źródło: Onet.pl
-
- Ruch Palikota mógłby stworzyć koalicję z PO. My nie jesteśmy od tego, żeby być w opozycji. Chcemy rządzić i zmieniać Polskę. Koalicja PO-Ruch Palikota mogłaby zmodernizować Polskę, czego Tusk nie zrobi w koalicji z Pawlakiem, co dobrze widać na przykładzie KRUS. Nie zamykam się na współpracę z Tuskiem. Gdyby Donald Tusk przed wyborami powiedział publicznie, że Jarosław Gowin będzie ministrem sprawiedliwości, to 1/3 wyborców Platformy nie zagłosowałaby na PO. Dzisiaj Gowin jest gwoździem do trumny PO - powiedział w pierwszej części rozmowy z Onetem Janusz Palikot. Z Januszem Palikotem - szefem Ruchu Palikota - rozmawia Jacek Nizinkiewicz. Jacek Nizinkiewicz: Jakby brzmiały najważniejsze punkty exposé Janusza Palikota? Janusz Palikot: Nie wiem, czy mamy aż tyle czasu, bo moje exposé trwałoby ładnych parę godzin. - Czyli mamy polskiego Fidela Castro? - Tak, byłbym polskim Fidelem (śmiech). - Proszę nie wygłaszać exposé, ale przedstawić swoją wizję rządów i wskazać najważniejsze reformy, których podjąłby się pański rząd. - Polska polityka potrzebuje zasadniczej zmiany w wielu aspektach. Największą nadzieją dla Polski, szczególnie dla osób bogatych, elit i wszystkich parlamentarzystów, są ludzie biedni. Oni mają niesamowite aspiracje, ambicje i wolę poprawienia swojego życia. Drugą grupę, która jest wielką nadzieją dla Polski, stanowią wykształceni bezrobotni, którzy nie z własnej winy nie potrafią znaleźć pracy. To są osoby, które często mają dwa fakultety, mówią kilkoma językami, ale nie mogą dostać pracy mimo, że usilnie o nią zabiegają. Do tego dochodzą osoby pracujące na umowach śmieciowych i "przymusowi" emigranci, którzy chcieliby wrócić do Polski, ale nie mają do czego. Właśnie młodzi i wykształceni i niemający pracy, to niesamowita siła, zasób i potencjał Polski. Ci oburzeni jeszcze się nie zinstytucjonalizowali. Jeszcze. Wiele państw w Azji, Afryce i innych krajach marzyłoby żeby mieć taki zasób. Oni są dla każdego kraju większym dobrem niż miedź i ropa razem wzięte. - Da im pan pracę? Zmieni umowy? Zatrzyma w kraju i ściągnie z zagranicy, żeby pracowali godnie w Polsce, a nie w Anglii czy Holandii na zmywakach, czy fabrykach? - Państwo nie może wykluczać coraz większych grup społecznych, ale je uruchamiać. I biednych i bezrobotnych wykształconych. Premier Donald Tusk nawet nie zająknął się w exposé na temat młodych, bezrobotnych, biednych i wykluczonych. Nadzieja na rozwój Polski właśnie w tych grupach ludzi. Czytaj blog Janusza Palikota w Onecie - Jak uruchomić grupy wykluczonych? - Zaczynając od podstaw. - Czyli? - Od zaufania. Polacy cierpią na niski kapitał społecznego zaufania. W przestrzeni publicznej Polacy sobie wzajemnie nie wierzą. Rodzinnie, prywatnie w domach sobie wierzą, ale kiedy coś należy zrobić wspólnie, to już brakuje Polakom wzajemnego zaufania. - Co powoduje brak społecznego zaufania? - Drogie państwo. Biurokratyczne państwo. Kiedy Polak Polakowi nie ufa, to musi być umowa, notariusz, poświadczenie, opinia, sprawdzanie, uzgodnienie i cała masa rzeczy, która wywołuje koszty sprawiające, że państwo jest drogie. Usługi w Polsce też nie są tanie. Jeżeli listonosz, czy firmy telekomunikacyjne w ramach tego klimatu muszą się pozabezpieczać na wszystkie sposoby i tworzyć machinę biurokratycznego braku zaufania… - Mógł pan to zmieniać w komisji "Przyjazne Państwo". - Przecenia pan rolę tamtej komisji. To premier, a nie szef komisji, która ma ograniczone zadania, a projekty ustaw są często blokowane, powinien się tym zająć. Pozwoli pan, że wrócimy do tego w dalszej części rozmowy, a tymczasem dokończę wątek wykluczonych i braku zaufania społecznego. Szkoda, że premier nie miał odwagi podjąć wątku wykluczonych. A powinniśmy zacząć od fundamentów. W szkole należy zmienić sposób nauczania i odejść od tego, żeby uczeń zdawał samodzielnie egzaminy i to jeszcze w formie testu. To fatalne rozwiązania, które nie uczą żadnej odpowiedzialności za innych. Jeśli jest tak, że dziecko musi zrobić zadania w klasie lub w domu, czy napisać wyprawowania z innymi dziećmi, to automatycznie uczy się odpowiedzialności społecznej. Metodyka nauczania musi być nastawiona na uczenie się z innymi, czyli tzw. teamwork. - Co dalej? - Musi zmienić się relacja miedzy obywatelem, a administracją. Jeżeli pracownik w urzędzie skarbowym jest wynagradzany przez swoich przełożonych, czyli na końcu przez ministra finansów, za to że z kontroli przyniósł dodatkowe pieniądze, czyli podatki, to jest to główna, a często jedyna podstawa oceny do premii pracownika skarbowego. Urzędnik kiedy przychodzi na kontrolę jest nastawiony głównie, żeby dopieprzyć podatnikowi i za wszelką cenę wyciągnąć z niego jakieś pieniądze. Należy zmienić podstawę oceny administracji, bo te wszystkie sanepidy, skarbówki i cała administracja będą wciąż wrogo nastawione do przeciętnego podatnika. W ten sposób powstaje w Polsce spotęgowany klimat nieufności. Musimy uznać, że od łapania złodzieja i krętaczy w Polce nie jest administracja, ale policja, prokuratura i wszystkie służby, których mamy w kraju aż nadto. Administracja w Polsce nie może być od tropienia pomyłek obywateli w gąszczu niejasnych przepisów, ale od pomagania podatnikowi. - I zmiana mentalności uzdrowi nasz kraj? - Tak, od czegoś trzeba zacząć. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Trzecia ważna kwestia, która zbuduje kapitał społecznego zaufania to polityka społeczna, która jest oparta w Polsce na delegalizacji różnych rzeczy. - Jakich rzeczy? - W Polsce za wszystko można trafić do więzienia. Za rządów PO Kodeks Karny zmieniano 28 razy. W Niemczech w tym samym czasie zmieniono KK 4 razy. W Polsce PO-PiS, czyli w latach 2005-2011 KK zmieniliśmy łącznie 38 razy! Przecież można oszaleć. Za prowadzenie roweru po dwóch butelkach piwa trafia się w Polsce do więzienia… - Raczej za jazdę na rowerze w stanie nietrzeźwym, czym rowerzysta stwarza ogromne zagrożenie na drodze. - Ale czy wsadzanie na masową skalę do więzienia tych rowerzystów sprawa, że oni mniej piją? Nie! Filozofia mówiąca, że kara da efekt społeczny tu się nie sprawdza. Podobnie jest w przypadku marihuany. - Premier z mównicy sejmowej zapowiedział, że jest przeciwny legalizacji, więc nie ma pan o co kruszyć kopii. - To bardzo ogranicza możliwość współpracy Ruchu Palikota z PO. Nie chodzi już o samą marihuanę, ale o to, że premier ma problem ze zrozumieniem podstawowych zmian, które powinny nastąpić. Dziwię się premierowi, który przecież sam przyznał, że palił marihuanę jak był młody. Od kilku lat metody walki z marihuaną nie przynoszą rezultatów. Mamy dynamiczny wzrost jej konsumpcji. Nawet jeśli Tusk mówi, że legalizacji marihuany za czasów rządu PO nie będzie, to ja wciąż będę walczył o legalizację. Nie pozwolę zamykać do więzienia młodych ludzie przez głupie prawo, na którym zarabia mafia. Dlaczego mafii pozwalamy zarabiać, a nie polskiemu rolnikowi, który mógłby uprawiać konopie. Niech polscy chłopi uprawiają marihuanę. Rząd będzie zarabiał, młodzi nie będą zamykani, przypalanie stanie się mniej trendy, bo będzie legalne i palących będzie mnie, a mafia nie będzie zarabiała ogromnych pieniędzy. A ludziom po 65 roku życia powinno się przepisywać marihuanę leczniczo. W Polsce każdy emeryt powinien móc legalnie zapalić jednego jointa dziennie, bo to bardzo pomaga przy reumatycznych dolegliwościach, nie wspominając już o raku, czy Alzhaimerze. Zresztą tu nie chodzi o samą marihuanę, ale o reakcję rządu na problem. Pojawia się problem, to od razu go delegalizujemy. Rząd Tuska delegalizuje, ale nie rozwiązuje problemów. Ludzie nie płaca alimentów, to wsadzajmy ich do więzienia. - Jak rozwiązałby pan problem pijaka rowerzysty, posiadania marihuany, czy właśnie niepłaconych alimentów? - Nie zamykaniem do więzienia! Pijaka na izbę wytrzeźwień, a później wysłać do pracy na izbie wytrzeźwień przy myciu innych pijakach. Jak pijak przez dwa dni będzie mył innych pijaków, to odechce mu się alkoholu. A jak nie, to jest szereg robót przymusowych. Takie rozwiązania stosuje się w innych państwach. Sprzątanie miasta, pogłębianie rowów melioracyjnych itd., ale nie więzienie! Jeśli chodzi o marihuanę, to Ruch Palikota, jest za pełną legalizacją produkcji, koncesjonowaniem upraw, tak żeby państwo mogło na tym zarabiać. Marihuana jest mniej szkodliwa od papierosów, czy piwa, więc nie rozumiem dlaczego Tusk tak opiera się legalizacji. - Jeśli już mówimy o legalizacji, to czy nie za bardzo Ruch Palikota odleciał chcąc zalegalizować sutenerstwo? - O legalizacji sutenerstwa mówił rzecznik Ruchu Palikota Andrzej Rozenek. Ale ja się z nim zgadzam. Kiedy parkuje pan samochód przed Sejmem, to na pewno tak jak i ja znajduje pan za szybą ulotki agencji towarzyskich, których jest w Warszawie i w całej Polsce bez liku. Nie udawajmy, że prostytucji w Polsce nie ma. Trzeba opodatkować prostytucję. Dla dobra i zdrowia dziewczyn trudniących się tym zawodem jak i dla dobra państwa, które może na tym zarabiać. Ukróci się nielegalną prostytucję i problem więzionych kobiet z zabranymi paszportami. Ukróci się przenoszenie groźnych chorób i działanie mafii. Nie jestem za promocją prostytucji, ale skoro ona już jest, była i pewnie będzie i nie można zwalczyć tego sektora rynku pracy, to zadbajmy o niego. Dlaczego te dziewczyny nie mają mieć lekarza, ubezpieczeń, płacić podatków itd. Nie odwracajmy głowy od problemów i nie udawajmy, że ich nie ma.
-
FIFA 12 to więcej niż gra! To powód do spotkań i wspaniała sportowa rywalizacja z przyjaciółmi. W FIFA 12 mecze przypominają prawdziwe spotkania relacjonowane w telewizji. Kochasz futbol? Kochasz emocje i dobrą zabawę? Zagraj w FIFA 12! Dzięki nowemu, opracowanemu od podstaw modelowi zderzeń zawodników aspekt fizyczny jest w FIFA 12 równie istotny jak w prawdziwym futbolu. Skuteczna walka o zdobycie piłki lub jej utrzymanie wymaga nie tylko techniki, ale i uzyskania siłowej przewagi nad przeciwnikiem podczas bezpośredniej walki. W FIFA 12 kontakt pomiędzy zawodnikami może zakończyć się na wiele sposobów i zawsze wygląda naturalnie: ruchy piłkarzy są elastyczne, zawodnicy szybciej odzyskują równowagę i cały czas pracują ciałem i rękami, aby nie dać się przepchnąć. Rozgrywka została wzbogacona o elementy inspirowane prawdziwymi meczami. Precyzyjny drybling umożliwia dłuższe utrzymywanie się przy piłce w ataku i ułatwia kontrolowanie tempa akcji oraz grę na ograniczonej przestrzeni. Taktykę defensywną poddano gruntownym modyfikacjom, aby była ona równie istotną i wymagającą koncentracji częścią gry jak w rzeczywistości. Bezpośredni odbiór piłki to nie wszystko - równie ważne jest odpowiednie ustawienie szyków defensywnych i przechwytywanie podań. Liczy się przede wszystkim wyczucie czasu i "czytanie gry". Grą przeciwnika komputerowego kieruje nowa sztuczna inteligencja, tzw. Pro Player Intelligence, dzięki której decyzje podejmowane przez piłkarzy na boisku wynikają z poziomu ich umiejętności i preferowanego stylu gry, a także ze znajomości silnych i słabych stron kolegów z zespołu. Grafika, od interfejsu po wygląd piłkarzy i stadionów, została gruntownie odświeżona, dzięki czemu mecze pulsują atmosferą wielkiego widowiska sportowego. Poruszanie się po nowym menu jest szybsze i łatwiejsze, a gracze mają do wyboru ponad 500 licencjonowanych klubów z całego świata. Źródło: merlin.pl
-
Peja, właściwie Ryszard Waldemar Andrzejewski (ur. 17 września 1976 w Poznaniu), znany również jako Onomato, Onomatopeja, Rychu Peja SoLUfka, Charlie P – polski raper, autor tekstów i producent muzyczny. Pomysłodawca grupy muzycznej Ski Skład, w której występował w latach 2000–2004 oraz Slums Attack, powstałej w 1993 roku. Laureat Fryderyka, nagrody polskiego przemysłu fonograficznego w 2002 roku za wydawnictwo Na legalu?. Właściciel wytwórni muzycznej RPS Enterteyment. Andrzejewski współpracował z takimi wykonawcami jak: Bolec, Pih, Wiśnix, Medi Top Glon, Włodi, Hemp Gru, WWO, Tewu, Pięć Dwa Dębiec, Trzeci Wymiar, Zipera, Sweet Noise, DonGURALesko oraz Nagły Atak Spawacza. Rapował gościnnie w nagraniach na ponad 30 płytach. W 2001 Andrzejewski wystąpił w filmie dokumentalnym zatytułowanym Blokersi w reżyserii Sylwestra Latkowskiego. Publikacje na temat twórczości rapera ukazały się m.in. w czasopismach "The New York Times" i "The Source". Dwukrotny mistrz Polski Młodzików w judo. W 2005 roku otrzymał wyróżnienie Polskiego Związku Judo - honorową srebrną odznakę za zasługi dla sportu w kraju. Młodość Andrzejewski urodził się 17 września 1976 roku na poznańskich Jeżycach[6]. Wychowywał się w rodzinie robotniczej, matka zmarła gdy miał 12 lat[10]. Ojciec ożenił się ponownie, jednakże zmarł w 1996 roku z powodu nowotworu. Ukończył Szkołę Podstawową nr 81 w Poznaniu. Hip-hopem zainteresował się w 1987 roku za sprawą albumu Licensed to Ill zespołu Beastie Boys. Kolejnymi twórcami po których sięgał przyszły raper byli m.in. Run-D.M.C., Geto Boys, Ice T, Ice Cube czy N.W.A.. Równolegle Andrzejewski interesował się sportem, grał w piłkę nożną, uprawiał karate. W 1988 roku zainspirowany igrzyskami olimpijskimi w Seulu rozpoczął treningi judo. W latach 1988–1995 był wychowankiem klubu Olimpia Poznań. Uczestniczył w Drużynowych Mistrzostwach Polski juniorów i juniorów młodszych oraz turniejach w Niemczech, Austrii i Danii. W 1991 i 1992 roku został mistrzem Polski Młodzików. Działalność artystyczna W 1993 roku Andrzejewski wraz z Marcinem Kostrzewskim znanym wówczas jako DJ Def założył grupę muzyczną Slums Attack. Pierwsze nagrania muzycy rejestrowali w domu na odtwarzaczu kaset magnetofonowych. Również w 1993 roku zostało wydane pierwsze wydawnictwo Slums Attack zatytułowane Demo Staszica. W 1995 roku ukazało się kolejne demo pt. Demo Studio Czad. Natomiast rok później ukazał się pierwszy album duetu pt. Slums Attack wydany nakładem własnym. Nagrania na wydawnictwie były inspirowane amerykańskim nurtem gangsta rap. W 1996 roku ukazał się singel zatytułowany Mordercy, który zwiastował drugi album Slums Attack. W czerwcu 1997 roku nakładem PH Kopalnia ukazał się album Zwykła codzienność. W ramach promocji został zrealizowany pierwszy w historii zespołu teledysk. Premiera nagrania odbyła się w programie Telewizji Polskiej Klipol. W 1997 roku Kostrzewski zrezygnował z występów w Slums Attack, jednakże pozostał oficjalnym członkiem zespołu. W 1998 roku Peja poznał Dariusza Działaka znanego jako DJ Decks z którym kontynuował działalność Slums Attack. W nowym składzie zostało przygotowane demo z nagraniami, które przyczyniły się do podpisania kontraktu z wytwórnią muzyczną Camey Studio. W 1999 roku został wydany trzeci album pt. Całkiem nowe oblicze. Wydawnictwo ukazało się nakładem wytwórni muzycznej Camey Studio. Natomiast rok później ukazał się album pt. I nie zmienia się nic. Tego samego roku wraz z Łukaszem Wiśniewskim Peja założył zespół Ski Skład. W 2001 roku ukazał się piąty album Slums Attack pt. Na legalu?. Kompozycje z przeznaczeniem na płytę zostały zarejestrowane w studiu nagraniowym producenta muzycznego Magiery. Jednakże utwory uległy zniszczeniu wkrótce po nagraniach. Część odzyskanego materiału zarejestrowano ponownie w przeciągu trzech dni[. Wydawnictwo odniosło niespodziewany przez muzyków sukces sprzedając się w nakładzie przekraczającym 100 000 egzemplarzy. Płyta Na legalu? ponadto uzyskała nagrodę polskiego przemysłu fonograficznego Fryderyka w kategorii album roku – hip-hop. W 2002 roku mimo sprzeciwu członków zespołu ukazała się kompilacja nagrań Slums Attack zatytułowana Uliczne historie. Wynagrodzenie z tytułu sprzedaży płyty zespół przekazał w całości na cele charytatywne. Peja podczas koncertu z okazji piętnastolecia działalności artystycznej 17 maja 2008 roku w Poznaniu W 2003 roku nakładem T1-Teraz ukazał się album Ski Skład zatytułowany Wspólne zadanie. Gościnnie na płycie wystąpili m.in. Fu, O.S.T.R., WNB i Analogia. Wydawnictwo promował singel pt. Dzień zagłady. Rok później z niewyjaśnionych przyczyn zespół został rozwiązany. Również w 2003 roku Peja rozpoczął pracę nad kolejnym wydawnictwem zespołu Slums Attack[19]. Pierwsze partie wokalne do około dziesięciu utworów zostały zarejestrowane w studiu nagraniowym należącym do Dominika "Donia" Grabowskiego związanego z zespołem Ascetoholix. Jednakże w wyniku nieporozumień Peja zakończył współpracę z Grabowskim, który przygotował również część bitów z przeznaczeniem na płytę. Latem 2004 roku w zmienionym studiu nagrań kontynuowano prace we współpracy z producentami muzycznymi Tabbem i Magierą. Ponadto nad kompozycjami pracował DJ Decks, wraz z którym zarejestrowane zostały m.in. utwory "Kurewskie życie" i "Reprezentuje biedę". Od października do grudnia zrealizowano kolejne utwory w studiu Noise Records należącym do Piotra "Glacy" Mohameda. W związku z brakiem kontraktu fonograficznego i nieuregulowaną sytuacją prawną z wytwórnią T1-Teraz została opóźniona premiera nowego wydawnictwa. 7 lutego 2005 nakładem wytwórni muzycznej Fonografika został wydany dwupłytowy album zatytułowany Najlepszą obroną jest atak. Album zadebiutował na 2 miejscu listy OLiS w Polsce. 20 października 2006 roku ukazał się siódmy album Slums Attack pt. Szacunek ludzi ulicy. Wydawnictwo uzyskało status złotej płyty sprzedając się w nakładzie 15 000 egzemplarzy. Kompozycje zostały zarejestrowane w Druga Strefa Records w Poznaniu. Głównym producentem był DJ Decks, beaty przygotowali również Sqry, DJ-a Zela, Barka, Zielonego i DJ Story. 31 października 2008 wystąpił podczas koncertu charytatywnego Hip-Hop Dzieciom w poznańskim klubie Eskulap. Natomiast 5 grudnia ukazał się pierwszy solowy album rapera zatytułowany Styl życia G'N.O.J.A.. Wkrótce wydawnictwo uzyskało status złotej płyty[26]. 17 września 2009 ukazał się drugi album solowy Andrzejewskiego pt. Na serio. Peja do współpracy zaprosił m.in. takich wykonawców jak Pih, który wystąpił w utworze "Zbyt dużo bólu", Mrozu w utworze "Poszukując ideału", Kaczor w utworze "Śmiertelna pasja rap" czy Marek Pospieszalski w utworze "Kochana mamo". Nagrania wyprodukowali m.in. Magiera, Brahu i Sqra, którzy zawarli w kompozycjach wpływy takich stylów muzycznych jak west coast hip hop czy crunk. W tekstach Andrzejewski opisuje m.in. wolny styl życia, refleksje nad sławą, moralność czy miłość. W lutym 2010 roku raper został wyróżnionym tytułem freestyleowca roku w plebiscycie Podsumowanie 2009 serwisu Poznanskirap.com. Procesy sądowe 12 września 2009 w Zielonej Górze w trakcie koncertu Pei doszło do bijatyki, w której poszkodowany został 15-letni uczestnik koncertu. O spowodowanie bójki został oskarżony sam raper, który w odpowiedzi na obraźliwe gesty ze strony nastolatka najpierw go wulgarnie zwymyślał, a następnie – po widocznym braku reakcji ze strony ochrony – zachęcił tłum do jego pobicia, przy czym pobita została inna osoba, niż ta wyzywająca. Przeciwko Andrzejewskiemu został skierowany do sądu akt oskarżenia, w którym zarzuca mu się podżeganie do linczu. Raper przyznał się do stawianych mu zarzutów i wyraził chęć dobrowolnego poddania się karze. Muzyk wystosował również następujące oświadczenie: Nie przewidziałem gwałtowności reakcji tłumu oraz tego, iż zdarzenia przybiorą taki obrót. Nie może to jednak tłumaczyć do końca mojego zachowania. Jestem świadom, iż na artyście ciąży wielka odpowiedzialność, obejmująca także panowanie nad emocjami w sytuacjach podobnych do tych, jakie miały miejsce podczas koncertu w Zielonej Górze. Przyznaję, że tego wieczoru nie udało mi się sprostać temu zadaniu, za co jeszcze raz wszystkich przepraszam. 6 kwietnia 2010 Sąd Rejonowy w Zielonej Górze wydał wyrok w sprawie zajścia w Zielonej Górze. Raper został ukarany grzywną w wysokości 6 tys. złotych, nawiązką na cel społeczny oraz kosztami procesu i odszkodowaniem dla poszkodowanego nastolatka. Pod koniec 2009 roku zawiadomienie do prokuratury w sprawie o nawoływanie do zabijania policjantów złożył szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami Ryszard Nowak. Zdaniem Nowaka raper publicznie w trakcie wykonywania utworu pt. "997" nawoływał do popełnienia zbrodni, za co grozi kara do lat 3 pozbawienia wolności. W lutym 2010 roku prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie. Życie prywatne Andrzejewski od urodzenia mieszka w Poznaniu. W latach 90. poznał swoją przyszłą żonę Monikę, z którą się ożenił po czterech latach narzeczeństwa. Para wzięła rozwód w drugiej połowie pierwszej dekady XXI w. 24 października 2009 roku Peja oświadczył się swojej dziewczynie Paulinie Stefańskiej. Raper od wczesnego dzieciństwa uprawiał różne dyscypliny sportowe. Posiada 1 stopień kyū w judo. Trenował brazylijskie jiu-jitsu. Pracował na dziecięcych turniejach w sztukach walki. Muzyk jest również kolekcjonerem płyt takich wykonawców i kompozytorów jak Percy Sledge, Anna Dąbrowska, SBB czy Johann Sebastian Bach.
-
Stara przypowieść Zaczyna się mocno, od uderzenia adrenaliny, które odczuwamy zarówno my, jak i bohaterowie: dwóch facetów ściga się samochodem z pociągiem. Mimo coraz gwałtowniejszych protestów pasażera (Łukasz Simlat) kierowca (Robert Więckiewicz) wciąż przyspiesza. Po chwili staje się jasne, że będzie chciał przejechać przez przejazd kolejowy przed pociągiem... "Wymyk" szybko wytraca tę początkową intensywność i skręca w stronę obrazka obyczajowego. Staje się opowieścią o dwóch braciach, których życie jest zakute w konwencji dom-rodzina-praca. Ich rutynę przerywa nagły wypadek: młodszy brat, Jerzy, zostaje dotkliwie pobity. Starszy, Alfred, jest tego świadkiem, ale nie staje w jego obronie. Wtedy to następuje kolejna wolta: w rzeczywistość realistyczną wplata się niemal biblijna, z przypowieści o Kainie i Ablu, w której codzienne małe decyzje (co zjeść na obiad, jak rozmawiać z żoną i jak najlepiej prowadzić firmę) ustępują przed prymarnymi zagadnieniami – o winie i karze, o dobrze i złu. My stajemy się niemymi obserwatorami przewinienia starszego brata: widzimy jego osłupienie (a może to niezdecydowanie? Czy też po prostu tchórzostwo?) w decydującym momencie. Potem patrzymy, jak narastają jego wyrzuty sumienia, a przede wszystkim – jak coraz głębiej wikła się w kłamstwa. Jak odgrywa szopkę przed ojcem, którego rodzicielska władza nad ponad czterdziestoletnim synem wciąż jest bardzo wyraźna. Jak powoli, z własnej (bez)woli pakuje się w sytuację bez dobrego wyjścia. Wszystkie inne relacje pomiędzy członkami rodziny wcześniej lub później stają się w jakiś sposób związane z tragedią i wikłają Alfreda jeszcze mocniej: przecież Jerzy zyskiwał większą władzę w rodzinnej firmie i większe poparcie ojca. Czy Alfred w trakcie wypadku miał to w pamięci? Czy to obarcza go mocniej niż zwykły strach o własne życie? Nawet nieświadoma prawdy żona Alfreda, ba – nawet dzieci Jerzego, zostaną w pewien sposób zaplątane w tę nieczystą sytuację. Greg Zgliński, który wcześniej wyreżyserował już niezłą "Całą zimę bez ognia", rozgrywa te poważne dylematy w kompletnie nieefekciarskich scenkach, bez cienia zadęcia i maniery pt. "teraz będę mówił o Ważnych Sprawach". Wszystko u niego jest bardzo zwyczajne: postacie, ich otoczenie. Jest tu podmiejski dom – ani specjalnie biedny, ani bogaty, mała firma z reklamą na płocie, jest kościół i szpital. Wszystko to bez serialowego make-upu, ale i bez prześmiewczego przerysowania. Podmiejska egzystencja w jej realistycznych barwach, czyli rzecz, która bardzo rzadko pojawia się w naszym kinie. Twórcę należy docenić za wnikliwą obserwację rzeczywistości, jak również precyzyjny scenariusz (napisany wraz z Januszem Margańskim): nawet pozornie nieistotne dialogi mają tu swoją wagę i znaczenie. Wszystko wydaje się do bólu zwyczajne, a jednak w kilku momentach wyłania się zza tej zasłony coś istotniejszego, prymarnego. Dostrzegli to jurorzy na Festiwalu w Gdyni, gdzie film otrzymał nagrodę za najlepszy debiut. Dostrzegą pewnie również ci widzowie, których nie zniechęci wybitna, jakby programowa, nieefektowność "Wymyku". Autor: Malwina Grochowska Źródło: filmweb.pl
-
Warszawskie kino „Kultura” zapełniło się piątkowy wieczór 10 listopada pokaźnym gronem gości, w tym twórców i miłośników kultowego polskiego serialu wszech czasów, „Stawki większej niż życie”. Przybywających witał nadawany z offu muzyczny motyw z czołówki serialu, legendarna kompozycja Jerzego Matuszkiewicza. o blisko 45 latach funkcjonowania na ekranach telewizyjnych, serial doczeka się swojej emisji w TVP HD w najwyższej jakości obrazu. Po raz pierwszy polscy widzowie będą mieli szansę zobaczyć „Stawkę” po rekonstrukcji cyfrowej. Dzięki temu obraz odzyskał głębię ostrości oraz czystość barw i dźwięku. Prace rozpoczęte w marcu br. na zlecenie TVP HD, były prowadzone pod opieką jednego z reżyserów, Janusza Morgensterna. Gośćmi honorowymi oficjalnej prezentacji nowej wersji serialu byli odtwórcy głównych ról: Stanisław Mikulski (Hans Kloss) i Emil Karewicz (Hermann Brunner). Wieczór składał się z dwóch części: z rozmowy Tomasza Raczka z aktorami „Stawki” i z szefem TVP HD Tomaszem Pichlakiem oraz z premierowego pokazu jednego z odcinków. Rolę „reprezentanta” całości odegrał odcinek 8 „Wielka wsypa”. W odpowiedzi na pytania T. Raczka, Stanisław Mikulski opowiadał o okolicznościach zaangażowania go do głównej roli. – Nigdy wcześniej nie widziałem agenta, ale przy pracy nad rolą dopomogły mi wcześniejsze role mundurowe, m.in. w filmach Janusza Morgensterna – mówił Mikulski. Wspominał też o ogromnej popularności serialu nie tylko w Polsce, ale także w ZSRR, NRD, Czechosłowacji, na Węgrzech, a nawet w Brazylii i Mongolii. Wspominał też początki telewizyjnej kariery Klossa, wersję teatralną jego przygód, nadawaną na żywo od 1965 do 1967 roku. Emil Karewicz żartował, że jako Brunner nie lubił Klossa, ale prywatnie bardzo lubi Stanisława Mikulskiego. Przyznał, że osobiście jest człowiekiem łagodnym i nie ma nic wspólnego z „czarnymi charakterami”, które najczęściej grał w filmach. – Zagrać wbrew swoim cechom, to istota profesji aktorskiej. Ostatecznie jesteśmy zawodowymi aktorami – powiedział artysta. Mikulski chwalił klasę aktorstwa kolegi, który „potrafił przeobrazić się w postać jednocześnie ponurą, groźną, ale i zabawną”. Do rozmowy włączyli się też reprezentanci obsady drugiego planu, Alina Janowska i Kazimierz Kaczor. Janowska zagrała postać Rose Arens, w odcinku 3, „Cafe Rose”. – Nie wiedziałam, co mam grać. Gdy znalazłam się w miejscu, gdzie mieliśmy kręcić, kazano mi się przebrać w elegancką suknię i powiedziano, że będę umierać – opowiadała aktorka. K. Kaczor przypomniał, że w jednym z odcinków zagrał mały epizod, liczący zaledwie trzy sekundy. – Otworzył mi jednak drogę do przyszłej współpracy z Januszem Morgensternem w dużej już roli w serialu „Polskie drogi” – podkreślił K. Kaczor. Publiczność przywitała też oklaskami obecnego na sali współscenarzystę „Stawki”, Zbigniewa Safjana. Przywoływano i oklaskiwano nazwisko zmarłego w tym roku Janusza Morgensterna. Przypomniano też drugiego, również nieżyjącego reżysera „Stawki”, Andrzeja Konica. Kolejny rozmówca prowadzącego wieczór, kierownik TVP HD Tomasz Pichlak powiedział, że wybór „Stawki” do tego przedsięwzięcia był bardzo prosty i zadecydowała o tym rekordowa popularność serialu oraz jego profesjonalny poziom. Wyjaśnił na czym polega operacja cyfrowego odświeżenia obrazu i dźwięku. Wspomniał też, że od razu odrzucono myśl o ewentualnej koloryzacji obrazu. – Ci, którzy widzieli koloryzowaną „Casablankę” wiedzą, że to niedobry pomysł – dodał T. Pichlak. Finałowym akordem wieczoru było podpisywanie przez Stanisława Mikulskiego i Emila Karewicza okolicznościowego plakatu. Po autografy ustawiła się pokaźna kolejka. Emisja pierwszego odcinka w TVP HD w niedzielę, 13 listopada o godz. 18.25. Krzysztof Lubczyński Źródło: tvp.pl
-
Super praca - jednocześnie grać i zarabiać. Trzeba tylko mieć tą umiejętność...
