Oskarżenia pod adresem Polski padające w filmie "Lekcje polskiego", wyemitowanym w państwowej telewizji białoruskiej, oparte są na fałszywkach i są absurdalne - powiedział PAP rzecznik polskiego MSZ Marcin Bosacki. Także jeden z "bohaterów" filmu, białoruski opozycjonista Uładzimir Niaklajeu, nazwał "fałszywką" film, w którym zarzucono mu przyjęcie z polskiej ambasady w Mińsku pieniędzy na organizację protestu powyborczego w 2010 r. - Telewizja pokazuje, co komu przychodzi do głowy, byle tylko skompromitować opozycję - stwierdził.
Główna teza wyemitowanego w niedzielny wieczór filmu "Lekcje polskiego" przedstawia rzekome fakty potwierdzające udział Zachodu w organizowaniu ogromnych manifestacji, do jakich doszło po wyborach prezydenckich na Białorusi w grudniu 2010 roku. Wtedy w Mińsku na placu Niepodległości protestowało kilka tysięcy osób uznających, że wybory, w których Aleksander Łukaszenka dostał
prawie 80 proc. głosów, były sfałszowane.
Film jest fałszywy (...). Telewizja pokazuje, co komu przychodzi do głowy, byle tylko skompromitować opozycję.
Uładzimir Nikalajeu, białoruski działacz opozycyjny
Po brutalnie zdławionych protestach w Mińsku do aresztów trafiło w grudniu 2010 r. ponad 600 osób. Kilkadziesiąt z nich oskarżono o udział bądź organizację masowych zamieszek, a ponad 20 skazano na pobyt w kolonii karnej.
Źródło: tvn24.pl