Skocz do zawartości
  • Postów

    3 625
  • Wpisów na chatbox

    0
  • Dołączył

has

ZKKF
  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane

    14
  • Darowizny

    0.00 PLN 

Treść opublikowana przez has

  1. Red Dead Redemption 2, ahhh, te Red Dead Redemption 2, ile człowiek realnie byłby w stanie oddać za to, by móc przejść te arcydzieło po raz pierwszy. Doskonale pamiętam sytuację, w której dobry ziomek wspomniał mi o tej grze niedługo po premierze, w 2018 roku. Byłem kompletnie zdziwiony, gdy dowiedziałem się, że to gra ze stajni Rockstara, o której wcześniej prawdę mówiąc nie słyszałem praktycznie w ogóle. Western i Rockstar? Myślałem, że to żart. Wtedy przekonałem się dobitnie o tym, że dopóty nie poliżesz, dopóki nie posmakujesz. I to wtedy zrozumiałem, że 30fps tak naprawdę nie stanowi żadnej przeszkody w tym, by dobrze wgryźć się w świat wykreowany w sposób, którego mógłby pozazdrościć każdy, inny producent gier komputerowych. Gra na tamte czasy była absolutnym przełomem, nie tylko graficznym, ale i fabularnym. Pomimo żmudnego startu, który mimo nowatorskich, odkrywczych mechanik nie zapowiadał się nazbyt imponująco, to finalnie "im dalej w las, tym więcej drzew". Gra zachwyca pod każdym względem, nigdy dotąd nie spotkałem się z tak szczegółowymi i oddanymi detalami związanymi z końmi. I choć na język ciśnie się en vouge "koń, jaki jest, każdy widzi" to czy aby na pewno tak jest? Ta gra to nie tylko arcydzieło wizualne, wykazujące potencjał, jaki może wyżąć producent z produktu, który osiągnął na ten moment sprzedaż w ilości 67 mln kopii. To przede wszystkim wyciskacz łez, rollercoaster emocjonalny, który bezlitośnie oddziałuje na afekt graczy. Po raz pierwszy w życiu tak żywiołowo zareagowałem na śmierć wirtualnego zwierzęcia, zadając sobie przy tym pytanie, czy to ze mną jest coś nie tak, czy po prostu gry stają się powoli czymś pokroju dobrej lektury czy udanego filmu? Szybko utwierdziłem się w przekonaniu, że coś w tym po prostu musi być, widząc reakcję osób, które przeżywały to w sposób tożsamy. Krajobraz, tętniąca życiem fauna i flora - majstersztyk. Mechaniki związane ze skórowaniem zwierząt, wykorzystywanie pozyskanych dóbr na elementy garderoby, nieustannie i stopniowo rosnąca broda, reagowanie ludzkich ciał na rodzaj użytej amunicji - jedno wielkie kuriozum na miarę XXI wieku sceny gamingowej. I choć znajdą się osoby, które śmiało stwierdzą, że fabuła jest przewidywalna i oklepana, tak ja będę opozycyjnie twierdził, że historia jest jedną z najlepszych, których uświadczyłem w życiu. Sielanka okraszona potęgą gangu, który wraz z upływem każdego dnia, każdej godziny, minuty, słabnie równie szybko i niespodziewanie, co zdrowie Artura. Tytuł wraz z mozolnym, sukcesywnym postępem pozwala dojrzeć, zrozumieć perspektywy, które wcześniej wydawały albo na tyle banalne, albo wręcz nieosiągalne. Budowanie domu, wszelkie towarzyszące temu okoliczności - coś, co dla innych gier stanowi jedynie sferę marzeń. Motyw zdrady - choć bezwzględny i okrutny, to nierozerwalny konstrukcyjnie i z założeniem produkcji, jednocześnie będący pewnego rodzaju łyżką dziegciu w beczce miodu - beczce, która wypełniona jest aż po brzegi mieszanką wybuchową emocji i doznań. Wspólnota - słowo, które można rozumieć w sposób dwojaki - korzyść, czy fundament przyzwoitości i najważniejszej wartości w świecie wszechobecnego grzechu? Ktokolwiek przypuszczałby, że wschodzące słońce dzikiego zachodu zajdzie w tak kontrowersyjny i smutny sposób. Gra nie należy do grona tych, które wypadałoby jedynie ograć, to tytuł, którego wyżyłowanie każdego, możliwego aspektu czyni go narkotykiem, a graczy - narkomanami. Sposób, w jaki ukazano funkcjonowanie ludzkiego umysłu, podatnego na wszelkie zawirowania związane z otoczeniem, okolicznościami i innymi osobami, świetnie oddaje realizm, na przekór innym, liniowym i przecukrzonym grom. Mógłbym pisać i wychwalać ten tytuł w nieskończoność, ale nie w tym rzecz. I jeśli ktoś dzisiaj zada mi pytanie, jaka gra jest moją ulubioną i czy w ogóle jestem w stanie wskazać którąkolwiek i wyróżnić ją tym mianem, to zdecydowanie - Red Dead Redemption 2 - prequel zasługujący na gromkie brawa, aplauz, który powinien zagwarantować temu tytułowi dozgonną chwałę, rozbrzmiewającą w każdym zakątku świata
      • 5
      • Serduszko fragowe (+)
      • Ustrzel fraga! (+)
  2. Hej, w obliczu zbliżającej się premiery GTA VI, coraz częściej nachodzą mnie myśli a propos tego, jak zacna będzie ta produkcja w zestawieniu ze swoją poprzedniczką. Stosunkowo niedawno pozwoliłem sobie przejść część V po raz kolejny i z czystym sumieniem trzeba przyznać,. że gra wciąż jest niesamowita. Mimo lat, które nieubłaganie płyną, czyniąc tę produkcję z roku na rok coraz bardziej kultową. Od grafiki, która w żadnym stopniu nie odbiega od topowych, świeżo popełnionych premier, po historię, która mimo swojej karykaturalności i prześmiewczości wciąż sprawia, że tak szybko jak gra pojawia się na sklepowych półkach, tak samo równie prędko znika - pomimo ceny, która wciąż nie jest niska, jeśli weźmiemy pod uwagę rok produkcji gry. Przyznam, że już dawno nie wyczekiwałem tak żadnej gry. Począwszy od genialnej linii fabularnej, kończąc na wręcz nieśmiertelnym trybie online, który ze względu na oferowane aktywności będzie się udzielał graczom z pewnością jeszcze długo po premierze części VI. Szczerze mówiąc, sam jestem w ogromnym szoku, uświadamiając sobie, że na samym trybie multiplayer zeszło mi niemalże 1500h życia - szok! W końcu kto by pomyślał, że wdrożenie możliwości wcielenia się w aż trzy postacie będzie na tyle praktyczne i satysfakcjonujące? Przecież to stanowiło kolosalny przełom w odniesieniu do poprzedniczek, które skupiały się głównie na gloryfikowaniu konkretnie jednego protagonisty. Mam wrażenie, że producenci doskonale wiedzą, jak pobudzić sentymenty graczy, wracając do korzeni i plasując akcję gry z powrotem w bajecznym, słonecznym Miami, na przekór przyzwoitości narkotykami i krwią płynące. Jeśli gra będzie miała podobny vibe do pierwotnej części osadzonej w palmowym eldorado, to jestem pewny, że całkowicie przepadnę, tak jak miało to miejsce w chwili, gdy brat po raz pierwszy pokazał mi GTA Vice City, ograniczając mi do granic możliwości swobodne granie z uwagi na młody wiek. Cholera - z jaką satysfakcją człowiek wraca pamięcią do czasów, w których utożsamiał się z głównym bohaterem GTA, bawiąc się z kolegami na podwórku. Jak wielką moc sprawczą miały wtedy gry, w kontekście tego, do czego świat gier przyzwyczaja nas aktualnie. Co innowacyjnego i niebanalnego dostarczy nam VI? Trzeba być naiwnym, by szczerze wierzyć w to, że będzie to premiera jak każda inna - bez fajerwerków i fanfar. Powoli zaczynam odnosić wrażenie, że tylko Rockstar jest w stanie sprawić, bym znów zatopił się w wygodnym materiale fotela przy smacznym drinku i dał wciągnąć się w świat wykreowany przez grę. Z coraz większą niecierpliwością przyglądam się postępom, które jak mniemam finalnie po raz kolejny rozbudzą we mnie podobną motywację do grania, co parę grubych lat temu. Dajcie znać co o tym sądzicie i czy też nie powstydzicie się wziąć zwolnienie lekarskie w robocie, by móc delektować się czymś, co z pełną pewnością nie pozwoli o sobie zapomnieć przez najbliższe lata
  3. Gratki
  4. Gratulacje
  5. graty
  6. gratki!
  7. graty
  8. graty
  9. Graty
  10. *** Wiadomość została wygenerowana automatycznie *** Ten temat został oznaczony przez Moderatora jako spam i wyrzucony do Kosza [!] Jeśli się z tym nie zgadzasz, raportuj ten post, a moderatorzy forum rozpatrzą go ponownie!
  11. gratki
  12. Gratki
  13. graty
  14. graty
  15. gratki
  16. Graty!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Polityka prywatności